Spacerując uliczkami Przemyśla, niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak wiele widziały mury starych kamienic i domów, jak różnorodnych mieszkańców gościły i jakich historii ludzkich były świadkami. Na szczęście są tacy, którym echo historii przodków nieustannie rozbrzmiewa w sercu i każe odkrywać nieznane zaułki, poznając rodzinne losy.
W przedwojennym Przemyślu mieszkało około 20 tysięcy Żydów, a wśród nich wiele dzieci. Stanowili 1/3 ogółu mieszkańców. Zdecydowana większość została zamordowana przez okupantów niemieckich, niektórym udało się ocaleć, dzięki pomocy osób prywatnych i innym zorganizowanym inicjatywom.
Aby ratować dzieci żydowskie, potajemnie wydostawano je z getta i znajdywano dla nich schronienie po tzw. aryjskiej stronie. Wiązało się to z ogromnym ryzykiem, ponieważ działalność ta w Polsce była przez Niemców karana śmiercią.
Plakaty ostrzegające głosiły między innymi:
„… Każdy Polak lub Ukrainiec, który przyjmie do siebie Żyda, względnie zapewni mu schronienie, nakarmi go oraz ukryje, zostanie rozstrzelany”.
Bez względu na konsekwencje, dzięki pomocy udzielonej Żydom przez ludność polską i ukraińską, a także zgromadzenia zakonne, w Przemyślu i okolicznych miejscowościach przeżyło zagładę około 500 Żydów.
Historie przemyskich Żydów, chęć bliższego poznania miejsc ich kryjówek, a przede wszystkim godnego uhonorowania osób ratujących ich życie przyciągają do Przemyśla rodziny ocalałych z różnych zakątków świata.
Tak było również z wizytą pani[paywall] Sary Bank-Wolf z Izraela, córki ocalałego, małego wówczas chłopca imieniem Dov, który trafił do kryjówki, mając 2 lata. Był ukrywany ze swoimi rodzicami, Sarą i Chaimem Feingold-Bank, przez Władimira Riszko, mieszkającego w jednej z kamienic przy ulicy Mierosławskiego w Przemyślu, nieopodal murów getta (dzielnica Wilcze).
Sara przyjechała poznać miejsce schronienia swego ojca razem z 80-letnią mamą, żoną ocalonego Dov, pięciorgiem dzieci i synową.
– Moja rodzina wiedziała, że kryjówka znajdowała się w Przemyślu, że moi krewni byli ukrywani od 1942 do1944 roku w podziemiach oraz że w małej kryjówce było aż 16 Żydów. Mój tata, który dziś nazywa się Bruno Dov Bank i ma 82 lata, był jedynym dzieckiem w kryjówce. Nie wiedzieliśmy, kto uratował jego i dziadków. Nasz dobroczyńca opuścił ten świat w 1994 roku, a wraz z nim znikła jakakolwiek szansa na poznanie szczegółów – wspomina Sara Bank-Wolf, córka uratowanego Bruno Dov Bank.
– Przez lata szukaliśmy informacji o tym, kto uratował 16 Żydów i naraził swoje życie. Gdzie była kryjówka i kim byli pozostali ukrywający się. To były tylko niektóre z zagadek, które prześladowały nas przez ten czas. Nigdy nie przestawaliśmy szukać – mówi żona ocalałego.
Po długich poszukiwaniach Sara trafiła na informacje od dr Anne Beaglehole z Muzeum Holokaustu w Nowej Zelandii, która znała historię Władimira i Renee Riszków (z domu Schildkraut), opowiedziała o tym, jak Ukrainiec mieszkający w Przemyślu bohatersko uratował 16 Żydów i poślubił jedną z ocalonych, Renee.
Po wyzwoleniu Przemyśla, w roku 1944, 4-letni wtedy Dov ze swoimi rodzicami zamieszkał w jednej z kamienic przy ulicy Kilińskiego w Przemyślu, a później rodzina wyjechała do Stanów Zjednoczonych.
Dzięki staraniom i pomocy przemyślanina Janusza Galiczyńskiego rodzina ocalonego Bruno Dov Bank odwiedziła Przemyśl, podążając śladami swoich przodków. Pan Janusz był już wcześniej zaangażowany m.in. w odnowienie pomnika zamordowanych przez Niemców 1580 Żydów, wyremontował pomnik poświęcony polskim zakładnikom, zamordowanym przez Niemców w 1943 roku i wspólną mogiłę zabitych, ratował od zapomnienia miejsca straceń i pochówków hitlerowskich ofiar II wojny światowej.
Grupa z Izraela odwiedziła m.in. miejsce, gdzie znajdowały się „wrota” do przemyskiego getta, którego mury rozciągały się wzdłuż ulicy Reymonta. Zobaczyła dom, w którego podziemiach ukrywała się ich rodzina, była pod tablicą poświęconą Michałowi Krukowi, na którym to odbyła się pierwsza publiczna egzekucja za pomoc Żydom oraz na ulicy Kilińskiego, gdzie znajdował się powojenny dom państwa Bank.
Podczas wypraw po Przemyślu był obecny również dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 2 w Przemyślu Piotr Pipka. Wspomniana placówka od kilku lat bierze udział w projekcie „Szkoła Dialogu”, poznając ślady żydowskiej kultury i historii w Przemyślu.
– Jako córka ocalałego, zawsze szukałam i sondowałam. Echa Holokaustu nigdy nie przestały rozbrzmiewać we mnie i to przekazuję również moim dzieciom. Odnalazłam nazwiska wszystkich ocalałych wtedy osób lub ich krewnych. Mam nadzieję, że ta wizyta będzie początkiem drogi do należytego uhonorowania Władimira Riszko, który uratował 16 osób od zagłady i pomógł przetrwać w ukryciu prawie 2 lata w małej piwnicy. Obiecuję, że poczynię starania w tym kierunku i przyjadę tu ponownie, być może z krewnymi pozostałych ocalonych.
W Przemyślu niejedna kamienica i dom kryją w sobie podobną historię ludzkich losów związanych z wielokulturowością miasta.
Ważny jest fakt, że historie te żyją w kolejnych pokoleniach, że mury, które były świadkami trudnej codzienności, nadziei i ocalenia, przestają dzięki nim milczeć, a bohaterowie tamtych czasów przestają być anonimowi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.''Oświęcim zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta'' - Theodor Adorno
''Oświęcim zaczyna się wszędzie tam, gdzie ktoś patrzy na rzeźnię i myśli: to tylko zwierzęta'' - Theodor Adorno