Rozmowa z Piotrem Szelążkiem, nauczycielem muzyki i chórmistrzem, laureatem Dorocznej Nagrody Miasta Przemyśla.
Znany w Przemyślu głównie jako chórmistrz i działacz na rzecz powszechnego umuzykalnienia młodzieży. Altowiolista, który stał się panem od muzyki, a potem panem od chóru.
– Stało się to zaraz po ukończeniu studiów w roku 2000, gdy zacząłem pracę u boku mojego wykładowcy Andrzeja Jakubowskiego, który tworzył wówczas i do dziś prowadzi Reprezentacyjny Chór Mieszany „Jarosław”. Z jarosławskim chórem współpracowałem przez pięć lat. Tam zobaczyłem, jaką frajdą dla ludzi dorosłych, śpiewających z pasji, może być wspólne muzykowanie. Cały czas jednak myślałem o stworzeniu chóru młodzieżowego, zwłaszcza że takich dorosłych chórów w Przemyślu i okolicach było wiele, natomiast nikt nie pracował z młodzieżą.
Naturalną konsekwencją posiadania pedagogicznego wykształcenia było więc rozpoczęcie pracy w przemyskich szkołach jako nauczyciel muzyki.
– Być może w aktualnej rzeczywistości plany tworzenia zespołów chóralnych w szkołach niemuzycznych mogą się komuś wydać utopią, ale okazało się, że trafiłem na podatny grunt. Od początku pracy w szkole założyłem sobie, że dzieci będą dużo śpiewać. Zespół wokalny śpiewał w Szkole Podstawowej numer 5, później Chór Szkolny w Gimnazjum numer 5 (z nieco trudniejszym repertuarem). Niektórzy z nich śpiewają razem ze mną około 10 lat!!! To wspaniałe móc obserwować rozwój muzyczny dzieci od pierwszej do maturalnej klasy. Znalazłem młodzież chcącą śpiewać, ba, nawet dopingującą mnie do pracy i tak to jakoś pomyślnie kręci się od kilkunastu lat.Wróćmy jeszcze do lat dziewięćdziesiątych, kiedy nic nie zapowiadało kariery chórmistrzowskiej. Capella premisliensis i świeżo upieczony absolwent klasy altówki przemyskiej szkoły muzycznej, student pierwszego roku Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie.
– To były piękne czasy. Praca w tym zespole nauczyła mnie systematyczności, dążenia do celu małymi krokami, a przede wszystkim tego, czego w zasadzie nie uczą polskie szkoły muzyczne: pracy zespołowej. Ja, podobnie jak kilkoro moich szkolnych kolegów, miałem ten luksus, że w czasie nauki w szkole mogłem grać w orkiestrze kameralnej, prowadzonej przez naszego nauczyciela Marka Zazulę, z którą koncertowałem w wielu miejscach, między innymi w Paderborn. Przejście do dorosłej Capelli było dla młodego altowiolisty naturalną konsekwencją. Myślę, że nikt z moich rówieśników, kończących wówczas studia, w wieku 24 lat nie mógł się pochwalić płytą nagraną przez czołową polską wytwórnię, wyspecjalizowaną w nagraniach muzyki klasycznej, gdzie jako gwiazdy występują Andrzej Hiolski, Tomasz Gubański czy Bartosz Bryła. Wielu o takich nagraniach marzyło, a mnie się one dzięki Markowi Zazuli i tamtej orkiestrze po prostu przydarzyły.
Moi mistrzowie to...
– Jan Niemiec (chórmistrz, wieloletni dyrygent chórów szkoły muzycznej, Towarzystwa Muzycznego, nauczyciel teorii muzyki, kapelmistrz Orkiestry Harcerskiej), Marek Zazula (patrz wyżej), Andrzej Jakubowski (wykładowca Wyższej Szkoły Pedagogicznej, potem Uniwersytetu Rzeszowskiego, dyrygent), profesor Elżbieta Wtorkowska, najwyższej próby autorytet w dziedzinie prowadzenia chórów.
Kolędujmy razem, impreza dzięki której powstały Młodzieżowe Warsztaty Chóralne. Kto wpadł na pomysł wspólnego polsko-ukraińskiego kolędowania w soborze archikatedralnym?
– Jednym z epizodów mojego życia było śpiewanie w chórze Exultate Deo w kościele Ojców Reformatów, którego dyrygentem był ówczesny organista tego kościoła Krzysztof Saj. Olga Popowicz, która też od lat prowadziła rozliczne wokalne zespoły ukraińskie, zaproponowała wspólny występ w archikatedrze greckokatolickiej. Pomysł wydawał się wtedy dość rewolucyjny, ale wypalił. W koncercie wystąpił chór prowadzony przez pomysłodawczynię, Exultate Deo Krzysztofa Saja i mój malutki zespolik złożony z uczniów Szkoły Podstawowej numer 5. Później z tym małym chórkiem poszedłem zakolędować do magistratu. Po którejś kolędzie prezydent Choma sam zapytał, czy nie warto stworzyć tradycji takiego wspólnego kolędowania i tak z imprezy, która miała być jednorazowym incydentem, powstały Młodzieżowe Warsztaty Chóralne Kolędujmy Razem, które od tego roku przeobraziły się w Wiosnę Chóralną.
Moje marzenia...
– Chciałbym zaprezentować chór w Pałacu Prezydenckim i przed papieżem Franciszkiem. W grudniu ubiegłego roku, na zaproszenie posła Marka Rząsy, w gmachu Sejmu RP wystąpił mój najbardziej dorosły chór Vox Iuventum. Kiedy powstawał pomysł koncertu, wielu pukało się w głowę, mówiąc: „Panie kochany, to się nie może udać!”. Udało się i powiem więcej, posłowie włączyli się do wspólnego muzykowania, chociaż wspomagać się musieli ściąganymi naprędce z internetu tekstami zwłaszcza drugich i dalszych zwrotek kolęd. Skoro w Sejmie się udało, to może i w Belwederze się uda, bo kolędowanie w Watykanie wydaje się być rzeczą oczywistą.
Dziękuję za rozmowę, gratuluję nagrody i życzę spełnienia wszystkich planów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze