Przewodniczący rady w Pruchniku skrytykował swoich kolegów za zabieranie głosu podczas sesji rady. Domagał się stworzenia regulaminu pracy radnych, bo ci, jego zdaniem, są nieprecyzyjni w swoich wypowiedziach. – Mamy tutaj trochę taki koncert życzeń, mamy taki, brzydko to nazwę, „Muppet Show” – wyjaśniał swoje stanowisko. Wszystko to w dniu samorządowca.
Od pewnego już czasu w lokalnych samorządach uwidacznia się tendencja do tego, by posiedzenia rad miast i gmin trwały jak najkrócej, a także do tego, by wizje rządzenia ścierały się za zamkniętymi drzwiami, a sesje stawały się swego rodzaju maszynkami do głosowania.
Kolejny epizod wpisujący się w ten nurt rozegrał się[paywall] 27 maja w Pruchniku.
Dyskusję na ten temat podczas XXIV sesji tamtejszej rady miasta i gminy zainicjował przewodniczący rady Wiesław Jamrozik w punkcie wolne wnioski. Powołując się na sygnały, których źródła jednak nie wskazał, zaproponował rozpoczęcie prac nad regulaminem określającym zasady pracy radnych.
Jak wyjaśniał, radni mogą pozyskiwać wiedzę i rozwiewać swoje wątpliwości w okresie międzysesyjnym i na komisach, a sesje służą tylko przegłosowywaniu uchwał. Jak podkreślał, wszystko to w trosce o czas trwania obrad.
– Myślę, że musimy doprecyzować wiele kwestii, bo statut wyraźnie mówi, że radny, w momencie, gdy zabiera głos do uchwały, ma zadać konkretne pytania. Wstaje, zadaje pytanie, a nie tak jak tutaj mamy, tak naprawdę koncert życzeń i brzydko to nazwę taki troszeczkę „Muppet Show” – ocenił przewodniczący.
Tymi słowami do tablicy poczuła się wywołana Krystyna Potyrała, jedyna chyba w składzie rady w Pruchniku przedstawicielka mieszańców, która zgłasza uwagi do procedowanych uchwał czy wyjaśnia swoje wybory.
– Nie ma na to mojej zgody. Zajrzyjmy jeszcze do ustawy o samorządzie, porozmawiamy, ale nie wierzę, że radny przychodzi na posiedzenie rady tylko po to, żeby oddać głos. Po to są sesje transmitowane, mieszkańcy też muszą się czegoś dowiedzieć, muszą znać aktywność swoich radnych i to się wszystko dzieje tutaj – ripostowała.
Jakby na potwierdzenie swojego stanowiska zgłosiła kilka uwag dotyczących m.in. remontu ul. Parkowej, potrzeby wykonania chodnika na ul. Jarosławskiej czy wycinki drzew w parku.
Na tę wypowiedź zareagował z kolei radca prawny urzędu, mecenas Michał Muzyczka.
– Te wnioski wylądowały w próżni – ocenił, przekonując, że jeśli miałyby one mieć jakąś moc sprawczą, to powinny być złożone na piśmie, dodając przy tym, że to nie czas na zgłaszanie nowych inicjatyw inwestycyjnych – te winny być przedkładane w okresie planowania budżetu.
– Oczywiście można sobie robić promocję na radzie, ale skuteczność tych działań jest zerowa, dzisiaj jest to kierowanie pary w gwizdek – oceniał M. Muzyczka, który w poprzedniej kadencji samorządowej był jednym z głównych mówców, opozycyjnej względem burmistrza, Rady Miasta w Jarosławiu.
Ustosunkować się do słów M. Muzyczki chciała radna K. Potyrała. Nie dopuszczono jej jednak do głosu. Wysłuchała za to kolejnej tyrady przewodniczącego.
– Jest bardzo nieelegancko, kiedy ja proszę o to, by było krótko, zwięźle i na temat, a pani radna łamie wszystko, robiąc sobie totalną promocję i reklamę, próbując się pokazać z najlepszej strony. Naprawdę źle to wygląda – puentował dyskusję przewodniczący W. Jamrozik.
O tym, czy koncepcja cichej rady i władzy sprawowanej za zamkniętymi drzwiami wygląda lepiej, zdecydować muszą mieszkańcy Pruchnika, którzy władzę sobie wybierają. Na razie trudno powiedzieć, na czym stanęło.
K. Potyrała tej konfrontacji raczej nie wygrała, ale czy regulamin powstanie, też nie wiadomo – trudno bowiem sklasyfikować inicującą dyskusję wypowiedź przewodniczącego. Czy był to wniosek? A może luźna informacja?
No i kluczowe, czy do biura rady wpłynęło to na piśmie? Tego niestety nie wiemy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Chyba nie widzieli co dzieje się w Przemyślu
Chyba nie widzieli co dzieje się w Przemyślu