Reklama

O szpitalu naprawdę nie chce mi się już pisać

02/01/2019 07:57

Nie sądziłem, że nowy rok 2019 rozpoczniemy kolejnym tekstem opisującym problemy przemyskiego szpitala wojewódzkiego na Monte Cassino. Artykuł „Śmierć w szpitalu” z dzisiejszego wydania Życia Podkarpackiego to wstrząsająca relacja.

– Gdyby ktoś opowiedział mi taką historię, pewnie bym nie uwierzyła. Wielokrotnie czytałam o takich zdarzeniach, teraz mnie to dotknęło. Byłam zszokowana, bo wraz z umierającą matką, umierała moja nadzieja – powiedziała przemyślanka Alicja Solarska.

Kobieta opisuje 10-godzinny pobyt swojej matki: od chwili przyjęcia do szpitala do jej śmierci. Kobieta zarzuca lekarzom opieszałość działań i nieczułość podczas niezbędnych procedur medycznych. W całej opowieści chwali lekarza, który zdaniem pani Alicji jako jedyny wykazał się niezbędną w takich chwilach empatią. Kobieta wystosowała oficjalne pismo do dyrekcji szpitala, a ta ma dokładnie zbadać zdarzenie.

Reklama

Tak się dziwnie złożyło, że w jednym wydaniu ŻP zamieszczamy także tekst „Szpital, reformy. Podsumowanie”, analizujący dokonania przemyskiego szpitala. Paradoksalnie wynika z niego nienajgorsza kondycja przemyskiej placówki. A artykule piszemy: „dyrektor Piotr Ciompa wyliczał sukcesy przeprowadzonej restrukturyzacji. Oddział anestezjologii i intensywnej terapii uzyskał II stopień referencyjności, oddział onkologiczny poszerzył zakres oferowanej pomocy, a na oddziale kardiologicznym rozpoczęto wykonywanie zabiegów ablacji 3D. Na ukończeniu jest warta 15 mln zł inwestycja, w której ramach modernizację przejdzie pododdział kardiologii inwazyjnej i utworzony zostanie oddział rehabilitacji kardiologicznej. Zmiany dotknęły też okulistykę i urologię oraz pracownię rtg czy laboratorium. Szpital reaktywował też własną kuchnię”.

Od lat też piszemy o znaczących sukcesach przemyskich lekarzy.

I tu jak sadzę dotykamy sedna problemu. Nie biorę lekarzy w obronę. Pewnie nie wszyscy powinni wykonywać ten zawód, pewnie nie wszyscy radzą sobie ze stresem, ale wydaje mi się, że problem tkwi w systemie służby zdrowia. To on wymaga bardzo głębokiej reformy. Tak, aby te najważniejsze chwile – od przyjęcia pacjenta do szpitala po kontakt z lekarzem były jak najbardziej humanitarne. Reforma to rzecz urzędniczo-administracyjno-polityczna nie medyczna. Oby nastąpiła jak najszybciej.
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    redzio3majsię - niezalogowany 2019-01-02 08:43:17

    Ostatnio byłem tam i nasunęły mi się pytania...Do czego potrzebna jest wersalka w SOR?Dlaczego lekarze udzielają informacji tak zwięźle, że często jest to niezrozumiałe dla pacjentów i rodzin, są tak nieprzystępni?Dlaczego na przyjęcie i oczekiwanie na SOR w Przemyślu trwa po kilka - 4-6 godzin?Dlaczego przy pacjentach w ciężkim stanie są uchylane okna w zimie, ludzie leżą na przeciągach?Dlaczego na drogach ewakuacyjnych, korytarzach utrzymuje się smród z dymu tytoniowego (pali personel)?Dlaczego mam wrażenie, że pracownicy są jakby nietykalni - znieczuleni, niemili, opryskliwi i pracują jakby robiąc pacjentom wielką przysługę?Dlaczego personel jest zajęty jedzeniem posiłków przeznaczonych tylko dla pacjentów?Nie wiem, ale w prywatnym gabinecie jest inaczej...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    andrew - niezalogowany 2019-01-02 09:37:08

    Really very happy to say, your post is very interesting to read. I don't want to stop myself to say something about it. You’re doing a great job. Keep it up.[url=https://www.goassignmenthelp.com.au/pascal-assignment-help/]Pascal Assignment Help[\url]

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    PACJENT - niezalogowany 2019-01-02 10:49:40

    Przed kilkoma laty, wykryto u mnie dużego guza, lekarz rodzinny wystawił mi skierowanie (z podejrzeniem raka), do szpitala na dalszą diagnostykę. Na oddział urologiczny przemyskiego szpitala nie zostałem przyjęty, ponieważ lekarze wybierali sobie z kolejki przed drzwiami, tylko tych pacjentów, których już znali z własnych gabinetów prywatnych. Gdy kolejka znikła a ja zostałem sam, interweniowałem u lekarza dyżurnego, ten po obejrzeniu moich wyników, zwrócił się do mnie przez "ty" - chłopie, guz jest tak duży, że gdyby to było coś poważnego, to Ty już byś nie żył. Następnie przy użyciu długopisu pokreślił moje skierowanie i przerobił je na skierowanie do poradni specjalistycznej. Dziś żyję, lecz nie dzięki przemyskim urologom, guz miał 7 cm. i był to typ G-3, czyli najwyższy trzeci poziom złośliwości. Serdecznie dziękuję lekarzom urologom ze Szpitala im. Chopina w Rzeszowie za szybką operację.   

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości