Ministerstwo Zdrowia podaje, że dziś mamy w Polsce 15 250 nowych i potwierdzonych przypadków zakażenia koronawirusem, z czego 941 w naszym województwie. Z powodu COVID-19 zmarło w kraju 58 osób, natomiast z powodu współistnienia COVID-19 z innymi schorzeniami – 231 osób. W ciągu doby wykonano ponad 62,8 tys. testów.
Na Podkarpaciu zmarło 11 osób, u których stwierdzono COVID-19. Tylko jedna z tych osób nie miała chorób współistniejących.| powiat/miasto | liczba przypadków |
zgony | zgony w wyniku covid bez chorób współistniejących |
zgony w wyniku covid i chorób współistniejących |
liczba ozdrowieńców | liczba osób objętych kwarantanną |
liczba wykonanych testów |
| Cały kraj | 15250 | 289 | 58 | 231 | 7492 | 216011 | 62892 |
| bieszczadzki | 9 | 1 | 0 | 1 | 0 | 99 | 41 |
| brzozowski | 14 | 1 | 0 | 1 | 21 | 381 | 93 |
| dębicki | 50 | 2 | 0 | 2 | 15 | 693 | 165 |
| jarosławski | 63 | 0 | 0 | 0 | 38 | 774 | 153 |
| jasielski | 19 | 0 | 0 | 0 | 8 | 321 | 122 |
| kolbuszowski | 18 | 0 | 0 | 0 | 10 | 207 | 72 |
| krośnieński | 35 | 0 | 0 | 0 | 16 | 486 | 136 |
| leżajski | 27 | 0 | 0 | 0 | 1 | 319 | 98 |
| lubaczowski | 12 | 1 | 1 | 0 | 5 | 210 | 49 |
| łańcucki | 45 | 0 | 0 | 0 | 15 | 542 | 143 |
| mielecki | 60 | 2 | 0 | 2 | 35 | 557 | 198 |
| niżański | 33 | 0 | 0 | 0 | 9 | 313 | 98 |
| przemyski | 29 | 0 | 0 | 0 | 4 | 265 | 89 |
| przeworski | 40 | 1 | 0 | 1 | 20 | 533 | 116 |
| ropczycko-sędziszowski | 17 | 0 | 0 | 0 | 7 | 309 | 69 |
| rzeszowski | 84 | 1 | 0 | 1 | 55 | 1682 | 301 |
| sanocki | 45 | 0 | 0 | 0 | 21 | 670 | 168 |
| stalowowolski | 20 | 0 | 0 | 0 | 10 | 515 | 103 |
| strzyżowski | 35 | 0 | 0 | 0 | 5 | 309 | 87 |
| tarnobrzeski | 16 | 0 | 0 | 0 | 7 | 227 | 63 |
| leski | 10 | 0 | 0 | 0 | 7 | 161 | 45 |
| Krosno | 22 | 0 | 0 | 0 | 15 | 247 | 69 |
| Przemyśl | 36 | 0 | 0 | 0 | 8 | 239 | 114 |
| Rzeszów | 168 | 2 | 0 | 2 | 78 | 1954 | 426 |
| Tarnobrzeg | 34 | 0 | 0 | 0 | 15 | 302 | 104 |
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Statystyki idą w górę znowu będzie replay z przed roku czekają na święta w czterech ścianach
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Igła pustyni Nie było mnie ostatnio na moim blogu, gdyż jako młoda lekarka muszę oddychać pełną piersią, bo w końcu te maseczki cowidowe na dłuższą metę powodują nie tylko zmniejszenie maseczki piersiowej, ale i rozstępy na brzuchu. Z koleżanką z magistratu i koleżanką z sanepidu wyjechałyśmy do ciepłych krajów, bo w końcu coś nam się należy za ten rok walki z żarłocznym wirusem. Nie lubimy pizzy na balkonie, więc wybrałyśmy cichą oazę na Saharze. Znajomy Arab, który studiował kiedyś na Akademii Morskiej w Przemyślu nad Sanem, skąd wywodzi się cała rzesza wybitnych miejskich urzędników, wynajął nam namiot pustynny na swej działce z dostępem do świeżej wody i co kilka dni dostarczał nam jedzenia. I wyobraźcie sobie, „proszę ja ciebie”, jak dodaje w rozmowie moja koleżanka, leżymy pod tym namiotem, nagusieńkie, bo słońce pali niemiłosiernie i popijamy gorącą i słodką kawę, aż tu nagle z oddali słychać szum jak przy burzy piaskowej, a z niej wydobywają się jakieś dziwne głosy. Z początku były niezrozumiałe, bo skąd niby ja przemyska lekarka i moje koleżanki, które w czasach przedcowidowych moczyły nogi w jeziorze Solińskim, miałyby być obeznane z arabskim słownictwem. Mówię do nich „zajrzyjcie do swoich smartfonów, może podadzą jakąś pogodę dla naszego terenu”. Mój telefon był w tym czasie wyłączony z powodu pewnego frajera, który odgrażał się, że swoim wzrokiem potrafi rozpiąć mój fartuch, a na pustyni pewnie by i dokonał swego dzieła, lecz wolałam zachować swą intymność dla innych miejsc. Smartfony koleżanek niestety zawiodły z powodu bezwzględnego piachu pustyni. Jedna zatarła nim ekran i nie było w nim nic widać, a druga piaskiem zniszczyła kamerkę, tak że na swych zdjęciach, które wysyłała do swego ukochanego wyglądała jak ta słynna restauratorka, której nie lubił z powodu rozczochranych kudłów na tle talerza.Szum i niezrozumiałe słowa przybliżały się coraz bardziej, czułyśmy zarazem strach, ale i podniecenie, gdyż koleżanka z magistratu stwierdziła, że może przybywać ku nam słynny Alibaba, by wyzwolić polskie dziewczyny, bo podobno od dłuższego czasu czyta polskie portale i wie, że z bezsilności odziały się w pioruny maciczne, a on lubi otwierać sezamy. I nagle stał się cud, wszystko ucichło, lecz bałyśmy się wyjść z namiotu. Przez szparę nad głową ujrzałam kilkunastu zamaskowanych ludzi siedzących na wielbłądach, a jeden z nich zszedł ze zwierzęcia i kierując się w naszą stronę wtargnął do namiotu i ku naszemu zaskoczeniu zagadał zwyczajnie po polsku „Nareszcie. Szukamy Was od dłuższego czasu, bo wszystkich obywateli już wyszczepiliśmy, zostałyście tylko Wy, a wiemy o tym od ministra spraw zagranicznych. Śpieszyliśmy się bardzo, by podać Wam zbawienną szczepionkę, ku radości władz i całego narodu, który w TVP śledzi każdy nasz krok. Przyznajemy, że w tym obcym kraju, wielbłądy nieco poniosły naszych ekspertów i kilku profesorów, którzy mieli Wam wręczyć papierowy certyfikat, udało się w inne rejony świata, ale to dobrze, niech tam niosą kaganek oświaty medycznej, a my mamy dla Was trwały certyfikat, który będzie Wam towarzyszył, tatuaż z ministerialnym znakiem i tekstem zatwierdzonym przez władze światowe.” I tu zakończył swoje słowa, zadyszany i spocony, ale jakże szczęśliwy z ostatniej misji zdrowotnej. Maseczka, którą miał na twarzy dodawała mu splendoru i powagi, tak że słowa, które wyrzekł miały dla nas ponadczasową wartość i wydźwięk. Jako że jestem młodą lekarką, zapytałam ministra gdzie ten trwały certyfikat mają nam umiejscowić, bo na wzgórku łonowym już jeden mam. Jakiś ekspert w arafatce powiedział, że mogę wybrać inne miejsce gdzie mnie będą skanować na lotnisku. Podziękowałam serdecznie oczekując jak nigdy dotąd na pojawienie się Alibaby i jego 40 rozbójników. A niech otwiera ten sezam, co mi tam.
A kiedy podadzą ile się na tym covidzie zarabia .
Statystyki idą w górę znowu będzie replay z przed roku czekają na święta w czterech ścianach
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Igła pustyni Nie było mnie ostatnio na moim blogu, gdyż jako młoda lekarka muszę oddychać pełną piersią, bo w końcu te maseczki cowidowe na dłuższą metę powodują nie tylko zmniejszenie maseczki piersiowej, ale i rozstępy na brzuchu. Z koleżanką z magistratu i koleżanką z sanepidu wyjechałyśmy do ciepłych krajów, bo w końcu coś nam się należy za ten rok walki z żarłocznym wirusem. Nie lubimy pizzy na balkonie, więc wybrałyśmy cichą oazę na Saharze. Znajomy Arab, który studiował kiedyś na Akademii Morskiej w Przemyślu nad Sanem, skąd wywodzi się cała rzesza wybitnych miejskich urzędników, wynajął nam namiot pustynny na swej działce z dostępem do świeżej wody i co kilka dni dostarczał nam jedzenia. I wyobraźcie sobie, „proszę ja ciebie”, jak dodaje w rozmowie moja koleżanka, leżymy pod tym namiotem, nagusieńkie, bo słońce pali niemiłosiernie i popijamy gorącą i słodką kawę, aż tu nagle z oddali słychać szum jak przy burzy piaskowej, a z niej wydobywają się jakieś dziwne głosy. Z początku były niezrozumiałe, bo skąd niby ja przemyska lekarka i moje koleżanki, które w czasach przedcowidowych moczyły nogi w jeziorze Solińskim, miałyby być obeznane z arabskim słownictwem. Mówię do nich „zajrzyjcie do swoich smartfonów, może podadzą jakąś pogodę dla naszego terenu”. Mój telefon był w tym czasie wyłączony z powodu pewnego frajera, który odgrażał się, że swoim wzrokiem potrafi rozpiąć mój fartuch, a na pustyni pewnie by i dokonał swego dzieła, lecz wolałam zachować swą intymność dla innych miejsc. Smartfony koleżanek niestety zawiodły z powodu bezwzględnego piachu pustyni. Jedna zatarła nim ekran i nie było w nim nic widać, a druga piaskiem zniszczyła kamerkę, tak że na swych zdjęciach, które wysyłała do swego ukochanego wyglądała jak ta słynna restauratorka, której nie lubił z powodu rozczochranych kudłów na tle talerza.Szum i niezrozumiałe słowa przybliżały się coraz bardziej, czułyśmy zarazem strach, ale i podniecenie, gdyż koleżanka z magistratu stwierdziła, że może przybywać ku nam słynny Alibaba, by wyzwolić polskie dziewczyny, bo podobno od dłuższego czasu czyta polskie portale i wie, że z bezsilności odziały się w pioruny maciczne, a on lubi otwierać sezamy. I nagle stał się cud, wszystko ucichło, lecz bałyśmy się wyjść z namiotu. Przez szparę nad głową ujrzałam kilkunastu zamaskowanych ludzi siedzących na wielbłądach, a jeden z nich zszedł ze zwierzęcia i kierując się w naszą stronę wtargnął do namiotu i ku naszemu zaskoczeniu zagadał zwyczajnie po polsku „Nareszcie. Szukamy Was od dłuższego czasu, bo wszystkich obywateli już wyszczepiliśmy, zostałyście tylko Wy, a wiemy o tym od ministra spraw zagranicznych. Śpieszyliśmy się bardzo, by podać Wam zbawienną szczepionkę, ku radości władz i całego narodu, który w TVP śledzi każdy nasz krok. Przyznajemy, że w tym obcym kraju, wielbłądy nieco poniosły naszych ekspertów i kilku profesorów, którzy mieli Wam wręczyć papierowy certyfikat, udało się w inne rejony świata, ale to dobrze, niech tam niosą kaganek oświaty medycznej, a my mamy dla Was trwały certyfikat, który będzie Wam towarzyszył, tatuaż z ministerialnym znakiem i tekstem zatwierdzonym przez władze światowe.” I tu zakończył swoje słowa, zadyszany i spocony, ale jakże szczęśliwy z ostatniej misji zdrowotnej. Maseczka, którą miał na twarzy dodawała mu splendoru i powagi, tak że słowa, które wyrzekł miały dla nas ponadczasową wartość i wydźwięk. Jako że jestem młodą lekarką, zapytałam ministra gdzie ten trwały certyfikat mają nam umiejscowić, bo na wzgórku łonowym już jeden mam. Jakiś ekspert w arafatce powiedział, że mogę wybrać inne miejsce gdzie mnie będą skanować na lotnisku. Podziękowałam serdecznie oczekując jak nigdy dotąd na pojawienie się Alibaby i jego 40 rozbójników. A niech otwiera ten sezam, co mi tam.
A kiedy podadzą ile się na tym covidzie zarabia .