Jest dopiero drugim profesorem oświaty w Jarosławiu, za to pierwszym i jedynym w dawnym województwie przemyskim pracującym w przedszkolu. O tym, czym jest dla niej zawód, który wykonuje, roli przedszkola w rozwoju dziecka, ale i o tym, dlaczego w zawodzie nauczyciela przedszkoli nie ma mężczyzn, rozmawiamy z dr Agatą Kolasą-Skibą, dyrektorką Miejskiego Przedszkola nr 9 im. Jana Brzechwy.
Żeby być dobrym nauczycielem trzeba się ciągle rozwijać?
– Zdecydowanie. Nie możemy spocząć na laurach , ponieważ wyzwania stawiają po prostu dzieci. Co roku przychodzą nowe, a każde inne. Każde z nich ma indywidualne predyspozycje. Tak jak my dorośli się różnimy, mamy różne zainteresowania, tak dzieci w tym względzie nie różnią się od dorosłych – każde wymaga indywidualnego podejścia i traktowania. Już w latach 90. obserwowałam bardzo wnikliwie dzieci, zadając sobie o nie pytania: na przykład dlaczego nie mogę nauczyć dziecka czytać. Zawsze chciałam wejść w psychikę dziecka, więc szukałam form doskonalenia, chodziłam na warsztaty, konferencje, odwoływałam się do autorytetów. Do rozwoju zawsze motywowało mnie dziecko. Bo dopiero nauczyciel, który[paywall] w pracy idzie naprzeciw swoim podopiecznym, jest wzorem do naśladowania. Kursy, szkolenia, studia nie mogą być też tylko dla „papierka”, trzeba to przełożyć na praktykę i doprowadzić do tego, że konkretne dziecko rozwinie się w przedszkolu, potem w szkole i poradzi sobie później w dorosłym życiu. Trzeba mieć wielkie serce, by kształcić małych ludzi.
Trudno zostać honorowym profesorem oświaty?
–Trzeba spełnić wiele wymogów opisanych we wniosku, między innymi mieć odpowiedni staż pracy, wybitne osiągnięcia w pracy z dzieckiem, być ekspertem w dziedzinie oświaty, pozytywne oddziaływać na nauczycieli, systematyczne uczestniczyć w różnych formach doskonalenia zawodowego, posiadać wysoki poziom kultury pedagogicznej, w tym wybitną umiejętność prowadzenia dialogu z dziećmi i rodzicami oraz nauczycielami, mieć wysoki poziom kultury języka, uznany dorobek zawodowy potwierdzony Medalem Komisji Edukacji Narodowej, nagrodami ministra, kuratora oświaty lub organów prowadzących szkoły i placówki, znaczący udział w przygotowaniu zawodowym przyszłych nauczycieli, posiadać publikacje dotyczące oświaty i problematyki edukacyjnej. Ja pisałam swój wniosek dwa lata, ciągle coś dopisując, ciągle coś zmieniając. Najtrudniejsze było wybranie tych znaczących kluczowych punktów, które miały wpływ na dziecko, rodzica, nauczyciela, na siebie, ale udało się ten wniosek – z dobrym skutkiem napisać.
Jakie znaczenie dla procesu zdobywania najwyższego stopnia rozwoju zawodowego, jaki może osiągnąć nauczyciel, miał fakt, że pracuje Pani w przedszkolu.
– Przyznanie mi tytułu honorowego profesora oświaty przyjęłam jako wyróżnienie dla mojego przedszkola i nauczyciela przedszkola. Od wielu lat kreuję wizerunek nauczycielki przedszkola odnoszącej ogromne sukcesy zawodowe. Jestem przykładem nauczyciela przedszkola posiadającego wysokie kwalifikacje, a zarazem pracowitego, ambitnego, twórczego, kreatywnego. Taki ma być współczesny nauczyciel. W naszym mieście, województwie buduję nowy wizerunek nauczyciela przedszkola. Pracujemy na najniższym szczeblu edukacji, dziecko trafia do nas zaraz po rodzinie. Każde dziecko jest z innego domu, ma inne wzorce i jest inaczej wychowywane. My w przedszkolu staramy się wprowadzać jedne zasady dla wszystkich. Niektórym dzieciom stosowanie się do nich przychodzi łatwo, innym trudniej. Zawsze chciałam pracować z dziećmi. Chciałam, żeby praca dawała mi przyjemność i satysfakcję. Nie wyobrażałam sobie siebie w innym zawodzie, choć nie jest to zawód łatwy. Trzeba być bardzo cierpliwym i otwartym na dzieci. Trzeba starać się rozumieć ich sposób myślenia. Otrzymujemy takie małe dziecko w nasze ręce i może się w wydawać, „co to takiego być nauczycielem przedszkola”. Nic bardziej mylnego. To tu się wszystko budzi. To my odkrywamy potencjał dziecka, dbamy o jego rozwój poprzez pracę z nim, dziecko chłonie jak gąbka, tylko trzeba je odpowiednio i mądrze poprowadzić. To tutaj w przedszkolu pracujemy nad wszystkimi sferami rozwoju dziecka – fizycznego, emocjonalnego, społecznego i intelektualnego. Praca w przedszkolu musi być doceniana, bo to fundament rozwoju małego człowieka. Sprawiamy, że dziecko później świetnie sobie radzi w szkole.
Wspomina Pani o nobilitacji grupy nauczycieli przedszkola, sygnalizując przy tym, że ten zawód nie zawsze jest dość ceniony. Jest to obecne nawet języku, częściej mówmy przecież „przedszkolanka” niż „nauczyciel”. Odwróćmy jednak punkt widzenia: czy nauczyciele przedszkola czują się mniej ważni, przyjmują tę łatkę, że stoją w hierarchii niżej od polonisty czy matematyka?
– Myślę, że czujemy swoją wartość i staramy się ją eksponować. Spotykamy się z nauczycielami edukacji wczesnoszkolnej, znamy nasze szkoły, badamy losy absolwentów, jest to dla nas ważne, jak nasi wychowankowie radzą sobie na kolejnych etapach edukacji i jesteśmy szalenie dumne, gdy osiągają sukcesy, biorą udział w konkursach, olimpiadach. Nie czujemy raczej tej bariery, że jesteśmy nauczycielkami przedszkola, a ktoś inny nauczycielem szkoły. Powiem więcej, te nauczycielki, które pracowały wcześniej w przedszkolu, a wybrały karierę na przykład w nauczaniu początkowym, bardzo cenią sobie pracę w przedszkolu, bo po prostu lepiej znają proces rozwoju dziecka.
O nauczycielach przedszkola mówi Pani w formie żeńskiej. To z całą pewnością sfeminizowany zawód i rzadko się zdarza, by pracował w nim mężczyzna. To efekt społecznego tabu, umownego podziału na zawody męskie i żeńskie czy raczej kwestia predyspozycji?
– Rzeczywiście, jakoś tak się przyjęło, że nauczyciel przedszkola to kobieta. To fakt, że w przedszkolach niewielu jest panów, w okolicy pracuje jeden mężczyzna w nauczaniu początkowym, zdarzają się też instruktorzy rytmiki, którzy w sumie świetnie sobie radzą, ale rzeczywiście mężczyzn w naszym gronie jest niewielu. Z czego to wynika? Chodzi chyba o predyspozycje, kobiety mają jednak poczucie, że lepiej radzimy sobie z dziećmi, to matczyne ciepło, bo malucha trzeba wziąć na kolana, kiedy płacze za mamą. Miewamy miękkie serca. My, kobiety, lubimy rozpieszczać, mężczyźni chyba częściej tworzą dystans.
Choć „urzędowo” osiągnęła Pani szczyt, to zapewne nie oznacza końca edukacyjnych pomysłów. Jakie plany na przyszłość ma drugi w Jarosławiu profesor oświaty?
– Chciałabym stworzyć gabinet integracji sensorycznej. Zmysły są podstawą naszego funkcjonowania. Jeśli dziecko niedosłyszy, to też nie mówi, jeśli niedowidzi, to też nie może dobrze funkcjonować, dlatego chciałbym taką salę wyposażyć, bo wierzę, że byłaby bardzo pomocna w rozwoju naszych dzieci. Marzy mi się oczywiście, by doskonalić się w tego rodzaju terapii obok logopedii i muzyki. Świetnie mogłabym te doświadczenia w terapii połączyć i wykorzystać. Cieszę się, że po 30 latach pracy w przedszkolu mój zapał do pracy nie gaśnie.
Na koniec poproszę Panią o praktyczną poradę. Jesteśmy na początku roku szkolonego, niektóre dzieci już się zaadaptowały, niektóre wciąż na przedszkole reagują płaczem. Jak sobie radzić w sytuacjach, gdy maluch ma problemy z chodzeniem do przedszkola?
– To nie zawsze dotyczy tylko dzieci, rodzice także miewają trudności z pozostawieniem dziecka w przedszkolu, stanowi to dla nich barierę, którą trudno przełamać, jednak ta troska „czy ja powierzyłam dobremu nauczycielowi swoje dziecko” jest wyraźna. Myślę, że tu droga może być tylko jedna: zaufanie. Zaufanie, że się wybrało dobre przedszkole, dobrych nauczycieli. Trzeba wierzyć, że nauczyciele mają takie metody i formy pracy, które bardzo ułatwią adaptację dziecka do warunków przedszkola, one potrafią doskonale przezwyciężać ból rozłąki. Dziecko pewnie trochę popłacze, ale to jest przejściowe, to szybko minie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze