Reklama

Polityczny Koziołek Matołek

15/06/2022 07:09

Kornel Makuszyński (1884 – 1953, uczeń miedzy innymi przemyskiego gimnazjum im. Juliusza Słowackiego) nie przypuszczał, że sympatyczny Koziołek Matołek nie będzie miał szczęścia do polityki i polityków. W PRL-u wersje graficzne bajki cenzura wielokrotnie zmieniała. Czujnym urzędnikom nie podobali się granatowi policjanci, rogatywki przedwojennych oficerów, modlący się w kościołach starsi i młodsi obywatele, a kolumnę Króla Zygmunta kazali zastąpić Pałacem Kultury. Wszyscy o niższym peselu niż 1970 pamiętają te profilaktyczne zabiegi.

Po akcji byłego już ministra od spraw samorządowych Michała Cieślaka (Partia Republikańska, Zjednoczonej Prawica), o którym nikt wcześniej nie słyszał i nie wiedział, czym się zajmuje, o Pacanowie i Koziołku Matołku znowu zrobiło się głośno. Dziennikarze świętokrzyskiej edycji „Gazety Wyborczej” opisali historię Agnieszki Głazek, naczelniczki poczty w Pacanowie.

Pani naczelnik ośmieliła się zwrócić uwagę ministrowi na szalejącą drożyznę. Minister najpierw zasugerował jej założenie własnej partii, jak się jej nie podoba PiS i Zjednoczona Prawica, a następnie wydał polecenie dyrektorowi Poczty Polskiej w Kielcach (swojemu koledze partyjnemu z Partii Republikańskiej), aby zwolnił naczelniczkę z Pacanowa w trybie natychmiastowym. Co ten natychmiast zamierzał wykonać.

Reklama

Plany obu panów pokrzyżował, przebywający w Sochaczewie prezes Jarosław Kaczyński, który w lot zrozumiał wizerunkowy blamaż PiS, dla którego małe miejscowości to gwarant dobrego wyniku wyborczego. Wydał jedno polecenie (czy konsultował je z premierem?) i minister zniknął z rządu, ale z polityki już nie. W ławach poselskich były minister przeczeka, aż sprawa przyschnie.

Historią tą w ubiegłym tygodniu żyli wszyscy. No może prawie wszyscy. Właściciele malutkiego sklepiku na jednym z przemyskich osiedli na przykład nic nie słyszeli o kłopotach pani naczelnik i pana ministra. – Nie mamy czasu oglądać telewizji. Ledwie zipiemy. Drożyzna nas dorzyna. Ktoś się nami zajmie, jak popłyniemy? – pytał mnie nie pierwszej już młodości właściciel sklepiku.

Reklama

Morał historii z Pacanowa, mimo happy endu, jest mało optymistyczny. Dzięki niezależnym dziennikarzom naczelniczka poczty co prawda pracy nie straciła, ale… Dziennikarze Onetu zadzwonili do kilkudziesięciu mieszkańców tego sympatycznego miasta. Poprosili o komentarz do historii z ministrem Cieślakiem. Nikt, dosłownie nikt nie odważył się z nimi rozmawiać. Wszyscy się bali. Wszyscy bali się mówić, co naprawdę myślą. Wszyscy drżeli o swoją pracę. – W małym mieście, jak się wychylisz, to zapomnij o dobrej robocie – podsumował jeden z mieszkańców. Czy tylko w Pacanowie ludzie boją się mówić, co myślą?              

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości