Reklama

Brutalny atak na nauczycieli, bo brakło 4 mln zł na szkoły

05/11/2021 19:36

W ubiegły czwartek, 28 października, rada powiatu zasypywała krater powstały w budżecie na edukację. Żeby zapewnić funkcjonowanie jarosławskich szkół średnich, trzeba było przesunąć 4 mln zł zarezerowane wcześniej na inwestycje. Wywołało to gorącą dyskusję: nauczyciele dowiedzieli się, że przejadają środki, a ich „produkt” jest mizernej jakości. Niezależnie od kontrowersji w powiecie zapachniało zamykaniem szkół.

4 miliony złotych. Tyle potrzeba, by spiąć budżet na edukację w powiecie jarosławskim. Jak wyjaśniał starosta jarosławski Stanisław Kłopot, znacznej części tej sumy nie sposób było przewidzieć podczas planowania budżetu powiatu.

– Problem jest złożony – przekonywał. Na deficyt złożyły się problemy z naborem w niektórych szkołach. Przy obecnie funkcjonującym systemie finansowania edukacji pieniądze idą za uczniem – jeśli uczniów jest za mało, to i pieniędzy jest za mało, zwłaszcza że koszty utrzymania jednej klasy, niezależnie od tego, czy liczącej 10 czy 40 osób, są właściwie takie same.

W powiecie są więc szkoły, którym[paywall] pieniędzy starcza, bo mają dużo licznych klas i są takie, w których subwencja nie wystarcza na funkcjonowanie, bo klasy są kilkunastosobowe.

Reklama

Szkoły niepubliczne poza kontrolą

Innym, poważnym wyznacznikiem wzrostu wydatków na edukację są szkoły niepubliczne. Starostwo nie ma żadnego wpływu na to, jak wykorzystywane są tam pieniądze, podczas gdy aż 1,6 mln ze wspominanych 4 mln skierowanych jest właśnie do tego typu placówek.

O dysfunkcji tego sytemu mówiła Marta Kurpiel, naczelnik wydziału oświaty w starostwie.

– Kuratorium było na kontroli placówek, w których liczba uczniów, szczególnie, że klasy pojawiały się i znikały, była dla nas zaskakująca. Zgłosiliśmy to, kuratorium pojechało, skontrolowało, w dokumentacji nie znaleźli kompletni nic – opisywała pani naczelnik.

– Im częściej kuratorium jeździ na kontrole, tym te szkoły są lepiej na te kontrole przygotowane – podsumowywała, przypominając, że w powiecie jarosławskim w jednej z tego typu szkół wykazano nieprawidłowości, a mimo upływu kilku lat sprawa pozostaje prawnie nierozstrzygnięta.

Reklama

Wzrost płac, liczby godzin i odsetka niepełnosprawnych

Na dziurę w budżecie edukacji złożył się też wzrost płac – ten wynegocjowany z ministerstwem i ten wynikający ze zwiększania minimalnego wynagrodzenia. Jak przedstawiał starosta, wzrost kosztów związanych z edukacją to wynik także tego, że z roku na rok zwiększa się liczba godzin w szkole, pomimo względnie stałej liczby uczniów.

W ubiegłym roku w liceach mieliśmy 3278 godzin, dziś jest 4552, w technikach ta liczba wzrosła z 4874 do 6708 godzin, to również generuje większe wydatki – wyliczał starosta. Wcześniej nie można było też zaplanować liczby uczniów ze specjalnymi potrzebami.

Koszt ich edukacji jest nieco wyższy niż „zwykłego” ucznia, a rodzice zgłaszają ich potrzeby w zasadzie przez cały rok. Uzupełniając dane starosty, M. Kurpiel informowała, że dwa lata temu uczniów z autyzmem było 41, w ubiegłym roku 60, a w tym roku 71. – Summa summarum uzbierało się – podsumował starosta.

Reklama

Generujesz straty? Nie możesz być elitą

– A jaki produkt my wytwarzamy? No produkt jest, powiedzmy sobie szczerze, mizerny. Jeśli słyszymy w telewizji chociażby pytania, błahe pytania, w stosunku do studentów, już nie mówię uczniów liceów, oni nie mają podstawowej wiedzy na temat historii, na temat bieżących wydarzeń, jakie się dzieją w świecie. Młodzież, która jest przygotowana do życia, można powiedzieć ma bardzo znikomą świadomość, w jakim świecie żyje – perorował radny, zapowiadając, że zagłosuje przeciw przekazywaniu pieniędzy.

Wydźwięku jego wypowiedzi nie stonowały próby podejmowane, czy to przez radną Tatianę Kożak-Siarę, czy naczelnik oświaty Martę Kurpiel – nauczyciele powiatu jarosławskiego będą musieli przełknąć tę gorzką pigułkę, tym bardziej że słowne zaczepki to niejedyny ich problem.

Reklama

Czarne chmury i spychologia

Niemal równie złowieszczo, jak słowa radnego Kucaba, zabrzmiały zaprezentowane na sesji pomysły na ratowanie sytuacji w szkolnictwie. Starosta i naczelnik oświaty czytelnie diagnozowali przyczyny problemu, jasno wskazywali, że na kondycję materialną szkół rzutują: sposób ich finansowania, w którym zwiększa się obowiązki samorządów, za czym nie idzie wzrost przekazywanych środków; rosnące pensje nauczycieli, na które też nie płyną pieniądze z budżetu państwa oraz niż demograficzny.

Zatrważa, że te problemy mają rozwiązywać dyrektorzy szkół. Starostwo zażądało od nich programów naprawczych i szukania oszczędności, pomimo że sedno problemu leży daleko poza granicami ich kompetencji, a jedyne pole manewru, jakie mają, oznacza rozwiązania drastyczne.

W dyskusji wprawdzie nie wypowiedziano tego głośno, ale w jej tle raz po raz pojawiało się widmo zamykania najdroższych w utrzymaniu szkół z najmniejszym naborem. Zaraz po tym idą zwolnienia nauczycieli i jeszcze mocniejsze forsowanie tworzenia mniejszej liczby za to bardzo licznych klas. Budżet to pewnie uratuje, ale szkody, jakie wyrządzi w lokalnym systemie edukacji, trudne będą do powetowania.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama