Kornel Makuszyński (1884 – 1953, uczeń miedzy innymi przemyskiego gimnazjum im. Juliusza Słowackiego) nie przypuszczał, że sympatyczny Koziołek Matołek nie będzie miał szczęścia do polityki i polityków. W PRL-u wersje graficzne bajki cenzura wielokrotnie zmieniała. Czujnym urzędnikom nie podobali się granatowi policjanci, rogatywki przedwojennych oficerów, modlący się w kościołach starsi i młodsi obywatele, a kolumnę Króla Zygmunta kazali zastąpić Pałacem Kultury. Wszyscy o niższym peselu niż 1970 pamiętają te profilaktyczne zabiegi.
Po akcji byłego już ministra od spraw samorządowych Michała Cieślaka (Partia Republikańska, Zjednoczonej Prawica), o którym nikt wcześniej nie słyszał i nie wiedział, czym się zajmuje, o Pacanowie i Koziołku Matołku znowu zrobiło się głośno. Dziennikarze świętokrzyskiej edycji „Gazety Wyborczej” opisali historię Agnieszki Głazek, naczelniczki poczty w Pacanowie.
Pani naczelnik ośmieliła się zwrócić uwagę ministrowi na szalejącą drożyznę. Minister najpierw zasugerował jej założenie własnej partii, jak się jej nie podoba PiS i Zjednoczona Prawica, a następnie wydał polecenie dyrektorowi Poczty Polskiej w Kielcach (swojemu koledze partyjnemu z Partii Republikańskiej), aby zwolnił naczelniczkę z Pacanowa w trybie natychmiastowym. Co ten natychmiast zamierzał wykonać.
Plany obu panów pokrzyżował, przebywający w Sochaczewie prezes Jarosław Kaczyński, który w lot zrozumiał wizerunkowy blamaż PiS, dla którego małe miejscowości to gwarant dobrego wyniku wyborczego. Wydał jedno polecenie (czy konsultował je z premierem?) i minister zniknął z rządu, ale z polityki już nie. W ławach poselskich były minister przeczeka, aż sprawa przyschnie.
Historią tą w ubiegłym tygodniu żyli wszyscy. No może prawie wszyscy. Właściciele malutkiego sklepiku na jednym z przemyskich osiedli na przykład nic nie słyszeli o kłopotach pani naczelnik i pana ministra. – Nie mamy czasu oglądać telewizji. Ledwie zipiemy. Drożyzna nas dorzyna. Ktoś się nami zajmie, jak popłyniemy? – pytał mnie nie pierwszej już młodości właściciel sklepiku.
Morał historii z Pacanowa, mimo happy endu, jest mało optymistyczny. Dzięki niezależnym dziennikarzom naczelniczka poczty co prawda pracy nie straciła, ale… Dziennikarze Onetu zadzwonili do kilkudziesięciu mieszkańców tego sympatycznego miasta. Poprosili o komentarz do historii z ministrem Cieślakiem. Nikt, dosłownie nikt nie odważył się z nimi rozmawiać. Wszyscy się bali. Wszyscy bali się mówić, co naprawdę myślą. Wszyscy drżeli o swoją pracę. – W małym mieście, jak się wychylisz, to zapomnij o dobrej robocie – podsumował jeden z mieszkańców. Czy tylko w Pacanowie ludzie boją się mówić, co myślą?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze