W ubiegłą środę przed południem przechodnie, widząc auta straży pożarnej i strażaków pływających pontonem w okolicy mostu Orląt, pytali, co się dzieje. Czy ktoś się utopił, czy to tylko ćwiczenia?
Ani jedno, ani drugie. Od rana trwała tam akcja wydobywania z wody[paywall] metalowych elementów prawdopodobnie pochodzących z któregoś z poprzednich mostów.
Strażacy przeciągnęli linę asekuracyjną z jednego brzegu na drugi i z pontonu mierzyli głębokość wody. W tym czasie nurek przygotowywał się do zejścia na dno. Poszukiwania nie były łatwe, gdyż utrudniał je wartki nurt Sanu i wysoki po ostatnich deszczach poziom wody.
Dodatkowo mętna woda ograniczała widoczność do pół metra. Po kilku zejściach nurek zlokalizował metalowe kawałki ceownika. Jednak warunki tego dnia nie pozwalały na ich wydobycie, więc miejsce znaleziska oznaczono bojką i teraz trzeba czekać na lepszą pogodę.
Piotr Michalski, przewodnik i pasjonat dziejów miasta, który zna historię przemyskich mostów, sugeruje, że mogą to być elementy któregoś z dawnych mostów, a w tym miejscu było ich kilka.
W latach 1777 – 1779 był tu stały drewniany most (wybudowany przez Jana Grossa), który spoczywał na trzech kamiennych filarach i cały był pokryty dachem. W lipcu 1845 roku most zabrała powódź. Kolejny, wybudowany w 1894 roku, Austriacy wysadzili w 1915 roku.
Następny, zbudowany w 1923 roku, został zniszczony we wrześniu 1939 r. przez polskich saperów. Niemcy podnieśli go w 1942 r., żeby dwa lata później wysadzić most w powietrze.
W 1955 roku most został odbudowany i po remoncie na początku lat 90. został nazwany imieniem Orląt Przemyskich. Teraz trzeba poczekać na wydobycie metalowych elementów, żeby ustalić, z którego z tych wymienionych mostów pochodzą.

fot.Jacek Szwic
Nurek opuszcza ponton i schodzi pod wodę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze