– Rozsiada się na dobre w naszym domu, bo ma świetne warunki; za pieniądze, które zostały w kredensie, wymienia drzwi, bo mu się tak podoba i zaprasza wszystkich sąsiadów i za te pieniądze robi sobie wspólne grillowanie – oceniał postępowanie pełniącej obowiązki wójta Marii Tabin-Matusz radny, a jednocześnie kandydat w wyborach Jan Kipczak. – Przywracam normalność – deklarowała w odpowiedzi komisarz gminy. Kampania wyborcza w Wiązownicy w pełni.
Podczas ostatniej sesji rady gminy Wiązownica wszystkie inne omawiane kwestie przyćmiła wymiana zdań pomiędzy komisarz gminy Marią Tabin-Matusz a wiceprzewodniczącym rady Janem Kipczakiem. Dotyczyła ona organizacji spotkań z mieszkańcami w sołectwach, narracji dotyczącej działań M. Tabin-Matusz jako wójta, czy szczegółów odnośnie wizji sprawowania urzędu.
Padło kilka kontrowersyjnych zdań, a smaczku dyskusji dodał nie tylko fakt, że obydwoje z jej głównych bohaterów startują w wyścigu o fotel wójta, ale także i to, że[paywall] wyraźniej kształtuje się przebieg podziału sympatii i antypatii członków rady do poszczególnych kandydatów.
Choć kwestia zwoływania spotkań w sołectwach interesowała kilku radnych (próbowali oni ustalić ich status), najaktywniejszy w tych dociekaniach był Jan Kipczak. Jak wyjaśniał, jego zdaniem działania pani komisarz w tym względzie były formą zamachu na kompetencje sołtysów, rad sołeckich, ale przede wszystkim były niczym innym, jak wiecami wyborczymi, na które pozostali kandydaci musieli się wpraszać.
Nie to było jednak osią jego wypowiedzi. Mocno krytykował postępowanie M. Tabin-Matusz, wyrażając przekonanie, że pełni ona funkcję tymczasową, a zajmuje się sprawami, które rzutować będą na przyszłość gminy, którą po wyborach wcale kierować nie musi.
– Ogólnie przyjęte jest, że komisarz to osoba, która ma bezkonfliktowo przeprowadzić gminę do czasu wyborów – wyjaśniał swoje stanowisko, obrazując je barwnym przykładem.
– Wyobraźcie sobie, że wyjeżdżamy gdzieś i zostawiamy swój dom. Prosimy sąsiada, żeby zaopiekował się naszym domem, żeby podlał kwiatki, żeby nakarmił psa, sprawdził, czy się nie ulatania gaz. I co robi ten sąsiad? Przychodzi, rozsiada się na dobre w naszym domu, bo ma świetne warunki; za pieniądze, które zostały w kredensie, wymienia drzwi, bo mu się tak podoba i zaprasza wszystkich sąsiadów i za te pieniądze robi sobie wspólne grillowanie – mówił wiceprzewodniczący.
– A na pytanie „co robisz”, dopowiada, że wprowadza normalność – puentował.
Krytyki pani komisarz było więcej, radnemu nie podobała się narracja wyborcza prowadzona przez kandydatkę podczas spotkań z mieszańcami.
– Jestem na tych spotkaniach i słyszę, że przez te 14 dni udało się zrobić więcej, niż zrobiono przez ostatnie 40 lat – oburzał się. – Ja słyszę, że przez ostanie 2 lata dana wieś była opuszczona i należy się jej więcej… Jak my wglądamy? – dopytywał J. Kipczak.
Ale i na tym nie poprzestał. Uznał bowiem, że M. Tabin-Matusz zachowuje się, jakby w fotelu wójta spędziła co najmniej kilka kadencji, i choć w jego wypowiedzi pojawiło się kilka kurtuazyjnych zwrotów pod jej adresem, wyrażających szacunek dla osoby i dokonań zawodowych kontrkandydatki, radny podważał prawdziwość sloganów wyborczych i skalę promocji pani wójt.
M. Tabin-Matusz w tej dyskusji nie pozostała bierna. Ripostowała, że spotkania miały na celu konsultacje budżetu, bo taki właśnie ma styl pracy i takie standardy chciałaby wprowadzić do tutejszego urzędu jako wójt.
– Wychodzę z taką inicjatywą, bo tego chcą mieszkańcy – przekonywała, podkreślając, że w czasie, gdy pandemia nieco odpuściła, powodów do unikania kontaktu z mieszkańcami czy też „zamykania” urzędu nie było.
– Ja słucham głosu radnych, sołtysów i wszystkich mieszkańców – podkreślała. Odniosła się też do ironicznej oceny radnego w kwestii „wprowadzania normalności w gminie”.
– Tak, wprowadziłam normalność, ponieważ powiedziałam, że drzwi do urzędu zostały otwarte, bo one były do niedawna dosłownie zamknięte, a mieszkańcy zastanawiali się, dlaczego wszędzie dookoła urzędy pracują normalnie, a u nas są takie ograniczenia – tłumaczyła.
Rozprawiła się też z innym zarzutem radnego. – Dlaczego ja się zachowuję, jakbym tu była dwie kadencje? Bo ja mam doświadczenie. Wójtem nie byłam, ale cały czas byłam na stanowisku kierowniczym, zarządzałam dwiema instytucjami, wiem, jak wygląda praca w innym urzędzie – ripostowała.
Wreszcie na koniec, choć nie bezpośrednio, odniosła się do przytoczonej przez jej adwersarza opinii, podważającej pogląd, że „w 14 dni jej pracy zrobiono więcej niż przez 40 lat pracy jej poprzedników”. – Cóż ja państwu poradzę na to, że jest tyle rzeczy, które właśnie ruszyły, to są fakty – stwierdziła.
Która strona ma rację? Czy komisarz gminy rzeczywiście wprowadza w Wiązownicy normalność i nową jakość? A może grzeszy ona przesadną pewnością siebie, podważając osiągnięcia samorządowców poprzednich kadencji z 4-krotnie wybieranym w wyborach Marianem Ryznarem na czele?
Na te, a pewnie i kilka innych pytań uzyskamy odpowiedź już 5 grudnia, kiedy mieszkańcy wypowiedzą się w lokalach wyborczych. Jedno jest natomiast pewne: kampania, mimo nieobecności „gracza”, który w ostatnich latach nadawał jej ton, w gminie Wiązownica nie straciła ani trochę na temperaturze.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze