31.03. 2022 kończy się rok obchodów 100. rocznicy śmierci franciszkanina, Sługi Bożego Wenantego Katarzyńca. Rozmowa z kustoszem grobu Ojca Wenantego w kalwaryjskim Sanktuarium Maryjnym ojcem Edwardem Staniukiewiczem.
W rozmowie telefonicznej poinformował mnie ojciec, że podczas roku Wenantego działy się rzeczy niezwykłe. Co takiego się wydarzyło?
- W kontekście kończącego się roku obchodów 100. rocznicy śmierci ojca Wenantego działo o się bardzo dużo rzeczy niezwykłych. Tych zauważalnych jak sympozja naukowe, konkurs literacki, działająca poradnia psychologiczna, spotkania, prapremiera oratorium o Wenantym w czasie Wielkiego Odpustu, pielgrzymki śladami Wenantego, wiele nowych wydawnictw poświeconych Słudze Bożemu. I tych niezauważalnych, dziejących się w ludzkich sercach. Świadczą o tym świadectwa, które otrzymujemy z całego świata. Jest ich już 90 tysięcy. Świadectw o otrzymanych łaskach jest bardzo, bardzo dużo. Nie wszystkie oczywiście są spektakularne, takie[paywall] - och, ach, że się coś cudownego wydarzyło, ale dla każdego, kto osobiście przez modlitwę doświadczył duchowego kontaktu z ojcem Wenantym było to wydarzenie szczególne.
Gdyby jednak miał ojciec wskazać jedno, najważniejsze dla ojca świadectwo.
- Bardzo mnie poruszyło świadectwo młodego małżeństwa z Warszawy. Byli w Kalwarii Pacłwaskiej ponad rok temu. Jeszcze zanim rozpoczął jubileusz ojca Wenantego. Widziałem jak od kilku dni modlą się przed grobem. Podszedłem do nich, żeby porozmawiać.
– Myśmy specjalnie tu przyjechali z Warszawy – mówią do mnie. – Słyszeliśmy o ojcu Wenantym, o jego szczególnym orędownictwie. Modlimy się o dziecko.
– To pomódlmy się razem. – zaproponowałem.
Po modlitwie jeszcze ich pobłogosławiłem i powiedziałem im: za rok przyjedziecie podziękować. Pod koniec ubiegłego roku przysłali piękne świadectwo i zdjęcie ze swoją córeczką. Dla mnie to było ogromne przeżycie.
Ojciec wspomniał także o wyjątkowym wymiarze zakończenia obchodów 100. rocznicy śmierci ojca Wenantego.
- Zamykamy w klamrach czasowych to wydarzenie. Ale otwieramy także nową kartę, nową historię. Rzeczywiście zakończenie będzie bardzo uroczyste. Sam fakt, że przyjedzie na Kalwarię najwyższy przełożony naszego zakonu, generał, ojciec Carlos Alberto Trovarelli z Rzymu, przełożeni wszystkich naszych trzech prowincji w Polsce, przedstawiciele franciszkańskich prowincji europejskich, wychowawcy domów formacyjnych. Ich obecność podkreśla ważność postaci ojca Wenantego dla naszego zakonu.
Gdy pytałem przed rokiem, na jakim etapie jest proces beatyfikacyjny, powiedział ojciec, że brakuje tylko cudu, udokumentowanego, niepodważalnego, niewytłumaczalnego medycznie uzdrowienia z nieuleczalnej choroby. Czy obecność tak ważnych dla Franciszkanów osobistości może coś oznaczać? Może ojciec uchylić rąbka tajemnicy? Na jakiem etapie jest rozpoznawanie ewentualnego cudu?
- Na ten moment nie dotarła do nas jeszcze dokumentacja odnośnie cudu. Być może takie informacje posiada generał zakonu. Może postulator generalny, który prowadzi sprawę beatyfikacji i kanonizacji ojca Wenantego Będzie też obecny na zakończeniu obchodów. Być może otrzymamy ze strony zakonu więcej informacji na temat czy cudu, czy kolejnego etapu procesu beatyfikacyjnego. Ale to Pan Bóg wie najlepiej, kiedy przyjdzie czas na cud i gdzie on się wydarzy. W minionym roku, na przykład, bardzo dużo materiałów, dotyczących ojca Wenantego wysyłaliśmy na Filipiny.
Ważna informacja dla pielgrzymów na końcówkę marca?
- Niestety nie możemy zapewnić pielgrzymom noclegu, którzy chcieliby przyjechać z 30 na 31 marca, ponieważ cały Dom Pielgrzyma jest już zarezerwowany. Jest możliwość noclegu w obrębie klasztoru w agroturystyce. Wiem, że wierni już rezerwuję miejsca, by przeżyć z nami, franciszkanami, to szczególne wydarzenie.
Przez miniony rok wykonał ojciec tytaniczną pracę. Nadzór na wykonaniem napiętego programu obchodów 100. rocznicy, setki spotkań, kazań, dziesiątki wydawnictw, dewocjonaliów, relacji, wywiadów. Czy Wenanty jest zadowolony z konfratra?
- (śmiech) Rzeczywiście było i jest tego dużo, ale samemu trudno się ocenić. Ponadto dużo osób mi pomagało i pomaga. Jestem nędznym narzędziem w rękach Pana Boga, ale jeżeli chce się mną posłużyć to po prostu to robię. Dziękuje Panu Bogu za każdy dzień, za ogromny dar życia i tylko proszę, abym nie zmarnował ani sekundy, minuty, godziny tego dnia na Jego chwałę i dla dobra dusz. Tak jak mówił ojciec Wenanty.
Dziękuje za rozmowę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze