Reklama

Czy na wigilijnych stołach może go zabraknąć? Zapytaliśmy hodowców z Podkarpacia

Wigilijna kolacja dla większości polskich rodzin nie może się odbyć bez karpia – króla świątecznej uczty. Zmieniający się klimat i drapieżniki polujące na ryby nie ułatwiają jednak producentom zadania, a coraz wyższe koszty produkcji sprawiają, że ceny ryb windują w górę. Czy karpia wystarczy w tym roku dla wszystkich pragnących celebrować świąteczną tradycję?

Dane Organizacji Producentów – Polski Karp, do której należą także gospodarstwa ulokowane bezpośrednio w naszym regionie, np. w Rudzie Różanieckiej czy Starzawie, wskazują, że w  2019 roku Polska odpowiadała za 28 proc. unijnego rynku, jeśli chodzi o produkcję karpia.

Większość z nas nie wyobraża sobie bez niego wigilijnego stołu, choć – jak mówią producenci – nie brakuje także w sprzedaży innych smacznych ryb z rodziny karpiowatych, które z powodzeniem mogłyby z karpiem konkurować – również cenowo.

O to, czy karpia wystarczy dla wszystkich w te święta, zapytaliśmy hodowców. Na problemy z dostępnością ryby składa się kilka czynników.

Reklama

– Na pewno nie sprzyja nam susza – mówi Andrzej Kubiczek, właściciel Gospodarstwa Rybackiego „Wisłok” w Sieniawie.

– Deficyt tlenu w wodzie i jej zbyt wysoka temperatura sprawiają, że przyrosty są mniejsze – wyjaśnia.

Ichtiolog Maciej Pietrucha z Gospodarstwa Rybackiego Raweco w Rudnej Małej, znajdującego się w samym sercu Rezerwatu przyrody Zabłocie niedaleko Rzeszowa, wskazuje na dwa główne powody deficytów, jeśli chodzi o ilość karpia dostępnego w sklepach.

– Pierwszym jest[paywall] zmieniający się klimat i wiążący się z nim deficyt wody. Żeby stawy mogły funkcjonować, a ryba w nich przeżyć, potrzebna jest woda, a stany wód gruntowych w ostatnim czasie są niskie i pojawił się problem. Nie wszystkie gospodarstwa dysponują doprowadzalnikami i nie wszystkie są położone w sąsiedztwie rzeki. Hodowcy muszą więc mądrze operować środowiskiem, żeby ubytki były jak najmniejsze. W ostatnich latach ciężko było wyprodukować odpowiednią liczbę ryb. Kolejny czynnik to drapieżniki, głównie ptactwo wodne. Aktualnie obowiązujące przepisy są takie, że większość z nich jest chronionych, więc i utrudniona jest gospodarka łowiecka na terenie stawów. Nawet samo płoszenie wymaga pozwolenia instytucji merytorycznych w tym zakresie, jak choćby Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska – mówi.

Reklama

Gorące lato karpiom nie sprzyja

Czy w tym roku z zakupem karpia powinniśmy się zatem pośpieszyć?

– Na pewno każdy hodowca i każdy gospodarz będzie się starał sprzedać cały swoje zapasy i trzeba przyznać, że nie powinien mieć z tym problemu, bo nadmiaru rzeczywiście nie ma, a zapotrzebowanie na karpia w okresie świąt jest naprawdę duże, bo jest w tym czasie najpopularniejszym daniem na naszych stołach. Mam nadzieję, że karp trafi w te święta do każdego, kto zechce kupić go na wigilię, choć nie mam stuprocentowej pewności – odpowiada M. Pietrucha. Z podobną nutą niepewności w głosie wypowiada się A. Kubiczek.

Reklama

– Tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Może się tak zdarzyć. Karp w święta musi być, więc popyt jest duży – mówi.

Czynniki niesprzyjające hodowli, jak problemy hydrologiczne i wysokie temperatury w okresie letnim, przekładają się też na wagę ryb. Jak podkreśla ichtiolog, czasem hodowcy w okresie największego przyrostu ryb zmuszeni są na pewien czas przerywać karmienie z uwagi na niewielką ilość tlenu w wodzie. A to oznacza, że karpie mają potem mniejszą masę.

Zapłacimy 40 procent więcej

Karpia w święta trudno sobie odmówić, więc większość z nas wysupła na niego fundusze, ale trzeba się liczyć ze wzrostem cen, nawet o kilkadziesiąt procent względem ubiegłorocznych stawek.

Reklama

– Jeśli chodzi o żywą rybę, bezpośrednio z gospodarstwa , to trzeba zapłacić około 30 złotych za kilogram. Surowiec o takiej wartości zmniejszy ryzyko braku rentowności hodowli. A czynnikiem wzrostu cen jest inflacja, która przekłada się na cenę między innymi zboża. Cena pszenicy w naszym regionie to jakieś 1500 złotych za tonę, a 2 lata temu wynosiła ona ok. 700 do 800 złotych za tonę. Zakup paszy to powyżej 50 procent kosztów produkcji, bo potrzebujemy jej dużej ilości. Dochodzą również inne koszty, tj. wynagrodzenia, amortyzacja, energia, paliwo etc. To wszystko przekłada się na cenę – wylicza M. Pietrucha.


Identyczny powód podaje A. Kubiczek.

Reklama

– W ciągu roku podstawowy produkt niezbędny do produkcji karpia, czyli zboże, podrożał o 100 procent. Do tego trzeba doliczyć wzrost cen paliwa, co sprawiło, że część firm ograniczyło produkcję. Za kilogram przygotowanego już, wypatroszonego karpia trzeba będzie dać około 35 złotych – mówi.

Zdrowy jak karp

Karp jest niejako przypisany do świąt Bożego Narodzenia, jednak hodowcy chcą odejść od stereotypu karpia jako wyłącznie świątecznej ryby i zachęcają do konsumowania go przez cały rok. Mają swoje argumenty, a te wydają się być przekonujące.

Reklama

– Ryby słodkowodne, a do takich zalicza się karp, są bardzo bezpiecznym i zdrowym produktem, w mojej opinii nawet bezpieczniejszym niż ryby morskie, które mogą być źródłem metali ciężkich zakumulowanych w mięsie – podkreśla ichtiolog Maciej Pietrucha z Gospodarstwa Rybackiego Raweco.

–  Karpie są karmione zazwyczaj paszą naturalną, czyli zbożami. Karp jest rybą bardzo wartościową, bogatą w nienasycone kwasy tłuszczowe Omega 3, Omega 6, witaminy z grupy B, a jego mięso jest średnio tłuste – dodaje.

Reklama

Na pytanie, czy mieszkańcy Podkarpacia sięgają w święta też po inne gatunki ryb niż karp, pan Maciej odpowiada, że zwyczaje – choć mocno zakorzenione – stopniowo się zmieniają i coraz częściej rezygnujemy z niego na rzecz amura, szczupaka czy tołpygi.

– Prywatnie zarówno ja, jak i moja żona jesteśmy amatorami trzeciej z wymienionych ryb. To tańszy wariant karpia, a tak samo smaczny, jeśli nie smaczniejszy – mówi.

– Tradycyjny karp w święta zawsze jednak zostanie numerem jeden. Obalam też wciąż pokutujący mit, że pachnie mułem, bo większość gospodarstw posiada dziś urządzenia hydrotechniczne, pozwalające na zniwelowanie niepożądanych zapachów – dodaje.

Reklama

Podsumowując, na ostatnią chwilę z karpiem czekać nie warto. A. Kubiczek przytacza  anegdotę z zeszłego roku, kiedy w Wigilię, tuż przed g. 17, prosto z drogi zajechał do niego klient, który poprosił o świeżego karpia.

– Jak do tej pory to był rekordzista – mówi pan Andrzej. – W Wigilię człowiek nikomu karpia nie odmówi. Wstałem od stołu i sprzedałem – kończy.


ug
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama