11 nauczycielek przedszkoli pracujących w placówkach prowadzonych przez Instytut Komeńskiego dostało wypowiedzenia warunków płacy. Do 15 stycznia mają się określić, czy godzą się na 3/4 etatu i niższą pensję, czy rezygnują z pracy. Instytut straszy, że od marca w gminie nie zagwarantuje opieki przedszkolnej. Rada i komisarz gminy są zgodni, że do tego nie dojdzie, ale konkretne decyzje jeszcze nie zapadły.
W gminie Wiązownica za prowadzenie 11 punktów przedszkolnych odpowiada Instytut Komeńskiego. Opieką w tych niepublicznych przedszkolach objętych jest ponad 160 dzieciaków.
Ich rodzice nie płacą czesnego tak jak w innych tego typu placówkach – koszty utrzymania pokrywa dotacja z budżetu gminy. Problem w tym, że – jak informuje w piśmie skierowanym do rady gminy Monika Rościszewska-Woźny reprezentująca Instytut Komeńskiego – dotacja ta nie wystarcza.
Co ciekawe, nie bardzo wiadomo, gdzie tkwi problem. Anna Florek zajmująca się w gminie oświatą tłumaczyła, że sposób wyliczania dotacji jest bardzo skomplikowany (w równaniu uwzględnia się np. stawki z gminy Pawłosiów) i zawiera wiele zmiennych czynników. Konkluzja jest jednak taka, że brakować nie powinno.
To, co przedstawiciele Instytutu Komeńskiego nazwali obniżką, jest według A. Florek wyrównaniem dotacji do poziomu, na jaki strony się umówiły – w poprzednich kwartałach instytut dostawał nieco więcej, pod koniec roku ma dostać nieco mniej. Średnia ma się zgadzać.
– Z Komeńskiego otrzymaliśmy pismo, że aby przedszkole się utrzymało, na dziecko powinna być wypłacona kwota około 320 złotych. Przeanalizowałam to wszystko i wychodzi, że na dziecko wydajemy 317,31 złotych – tłumaczyła A. Florek.
Co ciekawe, obecni na posiedzeniu rady byli zgodni, że gmina na przedszkolach oszczędzać nie będzie. Zresztą w tym roku już raz podniosła poziom wydatków na nie.
– Ten temat poruszamy od października, ponieważ miałam tutaj delegacje rodziców i nauczycieli proszących, by się nad nim pochylić. Gmina Wiązownica będzie robić wszystko, żeby utrzymać te punkty przedszkolne, żeby utrzymać te miejsca pracy – zapewniała Maria Tabin-Matusz, pełniąca podówczas obowiązki komisarza gminy Wiązownica.
Zapowiadała przy tym, że gmina rozważa nawet rozwiązania przewidujące zastosowanie w przedszkolach stanowiących istotę zagadnienia zmian umożliwiających zatrudnianie kadr w oparciu o Kartę nauczyciela. W podobnym tonie wypowiadał się Krzysztof Socała, przewodniczący rady, który apelował, by dać sygnał pracującym w przedszkolach paniom, że problem wkrótce zostanie rozwiązany, aby miały spokojne święta.
Także on podkreślał, że gminę stać na to, by nie oszczędzać na przedszkolach, ale wskazywał też na problemy. Wymieniał wśród nich zbyt krótki dobowy czas funkcjonowania przedszkoli, ponadto krytykował fakt, że osoby w nich zatrudnione zarabiają tak źle. I oczywiście oba stanowiska uznać należy za zapowiedź pozytywnego zażegnana kryzysu, nawet jeśli dziś już wiemy, że problem będzie rozwiązywał nowy wójt.
Rodzi się tu jednak kłopotliwe pytanie: skoro jest tak dobrze i wszyscy widzą potrzebę zmian, to dlaczego dopiero widmo zawieszenia działalności przedszkoli doprowadziło do tego, że władze gminy nad problemami nauczycielek przedszkoli na swoim terenie pochylały się z większą uwagą?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze