Rozmowa tygodnia z Markiem Pleśniarem, dyrektorem Biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.
Z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę wynika, że aż 43 procent nastolatków od 13 do 17 roku życia edukację zdalną znosi źle. Jak się szacuje, przynajmniej kilka tysięcy uczniów w ogóle wypadło z systemu, „zgubiło się” szkołom. Co się z nimi stało?
– Takich uczniów możemy podzielić na 2 grupy. Pierwsza to ci, którzy mają niedostateczny dostęp do narzędzi zdalnego nauczania. I nie chodzi tylko o to, że nie mają w domu internetu czy laptopa, choć i takie sytuacje wciąż się zdarzają. W niektórych domach jest laptop – na przykład wypożyczony ze szkoły – tylko jeden, a dzieci kilkoro. I dochodzi do tego – to przykład z ostatnich dni – że zdolny chłopiec musi uczyć się przez telefon, co się wiąże[paywall] z ogromnymi utrudnieniami. Czasami problemem są też warunki lokalowe rodziny: kilkoro dzieci w jednym pomieszczeniu, w którym dodatkowo rozgrywa się rodzinne życie. Jak takie dziecko ma się skupić – nie mówiąc już choćby o udzielaniu odpowiedzi, zadawaniu pytań i innych kontaktach z nauczycielem, rówieśnikami? Takie sytuacje są, niestety, nagminne i dotyczą, jak się szacuje, około 10 – 20 proc. polskich uczniów.
A druga grupa?
– Z tą jest jeszcze gorzej: to uczniowie, którzy już przed pandemią „uciekali” szkolnemu systemowi. Ich rodziny są niewydolne wychowawczo i edukacyjnie. Rodzice bardzo często nie rozumieją potrzeby nauki, nawet zniechęcają dzieci do udziału w zdalnych lekcjach, usprawiedliwiają nieobecności. Mamy takich dzieci około promila ogółu, ale w liczbach wygląda to gorzej. W samej tylko Warszawie jest ich kilkaset.
Jest jakiś sposób, by pomóc pierwszym i drugim?
– Przede wszystkich zauważyć różnice i działać indywidualnie. Znaleźć czas i środki. Wykluczeni od wielu lat potrzebują asystentów rodzin, docierania do domów i… darmowych obiadów w szkole. Wykluczeni cyfrowo – nadal nie mają komputerów i szybkich łącz internetowych.
Rozpoczął się powrót do nauczania stacjonarnego w szkołach. To dobry pomysł?
– Jeśli chodzi o klasy I – III – bardzo dobry. Te dzieci najbardziej potrzebują bezpośredniego kontaktu z nauczycielem, a ich rodzice muszą przecież pracować. Można je bezpiecznie rozlokować w szkołach.
A starsi?
– Jeśli chodzi o uczniów klas IV – VIII i szkół ponadgimnazjalnych – jestem absolutnie przeciw ich powrotowi do szkół w tym roku szkolnym. Powinni do wakacji zostać w domach, ale z możliwością konsultacji z nauczycielami, w małym gronie. Powrót do szkoły na stan ich wiedzy już nie wpłynie, a może się przyczynić do wybuchu kolejnej fali zakażeń. Szkoły są rozsadnikami pandemii – o czym Centrum Modelowania Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, na którego danych, jako stowarzyszenie, się opieramy, alarmowało w zeszłoroczne wakacje. Nie posłuchano ich i mieliśmy ogromną, jesienną falę zachorowań. Lepiej byłoby poczekać do września, wtedy większość osób, miejmy nadzieję, będzie zaszczepiona.
Już słychać, że po powrocie do szkół uczniów czeka nawał sprawdzianów i kartkówek.
– Z pewnością nauczyciele będą chcieli sprawdzić stan ich wiedzy, żeby ustalić, z jakiego poziomu zaczynać nadrabianie materiału, zweryfikować oceny zdobyte podczas zdalnego nauczania. Chociaż w tej sprawie my, jako OSKKO, namawiamy do postawienia grubej kreski: zacznijmy po prostu od września spokojnie pracę z uczniami. I zanim przejdziemy do nadrabiania zaniedbań w poziomie wiedzy, zajmijmy się sprawą ważniejszą: diagnozowaniem i naprawianiem psychologicznych skutków zdalnego nauczania. Dopiero potem możemy się skupić na nadrabianiu zaległości. Niestety, nasze państwo jest nastawione głównie na kontrolę. Resort edukacji z kompletnie niezrozumiałych powodów nie chciał odstąpić od przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty. Tymczasem ten egzamin w obecnych warunkach jest kompletnie niepotrzebny, powiedziałbym nawet – szkodliwy. Nietrudno przewidzieć, że wyniki będą złe. To nie wina uczniów, ale wielu podetnie skrzydła. Przykład innych krajów, na przykład Wielkiej Brytanii, która w tym roku z niego zrezygnowała, pokazuje, że można się bez niego obejść.
Gdyby miał pan krótko podsumować plusy i minusy zdalnego nauczania, jakie są największe?
– Jeśli chodzi o plusy – to na pewno mieliśmy wielką próbę edukacji XXI wieku. Jeszcze 1,5 roku temu nikt się nie spodziewał, że przeżyjemy tak wielkie przyspieszenie technologiczne. Warto wykorzystać i rozwijać doświadczenia, które – nieraz w trudach – zdobyliśmy w przyspieszonym trybie. Największym cieniem na zdalnej edukacji kładzie się fatalne zarządzanie kryzysowe w wykonaniu rządu. Chaos, nieracjonalne decyzje, brak wsparcia dla szkół, nieliczenie się ze szkolnym środowiskiem – to wszystko mieliśmy i wciąż mamy na porządku dziennym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze