Dwa lata pandemii dały nam mocno w kość: i fizycznie, i psychicznie. Jednak kto marzył, by po tym trudnym czasie wyskoczyć w przysłowiowe góry lub na Mazur, by się zrelaksować, musi najpierw dobrze policzyć, czy go na to stać. Bo z ostrożnych szacunków wynika, że tegoroczne wakacje będą kosztowały o ok. 20-30 proc. więcej niż jeszcze rok temu.
I to niezależne od tego czy wybieramy się nad polskie morze czy do modnej ostatnio wśród Polaków Turcji. Nawet zwykłe kolonie dla dzieci kosztują kilkaset zł więcej. Większości, bo aż 59 proc. z nas - wynika z sondażu Instytutu Badań Pollster, przeprowadzonego dla Super Expressu”. „Inflacja w maju wyniosła prawie 14 proc., a według ekonomistów szczyt drożyzny nastąpi w lecie lub na jesieni. Za zarobione pieniądze możemy kupić coraz mniej, czyli ubożejemy. Pogarszająca się sytuacja finansowa Polaków sprawia, że wielu z nas nie będzie mogło wyjechać na upragnione wakacje”- skomentował SE. Pozwolić sobie na wakacje może tylko 41 proc. Polaków, jak wynika z tego sondażu, przeprowadzonego w dn. 24-25 maja na grupie 1062 dorosłych.
Skutki, choć wakacje się jeszcze nie zaczęły, już widać: z ankiety, przeprowadzonej przez Polską Izbę Gospodarczą Hotelarstwa wynika, że 65 proc. obiektów ma zarezerwowane mniej niż 30 proc miejsc na wakacje.
Na to, że nad polskim zimnym Bałtykiem bywa drożej niż we Włoszech czy Chorwacji, turyści zwracają uwagę już od kilku lat.
Cytowana niedawno przez PAP Paula Kukołowicz z Polskiego Instytutu Ekonomicznego skomentowała, że ceny noclegów nad polskim morzem są wyższe niż w wielu śródziemnomorskich kurortach. - Z tym jednak zastrzeżeniem, że wiele jednak zależy od jakości miejsca noclegu. Można i w Polsce nad morzem w szczycie sezonu znaleźć tani nocleg - jednak dosyć daleko do plaży i w niezbyt wysokim standardzie – powiedziała PAP.
Według niej ceny nad Bałtykiem wynikają głównie[paywall] z krótkiego sezonu turystycznego i szczupłości obszaru, na którym koncentruje się ruch turystyczny.
- 5 tys. zł za tygodniowy pobyt w hotelu nad polskim morzem - wydaje się drogo, jeśli wziąć pod uwagę niepewną pogodę, zimne morze i to wszystko, czego nie zobaczymy, a co moglibyśmy oglądać w wymarzonej Chorwacji czy Hiszpanii – powiedziała.
Horrendalne są nie tylko ceny noclegów, ale i jedzenia. Po Internecie krążą „paragony grozy” z nadmorskich czy górskich restauracji.
Po majówce te, które dostają od fanów, w mediach społecznościowych pokazała dziennikarka, Katarzyna Bosacka. Pewna kobieta za 3 nieduże ciastka w przydrożnej cukierni zapłaciła 51,78 zł. „Myślałam, że to żart, jak dostałam ten rachunek. Nie było żadnych cen przy produktach, więc się skusiłam” - napisała w wiadomości do Katarzyny Bosackiej. Inny fan za dwie porcje halibuta i porcję frytek w Kołobrzegu zapłacił 139,50 zł. Jeszce inny, w Jastarni, na 2 żurki, 2 porcje halibuta, 2 porcje frytek, 2 zestawy surówek i 2 piwa grzane wydał 279,50 zł. Kolejna osoba na 5 deserów i napoje zapłaciła w Krakowie 217 zł.
Ale drogo jest nie tylko w Polsce. Złoty jest słaby (więc za waluty trzeba zapłacić więcej: w wakacje przed pandemią tysiąc euro kosztowało ok. 4,3 tys. zł, teraz – blisko 4,7 tys. zł), a galopujące ceny paliw sprawiają, że bilety lotnicze osiągają horrendalne ceny. Upolowanie okazyjnego przelotu za 150 zł w dwie strony do słonecznej Italii, co udało się w zeszłym roku studentce Oli z Zamościa, w tym roku okazało się nieosiągalne. - Tanie linie lotnicze zmniejszyły nawet rozmiary darmowego bagażu do wielkości kosmetyczki. Nie am mowy o darmowej walizce kabinowej – mówi dziewczyna.
Kraje, w których Polacy najbardziej lubią wypoczywać, zmagają się, jak i Polska, z rosnącą inflacją. W najmodniejszej wśród Polaków obecnie Turcji (w zeszłym roku wypoczywało tam 26 proc. Polaków, którzy wybrali się na zagraniczne wczasy), jest gigantyczna: wynosi 61,1 proc. (koszty pobytu łagodzi jednak nieco słabość tamtejszej waluty).W drugiej pod względem popularności wśród naszych rodaków Grecji (wypoczywała tam jedna czwarta Polaków) – wynosi 9,4 proc. Podobnie jak w trzeciej najpopularniejszej destynacji, Bułgarii (wybrało ją w zeszłym roku 9,4 proc. rodaków) – inflacja wynosi tam 10,5 proc. Wysoka (13,1 proc.) jest w Egipcie, wybieranym przez 8,9 proc. Polaków, ale także w popularnych wśród naszych rodaków Hiszpanii, Tunezji, Albanii, Chorwacji.
Droższe są więc i kwatery, i jedzenie, i wycieczki oraz dodatkowe atrakcje.
Marcin Dymnicki, prezes TUI Poland w niedawnej rozmowie z Business Insider Polska oszacował, że ceny zagranicznych wakacji są już 25 procent droższe niż rok temu. Tylko od lutego wzrosły o 15 proc.
Z raportu Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelDATA wynika, że tylko między 12 a 19 maja średnia cena zagranicznej wycieczki z polskim biurem podróży z terminem wylotu w pierwszym tygodniu sierpnia – podrożała o 68 zł. Najwięcej w tym czasie podrożały wycieczki na: Maltę – o 299 zł, do Portugalii – o 180 zł, na Kanary – o 175 zł, do Tunezji – o 98 zł, Grecji - o 71 zł, Turcji – o 59 zł. Egipt w ciągu tego jednego tygodnia podrożał „tylko” o 28 zł.
Rok do roku najbardziej podrożały wyprawy do: Costa de la Luz w Hiszpanii (o 1344 zł), Szarm el-Szejk w Egipcie (o 1282 zł), na Cypr (o 1155 zł), do Włoch (o 1117 zł), Egiptu (o 1087 zł), Maroko (o 1060 zł), na Kanary (o 957 zł), do Grecji (o 843 zł) i Turcji (o 749 zł).
W jednym z zamojskich biur podróży powiedziano nam, że także kolonie dla dzieci w tym roku będą wyjątkowo drogie. - Za dziesięciodniowy turnus nad morzem trzeba zapłacić o 200- 300 zł więcej niż w zeszłym roku- usłyszeliśmy od organizatora wyjazdów. Dziesięciodniowy pobyt dziecka w nadmorskiej miejscowości to teraz wydatek blisko 2 tys. Do tego trzeba dołożyć większe niż zwykle kieszonkowe: bo przez inflację ceny wakacyjnych pamiątek, lodów i innych atrakcji poszły mocno w górę.
- Zainteresowanie koloniami w te wakacje jest znacznie mniejsze niż jeszcze rok temu. Chodzi nie tylko o to, że wszystko podrożało. Wiele osób wykorzystało w zeszłym roku bony turystyczne na dzieci i ich po prostu na wysłanie dziecka na wypoczynek nie stać – tłumaczy pracownik jednego z zamojskich biur podróży. Dodaje, że w ub. roku biuro zrealizowało ok. 160 bonów. W tym roku- pojedyncze.
Zbigniew Naklicki, wójt gm. Susiec, jednej z najbardziej obleganych na naszych terenach latem, przez lata związany z branżą turystyczną mówi, że w tym sezonie widać znaczny spadek zainteresowania wypoczynkiem na terenie gminy. - Pokazała to już majówka. Mieliśmy o połowę gości mniej niż zwykle. Jeśli chodzi o rezerwacje na najbliższy okres, nasi kwaterodawcy alarmują, że obłożenie jest znacznie słabsze. Natomiast ci, którzy już w naszej gminie wypoczywają martwią się czy będzie ich na kolejne wakacyjne wyjazdy stać w przyszłości. Widać też, że cześć osób oszczędza. Znacznie mniej wypoczywających w domkach przychodzi do lokali gastronomicznych, część postawiła na samodzielne wyżywienie – dodaje.
Podobnie jest, na przykład, w Krasnobrodzie. W jednym z tamtejszych ośrodków w zeszłym roku o tej porze roku zarezerwowane były na wakacje dla dzieci i młodzieży wszystkie miejsca. W tym roku- połowa. - Organizatorzy wypoczynku dzwonią i mówią, że klienci obawiają się zbytniej bliskości Ukrainy i wojny. Nawet nie chodzi o strach przed działaniami zbrojnymi, ale zniechęca ich nawał uchodźców z Ukrainy. Nie chcą w takich warunkach wypoczywać – mówi jeden z lokalnych pośredników.
Także osoba, która prowadzi tzw. najem okazjonalny turystom z Polski w okresie wakacyjnym martwi się o ten sezon. - Musiałam podnieść ceny o 15 zł od osoby, bo podrożały m.in. media. Ale goście, którzy przyjeżdżają do nas co roku rezygnują nie tylko z powodu cen, ale też wojny na Ukrainie i sytuacji, związanej z uchodźcami. Zainteresowanie w tym sezonie jest o jedną trzecią mniejsze – ocenia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze