(…) Do ludzi związanych z PiS dotarło już, że muszą oddać władzę i sfrustrowani zaczynają mówić coraz głośniej o sprawach, na które do tej pory przymykali oczy – informuje tygodnik „Polityka”.
„Polityka” cytuje jednego z działaczy PiS na Podkarpaciu:
„To się w głowie nie mieści, że Marek Kuchciński (w październiku 2022 r. został szefem w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, od 2001 poseł na Sejm IV, V, VI, VII, VIII, IX i X kadencji, w latach 2010 – 2015 wicemarszałek Sejmu VI i VII kadencji; marszałek Sejmu VIII kadencji w latach 2015 – 2019, w latach 80. działacz podziemnych struktur „Solidarności”, więzień polityczny – od red.) zatrudnił w kancelarii premiera dzieci swoich bliskich znajomych, i to troje. Jedno z nich nie ma nawet skończonych studiów, a jedna z córek została zatrudniona kilka tygodni przed wyborami. Zatrudnieni pracownicy to córka starosty jasielskiego związanego z PiS Adama Pawlusia, syn wicemarszałka sejmiku województwa podkarpackiego Piotra Pilcha (to właśnie on nie posiada dyplomu wyższej uczelni) i córka Jana Musiała, byłego wojewody przemyskiego"
Reklama
– pisze „Polityka”.
Według informacji podanych przez Onet i „Politykę” Centrum Informacyjne Rządu potwierdziło, że jedna z wymienionych osób jest pracownikiem KPRM.
Po artykule w mediach społecznościowych rozgorzała dyskusja nie tylko o nepotyzmie politycznym i kumoterstwie w PiS, w tym konkretnym przypadku w KPRM, ale też o granicach krytyki medialnej. Czy powinna ona chronić dzieci polityków, szczególnie te, które nie pełnią funkcji publicznych? Najszybciej do informacji prasowych ustosunkował się wicemarszałek województwa podkarpackiego Piotr Pilch. Na swojej stronie FB wydał oświadczenie.
– Za wyjątkowo podłe uważam atakowanie mojej rodziny, piętnowanie i z nazwiska szkalowanie mojego dziecka, które nie jest osobą publiczną. Jest osobą wykonującą swoją pracę tak jak miliony innych osób w Polsce, na stanowisku zgodnym z jego kwalifikacjami i, zainteresowaniem, z adekwatnym wynagrodzeniem. Ocena pracy, przydatność i efektywność wykonywanych zadań należy do przełożonych, którzy mają prawo do doboru swoich współpracowników, niemniej z wielką satysfakcją jako rodzic przyjmowałem bardzo liczne od wielu osób wysokie oceny pracy syna, wg tych ocen realizowane projekty i powierzone zadania były wykonywane bardzo kompetentnie, terminowo i z pełnym powodzeniem. Syn jest studentem, kończy studia inżynierskie na SGGW w Warszawie, bardzo zdolnym, inteligentnym, świetnym organizatorem, bardzo komunikatywnym i doskonale znającym języki, posiada rzadką umiejętność symultanicznego tłumaczenia języka angielskiego
– napisał w oświadczeniu wicemarszałek Piotr Pilch.
W rozmowie z ŻP dodał:
– Atakowanie córki Jana Musiała (Jan Musiał: literaturoznawca, emerytowany nauczyciel akademicki i dziennikarz, doktor nauk humanistycznych, działacz opozycji w okresie PRL, senator I i II kadencji, wojewoda przemyski (1990 – 1992 – od red. ), który od ponad dwudziestu lat nie jest osobą publiczną, uważam za wyjątkowe świństwo. Aż szkoda komentować. Nie powinniśmy się zajmować osobami niepublicznymi. One mają swoją prywatność, swoje życie. Co innego politycy. Do nas można mieć różne uwagi, ale nie do dziecka, które jest zwykłym pracownikiem. To jest piętnowanie. To jest naprawdę nie w porządku. Mój syn nie zrobił nic złego. Pod moim oświadczeniem maiłem 300 pozytywnych wpisów. Zostawcie nasze dzieci w spokoju!
Reklama
– apeluje wicemarszałek Pilch.
Zapytaliśmy także wicemarszałka o to, czy po przegranych wyborach rozpoczęły się tarcia wewnątrz podkarpackich struktur PiS, stąd docierające do mediów informacje od członków PiS:
– Nie, to nieprawda. Ponadto w mojej ocenie obecne atakowanie czołowych polityków PiS jest próbą przesłonięcia prawdziwej afery, afery wiatrakowej
– twierdzi Pilch.
Jan Musiał poproszony przez nas o komentarz - odmówił.
Do sytuacji w odniósł się Adam Pawluś, starosta jasielski. Podkreślił, że jego córka w KPRM zatrudniona była przez miesiąc i parę dni od 21 sierpnia do 23 września – na zasadzie praktyki.
Podkreślił merytoryczne przygotowanie córki. Zaznaczył, że nigdy nie prosił o zatrudnienie córki w KPRM i zaprzeczył, jakoby miała uczestniczyć w jego kampanii wyborczej.
Artur Wilgucki
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze