Reklama

Brak słów

16/06/2016 19:06

Już od pewnego czasu niektórzy publicyści lub językoznawcy zwracają uwagę na nowe zjawisko: w naszym języku publicznym pojawiają się słowa i zwroty, które nie tyle nazywają rzeczywistość, ale ją tworzą. Funkcja takich określeń jak np. „gorszy sort”, „lewactwo” czy „dobra zmiana” nie polega na precyzyjnym opisie świata, ale służy wpływaniu na nastroje społeczne. Politycy i media wciąż ich używają, co sprawia, że i my sami nie bardzo wiemy, jakimi innymi słowami moglibyśmy się posłużyć. Tak więc język publiczny się upraszcza i wyjaławia, wpływając również na nas. A jeśli w życiu codziennym zabraknie nam słów na wielostronny opis zróżnicowanego świata, to wkrótce świat ów zaczniemy postrzegać w sposób uproszczony, ograniczony i prostacki.

To trochę tak jak w słynnej powieści Orwella: istota „nowomowy” polegała na ograniczeniu możliwości języka. Jeśli brak ci słowa na wyrażenie swoich uczuć, to nawet nie wiesz, że je posiadasz (bo nie umiesz ich nazwać). W powieściowym świecie właśnie język był głównym narzędziem kontroli społecznej i dla wielu jej czytelników właśnie „nowomowa” pozostaje najbardziej przejmującym elementem ponurej wizji Orwella. Jest to wizja tym bardziej niepokojąca, że dziś możemy obserwować zjawiska bardzo do niej podobne[paywall].

Jednym z najbardziej znamiennych przejawów „nowomowy” w Roku 1984 było określanie ministerstw aparatu Wielkiego Brata nazwami stojącymi w sprzeczności z tym, czym się owe jednostki zajmowały (Ministerstwo Miłości – wojną, Ministerstwo Prawdy – propagandą itp.) Zabawne, że w naszej rzeczywistości też możemy śledzić podobne procesy. Bo jak inaczej wyjaśnić nazwę Ministerstwa Środowiska? To, czym zajmuje się ów resort, nie ma przecież nic wspólnego z tradycyjnie rozumianą ochroną otaczającej nas przyrody, czyli dbaniem o jej zachowanie. Chroni się coś delikatnego, cennego, coś co samo się nie obroni przed czynnikami zewnętrznymi. Natomiast w naszym świecie „ochrona” polega na wycinaniu Puszczy Białowieskiej, ograniczaniu terenów chronionych czy poszerzaniu uprawnień dla myśliwych. Plany maksymalizacji zysków z gospodarki leśnej są czymś dokładnie sprzecznym z ideą ochrony przyrody. Tak więc Minister Środowiska po prostu zarządza „środowiskiem”, czyli planuje jak najbardziej ekonomicznie je wykorzystać.

Reklama

W efekcie następuje wyrzucenie z języka publicznego słowa „ekologia” (dziś politycy używają go co najwyżej jako inwektywy, podobnej do słów „lewactwo” czy „układ”). I tak za parę lat, z powodu braku słów, nie będziemy widzieli już nic złego w podporządkowaniu przyrody przemysłowi, w wycinaniu zabytkowych i unikalnych drzewostanów, w polowaniu na zagrożone gatunki zwierząt. Wszystko to będzie dla nas „racjonalną gospodarką zasobami naturalnymi”, a wszelkie próby odwoływania się do równowagi ekologicznej będą działaniem na niekorzyść naszej racji stanu i przejawem współpracy z siłami wrogimi wielkiej Polsce. Jedyne co napawa otuchą to fakt, że nawet w najbardziej niekorzystnych warunkach przyroda jakoś sobie radzi. I że za jakieś parę tysięcy lat na tych terenach będzie pięknie szumiała knieja. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    robol - niezalogowany 2016-06-17 00:11:34

    takie czasy, po prostu czasem dziennikarzyna robi za dziennikarza. A tak przy okazji rzeknę: mohery nauczyły się od ynteligencji!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości