Najczęściej wyobrażenia o pracy policji kształtujemy na podstawie programów typu „07 zgłoś się” lub filmów kryminalnych. Tymczasem codzienna praca funkcjonariuszy nie jest aż tak barwna ani obfitująca w akcje mrożące krew w żyłach. Nawet wtedy, kiedy dotyczy ratowania ludzkiego życia, tak jak to było w ubiegłym tygodniu.
Pierwsza sytuacja:
Oficer dyżurny przemyskiej policji odebrał telefon z informacją, że w rejonie torów w Buszkowiczkach jakiś mężczyzna prawdopodobnie chce się rzucić pod pociąg. We wskazany rejon skierował policjantów z wydziału wywiadowczo-interwencyjnego. Ci sprawdzili odcinek torów, ale nikogo tam nie znaleźli. O wszystkim została poinformowana przemyska komenda Straży Ochrony Kolei oraz[paywall] dyżurny ruchu stacji PKP Przemyśl i na czas potrzebny do wyjaśnienia sytuacji został wstrzymany ruch pociągów w obu kierunkach.
Tymczasem policjanci sprawdzali dalej i w rejonie rampy rozładunkowej przy ulicy Kolejowej w Żurawicy, tuż przy torach, zastali 35-letniego mieszkańca województwa wielkopolskiego, który w rozmowie z policjantami przyznał, że pokłócił się z rodziną, nie ma już dla kogo żyć i postanowił skończyć ze sobą. Policjanci przekazali mężczyznę zespołowi ratownictwa medycznego, który przewiózł go do szpitala.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze