Za niespełna miesiąc będzie bronił tytułu mistrza Polski w kick-boxingu w formule full contact (kat. – 86 kg). Na koncie ma już złoty medal z Mistrzostw Świata w Dublinie, a pod koniec roku jedzie po złoto na Mistrzostwa Europy do Aten. Mateusz Kubiszyn, sportowiec i trener, na co dzień pracuje w straży pożarnej. Pełen energii i humoru mówi o szczytowym momencie swojego sportowego rozwoju.
– Mój ojciec zaraził mnie sportem. Już jako dzieciak zacząłem przygodę z gimnastyką, bieganiem i piłką nożną. Od zerówki trenowałem 8 lat karate tradycyjne. Później się okazało, że to dla mnie za mało. Wtedy w Lubaczowie pojawił się kick-boxing, lecz po roku treningów była przerwa spowodowana zamknięciem naszej sekcji. Podejmując naukę w Rzeszowie, wróciłem do kickboxingu. Pod koniec 2012 roku zacząłem treningi w Klubie Sportów Walki „Sokół” Jarosław, gdzie trenuję do dziś. Podjąłem też pracę jako ratownik medyczny, ale od początku 2015 roku pełnię służbę w Komendzie Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Tomaszowie Lubelskim.
– Tak, dopiero od trzech lat startuję w zawodach. Kiedyś wychodziłem na ring i szedłem na żywioł, do tego dochodziły emocje i stres. Dzięki trenerom kadry narodowej wyznaczyliśmy tor, którym mam podążać i razem z trenerem klubowym Jackiem Bronowskim stosowaliśmy te wskazówki w treningach, co szybko przyniosło efekty. Teraz w ringu czuję się jak u siebie i to ja rozdaję karty.
– Tak, w 2013 roku zdobyłem tytuł mistrza Polski i dalej wszystko szybko się potoczyło. Po mistrzostwach zadzwonił do mnie trener z wiadomością, że dostałem się do kadry narodowej. Wtedy zaczęła się współpraca z trenerami, zgrupowania kadry i wyjazdy na zawody. To trwa do dziś i mam nadzieję, że będzie trwać jak najdłużej. Tworzymy coś więcej niż drużynę, jesteśmy rodziną „La Familia Poland Full Contact Team”.
– Wszystko zależy od okresu przygotowawczego. Zaplanowany jest cały rok z góry i ustalone są priorytety. Czasem trenuję mocno i w dużych ilościach, nieraz mam aż 12 treningów w ciągu tygodnia, ale jest też okres, kiedy treningi są 3 razy w tygodniu. Równie ważne są regeneracja i dieta. Odpowiednia ilość snu, masaże, sauna i wiele innych zabiegów odnowy biologicznej to dla mnie najprzyjemniejsza część przygotowań. Startuję w kategorii wagowej -86 kg, a moja naturalna waga oscyluje w okolicach 90 kilogramów, więc przed zawodami muszę się troszkę odchudzić. Trochę dietetycznych wyrzeczeń, odpowiednie posiłki plus kilka indywidualnych metod pozwalają na zrzucenie nadwyżki i utrzymanie wagi na odpowiednim poziomie.
– W listopadzie zeszłego roku były moje pierwsze Mistrzostwa Świata w Dublinie. Powiedziałem sobie, że jadę po złoto i tak się stało. Jak każdy zawodnik, byłem pewny siebie, ale wiedziałem, że nie będzie lekko. Mimo wszystko po czterech pojedynkach wywalczyłem tytuł mistrza świata, spełniając swoje marzenia.
– Założenie na ten rok to nie przegrać ani jednej walki. Jedną przegraną mam już za sobą. Czasem trzeba zrobić krok w tył, żeby później zrobić trzy do przodu. To jest sport amatorski, my na tym nie zarabiamy. Rywalizacja musi być zdrowa i sportowa, ale bez spiny. W tym półroczu najważniejsze dla mnie są mistrzostwa Polski rozgrywane w kwietniu w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie będę bronić tytułu. W drugiej połowie roku jadę po tytuł mistrza Europy do Aten. Jeśli dobrze pójdzie, to jeszcze w tym roku uda mi się przeprowadzić do Poznania. Tam rozwój mojej kariery sportowej będzie szybszy, a to stworzy nowe możliwości. Ciężko będzie mi opuścić rodzinne strony i wszystko, co z nimi związane, ale jak już wcześniej wspomniałem, teraz najważniejszy jest dla mnie rozwój. Myślę również o walkach zawodowych. W tym roku chciałbym stoczyć przynajmniej jedną, a to byłby kolejny duży krok do przodu.
– Najważniejsze są marzenia. Marząc, określamy jakiś cel i codziennie się do tego celu przybliżamy. Nie jest ważne, ile razy po drodze się potkniemy czy upadniemy… Najważniejsze jest to, żeby za każdym razem wstać i iść dalej, bo co może być piękniejszego od spełnienia marzeń? Na tej drodze dowiadujemy się wszystkiego o sobie i otaczających nas ludziach.
Dziękuję mojej rodzinie i znajomym, na których zawsze mogę liczyć, za to, że wybaczają mi mój brak czasu i błędy, które popełniam, poznając siebie. Mojemu trenerowi Jackowi Bronowskiemu, bo to on we mnie uwierzył i poświęca swój czas, bym stał się jeszcze lepszy. Dziękuję też moim sponsorom: GAME OVER CYCLES, SKR Club Obsza, BBL-Service, Wypożyczalni Samochodów Odryj-Auto. Na koniec pozdrawiam całą La Familię Poland Full Contact Team, razem podbijemy świat!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze