Rozmowa z kardiologiem dr. Michałem Chudzikiem, który bada i leczy długofalowe skutki COVID-19.
Prowadzi Pan poradnię dla osób, które przechorowały COVID-19, a teraz zmagają się z powikłaniami. Jak dużo pacjentów do tej pory przewinęło się przez Pańskie ręce?
– Ok. 1,2 tys. Zasadniczo z powikłaniami po COVID-19 zmaga się połowa ozdrowieńców. Po trzech miesiącach – walczy z nimi wciąż połowa z tej połowy. U reszty często powikłania pozostają.
Mowa o tych, którzy najciężej chorowali.
– Nie. Mówię o osobach, które COVID-19 przeszły w miarę lekko, z niewielkimi objawami albo bezobjawowo, bo tylko takimi się zajmujemy. COVID-19 to zawsze wielki stres i obciążenie organizmu. Jest ciężką, ogólną infekcją, wiążącą się z niedotlenieniem, czego skutki utrzymują się czasami przez wiele miesięcy po przechorowaniu.
Pierwsi pacjenci trafili do Pana wiosną zeszłego roku. Pewnie już dawno zapomnieli o zakażeniu i jego skutkach.
– Najwięcej pacjentów mamy z jesiennej fali zachorowań: października, listopada zeszłego roku. Ale mamy też kilkunastu z tych, którzy zachorowali w marcu czy kwietniu zeszłego roku.
Co im jest?
– Kilkoro z nich wciąż ma objawy poważnego wyczerpania, zmęczenia[paywall], osłabienia. Zresztą, to najczęstsze powikłanie po COVID-19, jakie obserwujemy. Dzięki współpracy z Politechniką Łódzką, która bada ozdrowieńców specjalną aparaturą, wiemy, że wynika to z uszkodzeń małych naczyń krwionośnych. Skutkiem jest niedokrwienie i obumieranie komórek mięśniowych. Nie tylko tych, które odpowiadają za siłę naszych rąk czy nóg, ale też m.in. za oddychanie. I koło się zamyka: bo mniej tlenu to gorsze funkcjonowanie całego organizmu.
Ten proces da się odwrócić?
– Na szczęście tak. Ale nie wystarczą komory hiperbaryczne. Stosujemy specjalne aparaty, które pozwalają zmieniać ilość dostarczanego do organizmu tlenu. Leczymy też światłem o parametrach zbliżonych do słonecznego. Sprawdza się ta terapia zwłaszcza u ozdrowieńców, którzy cierpią na obniżenie nastroju, lęki depresje – a ta ostatnia dotyka ok. 20 procent z nich, głównie kobiet.
Wróćmy do tych kilkunastu pacjentów, którzy leczą się w Pańskiej przychodni najdłużej. Co jeszcze im dolega?
– Kilka osób wciąż ma zaburzenia węchu i smaku. Kilka relacjonuje, że czują się, jakby miały o 10 lat więcej. Wielu skarży się na zaburzenia koncentracji.
Od czytelników, którzy przeszli zakażenie, słyszymy o zapominaniu słów, zawieszaniu się, kłopotach z pamięcią i kojarzeniem. Jak duża jest skala tego zjawiska?
– Problem tak zwanej mgły covidowej dotyczy ok. 36 procent ozdrowieńców. Co niepokojące, mniej więcej taki sam odsetek jest wśród tych, którzy chorowali w ciągu ostatnich 3 miesięcy, jak i od 3 do 6 miesięcy temu. Wydaje się więc, że mgła mózgowa, niestety, nie mija z czasem, utrzymuje się na podobnym poziomie. To bardzo niepokojące. Także dlatego, że średnia wieku pacjentów z tego rodzaju problemami to 48 lat – a ich objawy są podobne do tych, które występują u osób, u których potem rozwinęła się choroba Alzheimera.
Inaczej w przypadku zmian w płucach: te, jak wynika z naszych obserwacji, na szczęście wycofują się po 3 do 6 miesięcy od przechorowania zakażenia.
Kolejny duży problem ozdrowieńców to zaburzenia kardiologiczne.
– Odczyny zapalne serca ma aż 30 procent ozdrowieńców. To ogromnie niepokojące, zwłaszcza, że występowanie odczynów zapalnych nie ma związku z wiekiem: tak samo dochodzi do nich u osób starszych, jak i u młodych. Oczywiście, odczyn zapalny raczej nie zabije od razu: ale może wywoływać zaburzenia rytmu pracy serca, a w konsekwencji – groźną arytmię. Natomiast u 6 do 8 procent naszych pacjentów rozwijają się objawy pełnego uszkodzenia serca. Duża grupa, bookoło 20 procent ozdrowieńców, ma także poważne problemy z ciśnieniem tętniczym.
Nadciśnienie?
– U około 80 – 90 procent tych pacjentów następuje wzrost ciśnienia, natomiast u pozostałych dochodzi do jego znacznego obniżenia, co również jest bardzo niebezpieczne. Dużym problemem jest także pocovidowa cukrzyca. Podwyższoną glikemię wykrywamy uokoło 30 procent osób, które wcześniej nie miały takich problemów. Kolejne częste powikłanie to odczyny zapalne, które pojawiają się w obrębie stawów i wywołują ich bóle.
„Karierę” w naszym kraju zrobiły ostatnio zakrzepy. Według statystyk wśród zaszczepionych szczepionką firmy AstraZeneca dochodzi do nich u 4 osób na milion. Wśród zakażonych koronawirusem – u 165 tysięcy na milion.
– Zakrzepy pojawiają się u osób, które chorowały ciężko, trafiły do szpitala. My tego rodzaju powikłań nie obserwujemy. Być może wpływ na to ma większa aktywność fizyczna naszych pacjentów: szybciej wracają do zwykłego życia, więcej się ruszają. To zresztą ważne także w zapobieganiu zmianom demencyjnym.
A zgony? Brytyjczycy niedawno poinformowali, że w ciągu 5 miesięcy od wyleczenia COVID-19 umiera, z powodu powikłań, 1 na 8 pacjentów.
– Wśród ozdrowieńców, u których przebieg COVID-19 był lekki, na szczęście nie odnotowujemy zgonów. Rzadko też, jeśli pacjent jest dobrze prowadzony, zachodzi potrzeba jego hospitalizacji.
W pańskiej przychodni ozdrowieńcami zajmują się: kardiolog, pulmunolog, neurolog, reumatolog, psycholog, fizjoterapeuta i dietetyk. Co ma zrobić ozdrowieniec, który czuje się kiepsko?
– Najlepiej być w bliskim kontakcie z lekarzem rodzinnym. Warto zrobić podstawowe badania: morfologię, OB, badania tarczycy, próby wątrobowe, zbadać poziom kreatyniny, by sprawdzić funkcjonowanie nerek, przeprowadzić ogólne badanie moczu, EKG, rentgen płuc. To pokaże, w jakim stanie jest organizm po przechorowaniu COVID-19.
Rozmawiała Małgorzata Mazur
Informacje o programie leczenia skutków COVID-19: na www.stop-covid.pl
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Bat na foliarzy i płaskoziemców Będąc wciąż młodą lekarką w Przemyślu, bo jak patrzę codziennie w lustro to wiem, że nadal mam ten urok i błysk w oku mimo tego, że każdego ranka widzę ten zardzewiały most kolejowy. W swej bogatej praktyce nabytej podczas pandemicznej aury, spotkałam się z osobliwym sposobem dotarcia do grona niedowiarków szczepionkowych poprzez medyczny osobowy eksperyment. Wątpiących niestety nadal jest wiele. Zamiast słuchać co mają im do powiedzenia eksperci, specjalnie wybrani przez rządzących, by wyprowadzili naród z pandemii niczym Mojżesz naród żydowski z Egiptu, to grzebią w Internecie, czytają zakazane artykuły pisane przez nieakceptowanych przez radę medyczną lekarzy i naukowców i wbrew radzie cechu malarskiego leczą się jakąś ultramaryną. To musi się zmienić i nie może dalej trwać. Medycyna przestanie być potrzebna, gdy każdy bez konsultacji z lekarzem będzie łykał co chce i kiedy chce. Otóż, przechodzę do sedna sprawy. Wpadł do mnie raz pacjent, który wkraczając do mojego skromnego gabinetu, zahaczył mesztem o alabastrowy rekwizyt umieszczony obok biurka i wyłożył się jak długi przed moim miejscem pracy. Niestety musiałam go przeprosić, bo sprzątająca osoba zapomniała wcześniej ustawić tablicę „śliska podłoga”, a z doświadczenia wiem, że każdy na marmurowej nawierzchni pada na glebę, gdy jest mokra. Pacjent wstał, otrząsnął się i prosto z marszu wyłożył mi powód swojej obecności. „Pani doktór, jestem po trzeciej szczepionce i żyję. Proszę sporządzić mój akt zdrowia, bym mógł przekonać tych, co boją się cienkiej igły myśląc, że wprowadza do organizmu wirus 5G, by zechcieli się dać ukłuć w imię narodowego zrywu turystyczno-politycznego.” ”Czy pan się dobrze czuje?” – zapytałam nie będąc pewna, czy to czasem nie jakiś okoliczny radny, który szuka pomysłu na interpelację. „Pani doktór, czuję się świetnie, dlatego do pani przychodzę, a jak mi pani wystawi akt zdrowia, to cała okolica jutro się zleci, by wesprzeć szlachetną akcję, by było normalnie.” Nie jestem taka naiwna, jak myślą niektórzy i dalej drążyłam temat. „Skoro pan już trzy razy się szczepił i żyjesz, to czego szukasz człowiecze?” – zapytałam.„Jak mi pani wystawi akt zdrowia, a ma pani nazwisko, którego się nikt nie będzie czepiał, to będę mógł udać się do Rosji i skorzystać z kolejnej porcji zbawiennego płynu jakim jest Sputnik. Po tej szczepionce, jak mówią w Petersburgu nawet hemoroidy znikają bezpowrotnie.” – odpowiedział stanowczo pacjent. I dodał ”Wielu z tego powodu skorzysta ze szczepienia ratując nas wszystkich, a zwłaszcza zamawiających preparaty szczepionkowe, bo im więcej czasu upływa od ich produkcji to wzrasta ich siła i moc.”Wystawiłam pacjentowi druk Zdr_1, niech jedzie, niech przekonuje, bo ma mało czasu, a nie wiem czy wiecie, bardzo trudno zmazać nadruk na papierze przyklejonym do szklanej butelki. Powyższa treść powstała wyłącznie w wyobraźni autora, który szanując zdanie wszystkich, tym którzy odczytali opisane zdarzenia jako rzeczywiste, zaleca weryfikację swojego stosunku do wiarogodności wszelkich medialnych przekazów.
Z pamiętnika młodej przemyskiej lekarki:Bat na foliarzy i płaskoziemców Będąc wciąż młodą lekarką w Przemyślu, bo jak patrzę codziennie w lustro to wiem, że nadal mam ten urok i błysk w oku mimo tego, że każdego ranka widzę ten zardzewiały most kolejowy. W swej bogatej praktyce nabytej podczas pandemicznej aury, spotkałam się z osobliwym sposobem dotarcia do grona niedowiarków szczepionkowych poprzez medyczny osobowy eksperyment. Wątpiących niestety nadal jest wiele. Zamiast słuchać co mają im do powiedzenia eksperci, specjalnie wybrani przez rządzących, by wyprowadzili naród z pandemii niczym Mojżesz naród żydowski z Egiptu, to grzebią w Internecie, czytają zakazane artykuły pisane przez nieakceptowanych przez radę medyczną lekarzy i naukowców i wbrew radzie cechu malarskiego leczą się jakąś ultramaryną. To musi się zmienić i nie może dalej trwać. Medycyna przestanie być potrzebna, gdy każdy bez konsultacji z lekarzem będzie łykał co chce i kiedy chce. Otóż, przechodzę do sedna sprawy. Wpadł do mnie raz pacjent, który wkraczając do mojego skromnego gabinetu, zahaczył mesztem o alabastrowy rekwizyt umieszczony obok biurka i wyłożył się jak długi przed moim miejscem pracy. Niestety musiałam go przeprosić, bo sprzątająca osoba zapomniała wcześniej ustawić tablicę „śliska podłoga”, a z doświadczenia wiem, że każdy na marmurowej nawierzchni pada na glebę, gdy jest mokra. Pacjent wstał, otrząsnął się i prosto z marszu wyłożył mi powód swojej obecności. „Pani doktór, jestem po trzeciej szczepionce i żyję. Proszę sporządzić mój akt zdrowia, bym mógł przekonać tych, co boją się cienkiej igły myśląc, że wprowadza do organizmu wirus 5G, by zechcieli się dać ukłuć w imię narodowego zrywu turystyczno-politycznego.” ”Czy pan się dobrze czuje?” – zapytałam nie będąc pewna, czy to czasem nie jakiś okoliczny radny, który szuka pomysłu na interpelację. „Pani doktór, czuję się świetnie, dlatego do pani przychodzę, a jak mi pani wystawi akt zdrowia, to cała okolica jutro się zleci, by wesprzeć szlachetną akcję, by było normalnie.” Nie jestem taka naiwna, jak myślą niektórzy i dalej drążyłam temat. „Skoro pan już trzy razy się szczepił i żyjesz, to czego szukasz człowiecze?” – zapytałam.„Jak mi pani wystawi akt zdrowia, a ma pani nazwisko, którego się nikt nie będzie czepiał, to będę mógł udać się do Rosji i skorzystać z kolejnej porcji zbawiennego płynu jakim jest Sputnik. Po tej szczepionce, jak mówią w Petersburgu nawet hemoroidy znikają bezpowrotnie.” – odpowiedział stanowczo pacjent. I dodał ”Wielu z tego powodu skorzysta ze szczepienia ratując nas wszystkich, a zwłaszcza zamawiających preparaty szczepionkowe, bo im więcej czasu upływa od ich produkcji to wzrasta ich siła i moc.”Wystawiłam pacjentowi druk Zdr_1, niech jedzie, niech przekonuje, bo ma mało czasu, a nie wiem czy wiecie, bardzo trudno zmazać nadruk na papierze przyklejonym do szklanej butelki. Powyższa treść powstała wyłącznie w wyobraźni autora, który szanując zdanie wszystkich, tym którzy odczytali opisane zdarzenia jako rzeczywiste, zaleca weryfikację swojego stosunku do wiarogodności wszelkich medialnych przekazów.