Przywracanie nadziei cierpiącym – to jedno z zadań, jakie ma do spełniania pielęgniarka czuwająca przy pacjencie, nie mniej ważne niż wszystkie inne procedury medyczne, które przy nim wykonuje. – Ten zawód nauczył mnie z pokorą przyjmować to, co niesie każdy dzień – mówi Małgorzata Kurasz z Aksmanic, pielęgniarka oddziału pulmonologicznego szpitala wojewódzkiego w Przemyślu, wyróżniona odznaką honorową „Za zasługi dla ochrony zdrowia” za walkę z COVID-19. Odznaczenie wręczyli jej minister zdrowia Adam Niedzielskim wraz z wojewodą podkarpackim Ewą Leniart.
Ile lat pracuje Pani w zawodzie pielęgniarki?
– Od 32 lat jestem przy łóżku pacjenta. Zaczęłam pracę na oddziale wewnętrznym II w szpitalu przy ul. Rogozińskiego, u ordynator Adamy Wodnickiej-Dębskiej. Kiedy został zlikwidowany, powstał oddział pulmonologiczny, gdzie trafiłam. Później przenieśliśmy się do szpitala na Monte Cassino. Na pulmonologii pracuję do dzisiaj.
Ma Pani za sobą lata doświadczeń i lata pracy w zawodzie. Co Pani czuła, kiedy zaczynała pracę w służbie zdrowia jako młoda dziewczyna?
– Do pracy poszłam z wielkim zapałem. Kiedy zaczynałam, pracowało się trochę inaczej. Dziś pacjenci i ich rodziny są bardziej wymagający, ale trzeba się umieć postawić w ich sytuacji. Na przestrzeni tych 32 lat pracy dużym zaskoczeniem był dla mnie ogromy postęp medycyny. Pamiętam czasy, kiedy pracowałyśmy na strzykawkach wielorazowych i rtęciowych aparatach. Dziś w pracy wspomagają nas specjalistyczne urządzenia...
Sporo się mówi ostatnio o trudnej sytuacji w służbie zdrowia, o przeciążeniu pielęgniarek pracą, nieadekwatnych do wkładanego wysiłku zarobkach... Pani tymczasem trwa w tym zawodzie już tyle lat. Nie miała Pani chwili zwątpienia?
– Kocham ten zawód i nie zamieniłabym go na żaden inny. Nie widzę siebie w innej roli. Już w szkole wiedziałam, co chcę w życiu robić. Może po części na mój wybór wpływ miało najbliższe otoczenie. Siostra mojej mamy jest pielęgniarką, kuzynki są pielęgniarkami... Owszem, czasem przychodzą chwile zwątpienia, bo nie jest łatwo. Ale staram się podchodzić do wszystkiego z pokorą i uśmiechem.
Co jest takiego w zawodzie pielęgniarki, że praca stała się Pani pasją?
– To pacjenci sprawiają, że czuję się potrzebna. Miło jest zaczynać dzień, słysząc: „o jak dobrze, że siostra dzisiaj jest!”. Takie gesty sympatii czy zwykły uśmiech powodują, że chce się człowiekowi iść do pracy. W czasie pracy na oddziale covidowym nie było widać naszych twarzy, jedynie oczy. A pacjenci i tak nas poznawali, najczęściej po głosie. Bardzo łaknęli tego kontaktu z personelem. Sama byłam kiedyś pacjentką i wiem, że takie drobne gesty zainteresowania ze strony personelu są dla chorych niezwykle ważne.
Nieodłącznym elementem Pani zawodu jest towarzyszenie chorym w cierpieniu, a niekiedy i w ostatnim momencie ich życia. Czy można do tego przywyknąć?
– Nie, nie można. Nigdy się człowiek z tym nie oswoi na tyle, by nie odciskało to na nim piętna. Każda z nas, pielęgniarek, przeżywa takie sytuacje na swój sposób. W dobie COVID-19 skala śmiertelności, z którą przyszło się nam zetknąć, była ogromna. Tak trudnych chwil nie przeżywałyśmy w pracy nigdy wcześniej. Tej śmierci było zbyt dużo. Każdy dzień był niepewnością, bo nie wiedziałyśmy, co przyniesie i czy ci pacjenci, którzy wczoraj byli pod respiratorem, jutro będą w lepszym stanie, czy może któryś z nich odejdzie. Ciężko jest się z tym pogodzić. Najtrudniej było, gdy odchodzili pacjenci w naszym wieku. Wiedziałyśmy, że to może spotkać każdą z nas.
Skala obciążenia pracą na oddziale covidowym była na pewno większa. Co było trudniejsze: zmęczenie fizyczne czy psychiczne? Jak sobie Pani radziła w tym trudnym okresie?[paywall]
– Było mi ciężko, ale na pewno lżej niż koleżankom, które mają małe dzieci. Musiały godzić pracę z całą masę domowych obowiązków. Moje dzieci są dorosłe, w pracach domowych odciążał mnie mąż. Mnie było łatwiej niż im. Zdecydowanie trudniejsze było obciążenie psychiczne niż fizyczne zmęczenie. To był bardzo trudny czas. Jestem osobą wierzącą, czerpałam siłę z modlitwy i wsparcia bliskich, którzy mówili „dasz radę, jesteś silna, to wszystko się kiedyś skończy”.
Najtrudniejsze momenty jakie Pani zapamiętała z tego okresu, to...
– Najtrudniejsza zawsze jest śmierć, poczucie, że mimo ogromu starań, nie udało się jej zapobiec. Pamiętam noc, kiedy czuwałam przy pacjencie wspomaganym mniej inwazyjną wentylacją mechaniczną. Trzymał mnie za rękę i prosił „siostro, nie zostawiaj mnie”. Kiedy przyszłam następnego dnia, już nie żył. Wstrząsająca była śmierć 44-letniego pacjenta, który przegrał z COVID, zostawiając w domu małe dzieci i żonę. Z tego samego powodu pożegnałam też bliskiego znajomego, do dziś pamiętam, jak, będąc w szpitalu, trzymał mnie za rękę. Tak samo mocno pamiętam śmierć 21-letniego chłopaka, który zmarł na nowotwór. To było na początku mojej pracy w zawodzie. Długo nie mogłam sobie z tym poradzić, zrozumieć, dlaczego odchodzi ktoś, kto ma przed sobą niemal całe życie.
Pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa przyniosły nam wszystkim szczepienia. Czuje Pani ulgę, że te najtrudniejsze chwile już za Panią?
– Owszem i zachęcam wszystkich do szczepień. Z obserwacji wiem, że nawet jeśli zdarzyło się komuś zachorować po pierwszej dawce szczepionki, przebieg choroby był bardzo łagodny i nie spowodował zmian w płucach. Po tym, co widziałam i czego doświadczyłam, mam głębokie przekonanie, że to jedyna słuszna droga.

fot.PUW Rzeszów
Uroczystość wręczenia odznak odbyła się w Podkarpackim Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie. Odznaczenia resortowe otrzymały osoby z terenu województwa podkarpackiego, które wyróżniły się z zakresie ochrony zdrowia i były ponadprzeciętnie zaangażowane w walkę z koronawirusem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.P. redaktorko AKSMANICE a nie Jaksmanice
Żeby jeszcze lekarze na NFZ chcieli leczyć to było by już super .
and more importantly, your personal experienceMindfully using our emotions as data about our inner state and knowing when it’s better to de-escalate by taking a time out are gr https://vidmate.onl/ eat tools. Appreciate you reading and sharing your story, since I can certainly relate and I think others can too
AKSMANICE nie Jaksmanice to dwie różne wioski, nie leżące blisko siebie. Wypadałoby poprawić.
Z tego przepracowania można po siwieć
sharing the article, and more importantly, your personal experienceMindfully using our emotions as data about our inner state and knowing when it’s better to de-escalate by taking a time out are great tools. Appreciate you reading and sh https://vidmate.onl/ aring your story, since I can certainly relate and I think others can too
P. redaktorko AKSMANICE a nie Jaksmanice
Żeby jeszcze lekarze na NFZ chcieli leczyć to było by już super .
and more importantly, your personal experienceMindfully using our emotions as data about our inner state and knowing when it’s better to de-escalate by taking a time out are gr https://vidmate.onl/ eat tools. Appreciate you reading and sharing your story, since I can certainly relate and I think others can too