Reklama

Dzieci, które zniknęły

24/05/2021 15:01

Rozmowa tygodnia z Markiem Pleśniarem, dyrektorem Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że aż 43 procent nastolatków od 13 do 17 roku życia edukację zdalną znosi źle. Jak się szacuje, przynajmniej kilka tysięcy uczniów w ogóle wypadło z systemu, „zgubiło się” szkołom. Co się z nimi stało?

 –  Takich uczniów możemy podzielić na 2 grupy. Pierwsza to ci, którzy mają niedostateczny dostęp do narzędzi zdalnego nauczania. I nie chodzi tylko o to, że nie mają w domu internetu czy laptopa, choć i takie sytuacje wciąż się zdarzają. W niektórych domach jest laptop – na przykład wypożyczony ze szkoły – tylko jeden, a dzieci kilkoro. I dochodzi do tego – to przykład z ostatnich dni – że zdolny chłopiec musi uczyć się przez telefon, co się wiąże[paywall] z ogromnymi utrudnieniami. Czasami problemem są też warunki lokalowe rodziny: kilkoro dzieci w jednym pomieszczeniu, w którym dodatkowo rozgrywa się rodzinne życie. Jak takie dziecko ma się skupić – nie mówiąc już choćby o udzielaniu odpowiedzi, zadawaniu pytań i innych kontaktach z nauczycielem, rówieśnikami? Takie sytuacje są, niestety, nagminne i dotyczą, jak się szacuje, około 10 – 20 proc. polskich uczniów.

Reklama

 A druga grupa?

 – Z tą jest jeszcze gorzej: to uczniowie, którzy już przed pandemią „uciekali” szkolnemu systemowi. Ich rodziny są niewydolne wychowawczo i edukacyjnie. Rodzice bardzo często nie rozumieją potrzeby nauki, nawet zniechęcają dzieci do udziału w zdalnych lekcjach, usprawiedliwiają  nieobecności. Mamy takich dzieci około promila ogółu, ale w liczbach wygląda to gorzej. W samej tylko Warszawie jest ich kilkaset.

 

Jest jakiś sposób, by pomóc pierwszym i drugim?

 – Przede wszystkich zauważyć różnice i działać indywidualnie. Znaleźć czas i środki. Wykluczeni od wielu lat potrzebują asystentów rodzin, docierania do domów i… darmowych obiadów w szkole. Wykluczeni cyfrowo – nadal nie mają komputerów i szybkich łącz  internetowych. 

Reklama

 

Rozpoczął się powrót do nauczania stacjonarnego w szkołach. To dobry pomysł?

 – Jeśli chodzi o klasy I – III – bardzo dobry. Te dzieci najbardziej potrzebują bezpośredniego kontaktu z nauczycielem, a ich rodzice muszą przecież pracować. Można je bezpiecznie rozlokować w szkołach.

 A starsi? 

– Jeśli chodzi o uczniów klas IV – VIII i szkół ponadgimnazjalnych – jestem absolutnie przeciw ich powrotowi do szkół w tym roku szkolnym. Powinni do wakacji zostać w domach, ale z możliwością konsultacji z nauczycielami, w małym gronie. Powrót do szkoły na stan ich wiedzy już nie wpłynie, a może się przyczynić do wybuchu kolejnej fali zakażeń. Szkoły są rozsadnikami pandemii – o czym Centrum Modelowania Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, na którego danych, jako stowarzyszenie, się opieramy, alarmowało w zeszłoroczne wakacje. Nie posłuchano ich i mieliśmy ogromną, jesienną falę zachorowań. Lepiej byłoby poczekać do września, wtedy większość osób, miejmy nadzieję, będzie zaszczepiona.

Reklama

 Już słychać, że po powrocie do szkół uczniów czeka nawał sprawdzianów i kartkówek. 

– Z pewnością nauczyciele będą chcieli sprawdzić stan ich wiedzy, żeby ustalić, z jakiego poziomu zaczynać nadrabianie materiału, zweryfikować oceny zdobyte podczas zdalnego nauczania. Chociaż w tej sprawie my, jako OSKKO, namawiamy do postawienia grubej kreski: zacznijmy po prostu od września spokojnie pracę z uczniami. I zanim przejdziemy do nadrabiania zaniedbań w poziomie wiedzy, zajmijmy się sprawą ważniejszą: diagnozowaniem i naprawianiem psychologicznych skutków zdalnego nauczania. Dopiero potem możemy się skupić na nadrabianiu zaległości. Niestety, nasze państwo jest nastawione głównie na kontrolę.  Resort edukacji z kompletnie niezrozumiałych powodów nie chciał odstąpić od przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty. Tymczasem ten egzamin w obecnych warunkach jest kompletnie niepotrzebny, powiedziałbym nawet – szkodliwy. Nietrudno przewidzieć, że wyniki będą złe. To nie wina uczniów, ale wielu podetnie skrzydła. Przykład innych krajów, na przykład Wielkiej Brytanii, która w tym roku z niego zrezygnowała, pokazuje, że można się bez niego obejść.

Reklama

 Gdyby miał pan krótko podsumować plusy i minusy zdalnego nauczania, jakie są największe?

 – Jeśli chodzi o plusy – to na pewno mieliśmy wielką próbę edukacji XXI wieku. Jeszcze 1,5 roku temu nikt się nie spodziewał, że przeżyjemy tak wielkie przyspieszenie technologiczne. Warto wykorzystać i rozwijać doświadczenia, które – nieraz w trudach – zdobyliśmy w przyspieszonym trybie. Największym cieniem na zdalnej edukacji kładzie się fatalne zarządzanie kryzysowe w wykonaniu rządu. Chaos, nieracjonalne decyzje, brak wsparcia  dla szkół, nieliczenie się ze szkolnym środowiskiem – to wszystko mieliśmy i wciąż mamy na porządku dziennym.


Małgorzata Mazur
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości