– Pacjent przywieziony został do nas już w stanie ciężkim i cały czas znajdował się pod opieką i w dyspozycji lekarza i zespołu ratownictwa medycznego, dlatego przebywał w karetce w garażu. Nie został nam, jako szpitalowi, ani na moment formalnie przekazany. Nie miałoby to zresztą sensu, bo nie bylibyśmy w stanie mu pomóc, nie mamy u siebie oddziału kardiologicznego – odnosi się do sprawy dyrektor SP ZOZ w Lubaczowie Piotr Cencora./ FOT.