W połowie stycznia obchodzony był XXII Światowy Dzień Judaizmu w Kościele katolickim w Polsce. W tym roku pod hasłem „Nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,9)”.
Pod takim też hasłem kilkadziesiąt osób z Przemyśla spotkało się w lesie grochowskim (za Zielonką), pod macewą upamiętniającą egzekucję dwóch tysięcy Żydów w lipcu 1942 roku.
Wśród nich byli między innymi potomkowie przemyskich Żydów i uczniowie ukraińskiej szkoły im. Markijana Szaszkewicza.
Tradycja tych spotkań, których inicjatorem jest Jan Bartmiński, ma już kilkanaście lat i co roku w tym dniu w lesie spotyka się coraz więcej osób. W ten sposób mieszkańcy Przemyśla swoją obecnością zaznaczają, jak ważna jest pamięć.
Bez szumnych przemówień, wzniosłych deklaracji o tym, że pamiętamy. Ci, którzy chcą, przychodzą lub przyjeżdżają do lasu. Słuchają opowieści o tym, co się wydarzyło w tym miejscu, palą znicze, kładą kamyki na macewie i rozmawiają. O tym, że trzeba robić wszystko, żeby już nigdy jeden człowiek w imię fałszywej ideologii nie mordował drugiego.
Zwykle spotkania te ze względu na zimową porę nie trwają długo, ale też nie ma takiej potrzeby. Wystarczy, że ludzie pamiętają, co tu się zdarzyło.
PS
Na Facebooku pojawiła się informacja o spotkaniu pod „pomnikiem pękniętej macewy”. Otóż nie jest to pomnik „pękniętej macewy”, tylko macewa, symbol upamiętniający śmierć dwóch tysięcy ludzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Nic tylko siąść i płakać.
Ta tablica nie stoi w tym miejscu gdzie leża ofiary
A gdzie leżą?