Historia tego miejsca pisana jest tysiącami klientów, niepowtarzalną atmosferą, zawsze uśmiechniętymi właścicielami, rarytasami podniebienia, które pamiętane i wspominane są przez lata. W ciągu dwóch godzin kultowy „Żaczek” zamienił się w pogorzelisko. – Odbudujemy nasz lokal! Być może za miesiąc, a może trochę dłużej ponownie zaprosimy w nasze progi miłych gości – zapewnił szef kawiarni-cukierni Jerzy Osieczko.
Za dwa lata „Żaczek” obchodzić będzie swoje 50-lecie. Jest najstarszą cukiernią w centrum Przemyśla.
– Wierzymy, że będziemy celebrować ten jubileusz razem z naszymi klientami w nowym, ale ciągle tym samym, legendarnym „Żaczku” – stwierdził pełen nadziei J. Osieczko.
W październiku 1974 r., Franciszek Olechnowicz rozpoczął działalność pod szyldem Koktajl-bar „Żaczek”. Najpierw, w czasach komuny, jako ajent, następnie od 1990 r. jako właściciel.
Na ścianach była boazeria, na suficie tzw. baranek. Były lody, popularna ambrozja, były jedyne w swoim rodzaju galaretkowe desery z bitą śmietaną... Od tamtego czasu wiele się w lokalu zmieniło. Począwszy od nazwy, gospodarza, załogi, asortymentu, skończywszy na wystroju wnętrza.
Koktajl-bar „Żaczek” przemianowany został na Cafe „Żaczek”, wokół wyrosła konkurencja, obroty nieco spadły. W latach 90., wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, w ofercie pojawiła się garmażerka, drożdżówki na słono, nieco później pizza sprzedawana na kawałki. J. Osieczko zetknął się z taką formą pod Wawelem i postanowił przenieść pomysł na przemyski grunt.
Pojawiały się i pierogi – ruskie, z kaszą gryczaną, kapustą czy szpinakiem. Transformację przeżył także wystrój sali. Ceglane ściany, drewniane belki podtrzymujące strop, nad stolikami zawisły reprodukcje szkiców przedstawiających Przemyśl sprzed lat. Uwagę przykuwał piękny, secesyjny kredens, stary zegar, piec zrekonstruowany z zabytkowych kafli.
– Chcąc wrócić w rodzinne strony babci, dziadkowie sprzedali swój dom na Mazurach, a z uzyskanych w ten sposób pieniędzy kupili maszynę do lodów. W tamtych czasach taki sprzęt był ogromną inwestycją. Najpierw dziadkowie, potem rodzice prowadzili działalność w tym samym miejscu, zgodnie z tą samą recepturą piekli drożdżówki, kremówkę, ręcznie lepili pierogi, parzyli kawę. Poza lodami szybko pojawiły się drożdżówki, ciasta, garmażerka i zadowoleni klienci. Dziadek Franek był nad wyraz otwartą i lubianą osobą, a każdą zakończoną sprawę kończył pudełkiem pączków. Bo jak sam mówił – przekupstwo jest wtedy, kiedy prezenty wręcza się przed, a nie po sprawie – wspomina J. Osieczko.
Była noc. Z wtorku na środę, 15 lutego br. Przed g. 2. Najprawdopodobniej jeden z mieszkańców tej lub pobliskiej kamienicy zauważył, że z „Żaczka” wydobywa się dym. Szybki telefon do Centrum Powiadamiania Ratunkowego i na miejscu błyskawicznie pojawiła się straż pożarna.
– Zgłoszenie otrzymaliśmy równo o godzinie drugiej w nocy. Na miejsce wyjechały trzy zastępy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej naszej komendy oraz strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej z Bolestraszyc. Łącznie w akcji wzięło udział osiemnastu strażaków. Kiedy przybyli na miejsce, ogień już trawił wnętrze lokalu. Akcja trwała około półtorej godziny i zakończyła się o 3.37. Oczywiście na miejscu byli również funkcjonariusze policji, którzy prowadzą postępowanie. Ma wyjaśnić przyczyny pożaru – powiedział rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Przemyślu brygadier Grzegorz Latusek.
W ciągu dwóch godzin kultowe miejsce zamieniło się w pogorzelisko.
– Przygotowywaliśmy się jak co roku do Tłustego Czwartku. U nas to wieloletnia tradycja. Wówczas przywożę do lokalu większy smażalnik. Jak się okazało, doszło do zbiegu fatalnych okoliczności. Urządzenie samoczynnie się uruchomiło, temperatura rosła i rosła, aż wreszcie pojawił się ogień. Straty wyceniam na około 100 tysięcy złotych. Spłonęły niemal wszystkie urządzenia w lokalu – zdradził J. Osieczko.
Pożar pochłonął piece, smażalniki, lodówki, stoły cukiernicze, wszystkie produkty. Cały lokal został zniszczony. Strażacy sprawdzili również klatkę schodową oraz lokal obok, w którym mieści się pizzeria. Na szczęście większych strat nie było. Nikt na szczęście nie ucierpiał.
– Choć zdajemy sobie sprawę, że własnymi siłami raczej nie będziemy w stanie pokryć strat, odbudujemy nasz lokal! Być może za miesiąc, a może nieco dłuższy czas ponownie zaprosimy w nasze progi miłych gości. Nie wyobrażamy sobie, aby nie kontynuować półwiecznej historii naszej rodziny i naszego miasta – zapewnił J. Osieczko.
Aby pomóc w odbudowaniu tego kultowego miejsca, szefostwo „Żaczka” zorganizowało zbiórkę pieniędzy na znanym portalu www.zrzutka.pl.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze