Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas radości, choinka i wspólne kolędowanie przy zastawionym stole. Tak właśnie było w środę, dziewiątego stycznia, w galerii i pracowni ikon Małgorzaty Dawidiuk.
Kilkadziesiąt osób, księża. Mateusz Pieniążek przy pianinie, Anastazja Voytyuk przy bandurze z zespołem „Troje Zillia”. Świece, a w półmroku błyszczą złote aureole ikon cieni – kolejnych dzieł gospodyni. Kolędy śpiewane na[paywall] przemian po polsku i po ukraińsku, co nikomu nie przeszkadza, bo melodie podobne i słowa zrozumiałe, a sens ten sam.
Radość z Pańskiego narodzenia. Na stołach tradycyjne bożonarodzeniowe potrawy. To już piąty raz Małgorzata Dawidiuk zaprosiła sąsiadów, przyjaciół i znajomych na wspólne kolędowanie.
Akurat goście zrobili przerwę w kolędowaniu i przy stołach smakowali kutię, pierogi w kilku odmianach i inne tradycyjne regionalne potrawy. W tym momencie pojawili się kolędnicy, czyli po ukraińsku wertepy.
Poprzebierani, z gwiazdą i głosami wyćwiczonymi w chórze cerkiewnym. Nawet tłumaczenie nie było potrzebne, bo wiele kolęd brzmi tak samo. To dopiero było muzyczne widowisko. Małgorzata miała rację, mówiąc, że dzisiaj takich kolędników już nie ma.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Przemysl to jeszcze Polska? Czy już nie!?
Przemysl to jeszcze Polska? Czy już nie!?
A w Polsce nie można jeść kutii?
Świetnie. Oby częściej.