Rozmowa z Sergiejem Druchynem, analitykiem zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

- Inflacja z założenia jest zjawiskiem szkodliwym dla gospodarki, natomiast w tej sytuacji nie przyczyni się ona do masowego bezrobocia. Niektóre przedsiębiorstwa niestety znikną z rynku – przestrzega S. Druchyn, analityk zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego
Prognozy co do inflacji są coraz bardziej pesymistyczne. Niedawno trudno było pogodzić się z myślą, że zelżeje dopiero pod koniec tego roku. Jednak teraz NBP przewiduje, że ceny będą galopować także w przyszłym roku (2023). Co prognozuje Polski Instytut Ekonomiczny?
- Rzeczywiście, jeszcze będziemy mieli do czynienia z inflacją galopującą. Sytuacja na świecie jest dość skomplikowana, co zdecydowanie będzie miało wpływ również na poziom cen. Według prognoz Polskiego Instytutu Ekonomicznego przewidujemy szczyt inflacji w sierpniu tego roku, a poniżej 10 proc. rok do roku zejdziemy dopiero w maju przyszłego roku.
Jeśli średnioroczna inflacja wyniosła w 2021 roku 5 proc., w tym roku ma wynieść ok. 14 proc., a w przyszłym 12 proc., to o ile wzrosną ceny przez te 3 lata?Przecież o te 12 proc. wzrosną ceny już o 5 proc. wyższe itd.
- Przy takich założeniach łącznie ceny wzrosną o 34 proc., natomiast według prognoz PIE będzie to wzrost o 29 proc., przyjmując rok 2020 jako rok bazowy.
Skutki wojny na Ukrainie i wojny surowcowej dotykają całą Europę. Dlaczego inflacja u nas jest dużo wyższa niż w większości krajów UE?
- Wynika to z jednej strony z koszyka dóbr i usług, na podstawie którego[paywall] jest obliczany wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, który potocznie nazywamy inflacją, po drugiej zaś mamy ciągły niedobór pracowników na rynku, co wymusza presję płacową, która z kolei przekłada się z powrotem na wzrost cen w kraju.
Czy można było i jeszcze można zrobić coś więcej, by ograniczyć inflację?
- Obecna inflacja jest wynikiem wielu czynników, zarówno tych, które występowały przez początkiem wojny na Ukrainie, oraz tych, które pojawiły się po 24 lutego. Z jednej strony można było jeszcze w zeszłym roku zacząć podnosić stopy procentowe, natomiast wtedy mielibyśmy gorszy wynik gospodarczy na koniec 2021 r. Obecnie sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, gdyż w sporej części wzrost cen, z którym mamy do czynienia, ma charakter zewnętrzny, więc można założyć, że sytuacja się unormuje się wraz ze stabilizacją na rynkach surowcowych.
W obiegu pojawią się słowa dotąd nieznane Polakom: stagflacja, shrinkflacja i skimpflacja. Co oznaczają?
- Stagflacja – to jednoczesny wzrost cen i stagnacja gospodarcza, czyli sytuacja, kiedy wzrost gospodarczy jest de facto zerowy. Shrinkflacja i skimpflacja – to są pojęcia już mniej naukowe, a bardziej potoczne, natomiast też dość ważne z punktu widzenia obecnej sytuacji. Pierwsze z tych pojęć oznacza sytuację, kiedy cena za produkt nominalnie się nie zwiększa, aczkolwiek producent zmniejsza np. rozmiar opakowania, czyli płaciliśmy 10 zł za 600 gramów, a teraz będziemy płacić 10 zł za 450 gramów. Drugie ze wspomnianych pojęć mówi o sytuacji, kiedy producent obniża jakość towaru, który produkuje.
Czy stagflacja jest groźna?
- Stagflacja jest oczywiście zjawiskiem bardzo niebezpiecznym i nieprzyjemnym, ponieważ załamaniu gospodarczemu towarzyszy wzrost cen, co może znacznie obniżyć naszą siłę nabywczą, natomiast w tych trudnych czasach możemy się spotkać z dawno już zapomnianym zjawiskiem niedoborów. Bardzo prawdopodobna, niestety, staje się sytuacja, że będziemy przede wszystkim musieli ograniczyć ogrzewanie w naszych domach, możemy nie zobaczyć niektórych towarów na półkach. W naszej części świata to oczywiście nie nabierze dramatycznego charakteru, aczkolwiek taka możliwość istnieje.
Jaki wpływ długotrwała inflacja będzie mieć na rynek pracy i pensje?
- Inflacja z założenia jest zjawiskiem szkodliwym dla gospodarki, natomiast w tej sytuacji nie przyczyni się ona do masowego bezrobocia. Niektóre przedsiębiorstwa, owszem, znikną z rynku w wyniku tego kryzysu, natomiast na rynku cały czas istnieje duży niedobór siły roboczej, o którym już wspominałem. Podobnie będzie z płacami. Firmy będą zmuszone podwyższać pensje, szczególnie pracownikom o wysokich kwalifikacjach, co natomiast znowu przełoży się na wyższy poziom cen w kraju.
Według najnowszej prognozy Narodowego Banku Polskiego, przedstawionej w ub. tygodniu, inflacja w 2022 r. wyniesie 14,2 proc., w 2023 r. wciąż będzie na wysokim poziomie 12,3 proc., natomiast w 2024 r. spadnie do 4,1 proc. Szczyt inflacji przypadnie w I kwartale przyszłego roku, kiedy może ona wynieść ponad 18 proc.
Jak argumentuje NBP, na wyższe ceny energii miały i będą mieć zakaz importu do Polski węgla z Rosji i Białorusi oraz przyjęta przez polski rząd uchwała dotyczącą wypowiedzenia porozumienia o dostawach rosyjskiego gazu z Rosji. Z kolei napaść Rosji na Ukrainę spowodowała silne ograniczeniem podaży części dóbr rolnych na światowych rynkach, co wpływa na podniesienie prognozy inflacji cen żywności. W dalszym ciągu rosną koszty produkcji rolnej, w tym zbóż paszowych i nawozów sztucznych (których Rosja i Białoruś są istotnymi eksporterami) oraz energii.
Równocześnie NBP prognozuje, że wzrost PKB (produkt krajowy brutto) w 2022 r. wyniesie 4,7 proc., w 2023 r. - 1,4 proc. i w 2024 r. - 2,2 proc
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze