100 euro. Tyle zaoferował najhojniejszy darczyńca za książeczkę „Rekinek Franio zdobywa przyjaciół”. Siostry Katarzyna i Joanna stworzyły ją dla walczącego z SMA 2-letniego przemyślanina. Dziś – wsparte przez ilustratorkę Alinę – serca i siły wkładają w wydanie publikacji dla kolejnych zmagających się z chorobą maluchów. Póki co własnym sumptem. 100 procent zysku trafia do dzieci.
Kosyłowie całą rodziną angażowali się w pomoc Franiowi. Od tego się zaczęło.
Piekli pączki, lepili pierogi, kolędowali z gitarą, prowadzili zbiórki w kościele i szkołach, stworzyli wiele licytacji...
– Moja 5-latka przynosiła swoje rzeczy i mówiła: mamo, ja tego już nie potrzebuję, a jest ładne, wystawmy na licytację. To było supermiłe. Łatwo się jednak zapętlić. Zaczęła mi dokuczać bezsenność. Stale się zastanawiałam, co mogę jeszcze zrobić.
Pomysł na pisanie książek charytatywnych w ramach zbiórek funduszy pojawił się podczas takiej bezsennej nocy, ale zawsze chciałam pisać dla dzieci! Mamy trójkę swoich: 5- i 3-letnie oraz roczniaka i bardzo dużo z nimi czytamy. Pierwszą książkę, „Rekinek Franio zdobywa przyjaciół”, napisaną dla Frania Karasia, współtworzyłam z siostrą Joanną Depczak.
Drukarnia Rubin z Krakowa z pomocą 3 innych za darmo wykonała i ofiarowała nam 500 pięknych egzemplarzy, okazując wielkie serce i hojność – opowiada autorka Katarzyna Kosyło.
1709ef35e632d20f56a1adbda33c244f.jpegSiostry pochodzą z Rożubowic. Kasia ukończyła I LO w Przemyślu i jest pedagożką przedszkolną i wczesnoszkolną po UMCS. Asia – jarosławską szkołę plastyczną i projektowanie graficzne 3D na ASP w Krakowie.
Książeczka zarobiła dla dzielnego przemyślanina niemal 9 tys. zł. Dodatkowo kilka tysięcy na licytacjach dla innych chorych dzieci. Przy kolejnej książce skład twórców poszerzyła zdolna i pracowita Alina Karbowniczek-Jucha z Żurawicy (absolwentka przemyskiego Ekonomika i studiów ekonomicznych w Krakowie).

fot.za zbiorów własnych
Ilustratorka sama zaoferowała pomoc po tym, jak wylicytowała książeczkę dla Frania. Dziewczyny postanowiły działać dalej. Kasia tekst pisze po nocach, gdy dzieci śpią. Praca zajmuje jej kilka dni. Najpierw rozrysowuje mapę myśli, obmyśla bohaterów.
– Możemy pisać opasłe tomy, ale liczy się czas. Uznałyśmy, że 20 stron jest optymalne. Historie przychodzą do mnie same. Chcę, aby były ciekawe dla dzieci, aby je czegoś uczyły. Piszę o lęku, przyjaźni, stereotypach, wkładam w nie altruistyczne treści, elementy wiedzy przyrodniczej. Przygotowuję się starannie – opowiada.

fot.za zbiorów własnych
Ilustracje na dającym wiele możliwości tablecie graficznym tworzy pracowita Alina Karbowniczek-Jucha z Żurawicy. Na każdej książeczce nadrukowany jest też kod QR prowadzący bezpośrednio do zbiórki.
Najdłużej powstają ilustracje, około 3 tygodni.
– Dziewczyny ostro tworzą. Alina wkłada mnóstwo pracy w ilustracje. Jest bardzo pracowita, empatyczna i superkreatywna. Jesteśmy szczęśliwe, że dołączyła. Asia tworzy gotowy plik, aby drukarnia nie miała dodatkowej pracy. I tak bardzo nam pomagają. Poświęca na to swój prywatny czas, wkłada serce i robi to skromnie, zakulisowo – mówi jej siostra.

„Misję Królika Aleksa” trio stworzyło dla Aleksa Żakowskiego z Chojnic, który podobnie jak Franio choruje na SMA. Chłopcu brakuje jeszcze ok. 1,5 mln zł na najdroższy lek świata. Sprzedaż książki trwa w sieci (grupa na FB: Razem w walce z SMA. Aleks Żakowski – Licytacje), a 100 procent dochodu zasila konto chłopca.
13 czerwca „Misja Królika Aleksa” była czytana przez Gosię Andrzejewicz podczas live’a „Artyści czytają dzieciom”. Dziewczyny zebrały środki na wydanie jej w 250 egzemplarzach, a drukarnia kolejny raz dodała od siebie 50 darmowych.
Właśnie ukończyły trzecią książkę dla Wiktorii Wróbel z Nowego Sącza. Ma 4 miesiące i zmaga się z najgorszym typem SMA. Liczy się każdy dzień, a zbiórka idzie powoli.
– Możemy obiecać, iż będzie piękna, pouczająca i ciekawa. Piszemy już czwartą książeczkę, również dla dziecka z SMA. Samo pisanie, ilustrowanie, korekta, skład i przygotowanie książki do druku nie są najbardziej wymagające. Najtrudniej znaleźć pieniądze na druk. Drugą książkę drukowałyśmy dzięki znajomym, rodzinie i naszym funduszom osobistym. By móc wydrukować trzecią książeczkę, też potrzebujemy wsparcia – mówi nieśmiało Kasia.
– Nie chcemy zakładać zbiórki. Jest tak wiele potrzebujących, którzy każdego dnia walczą o sprawność i życie. Im trzeba pomagać w ten sposób, więc staramy się jakoś zorganizować same. Może ktoś zechce wesprzeć nas groszem. Kwota, którą musimy zapłacić na fakturze, to 1200 złotych. Zysk jest jednak kilka razy wyższy i 100 procent przekazujemy dla dzieci! Nie zarabiamy ani grosza, raczej dokładamy. Jeśli ktoś wylicytuje wysoko, książkę często wysyłam na swój koszt, jakoś nie potrafię wziąć dodatkowo pieniędzy na wysyłkę. Tworzenie książeczek ma sens, cieszą się powodzeniem. Z Frania wszystkie znalazły darczyńców, z Aleksa zostało kilkanaście, akcja trwa. Liczymy, że teraz będzie podobnie. To fajna pamiątka dla ludzi zgromadzonych wokół zbiórek. Niektórzy deklarują, że tworzą z nich pamiątkową kolekcję – mówią.
autorka: Aleksandra Nowotyńska

fot.za zbiorów własnych
– Książki tworzymy w dość szybkim tempie, więc może nie są to dzieła sztuki, ale gwarantujemy, że wkładamy w nie całe swoje serca i talenty. Ze swoimi dziećmi czytałam je wiele razy, a moja 5-latka wciąż mówi: mamo, poczytaj mi jeszcze raz. Czuję się wtedy szczęśliwa. SMA nie czeka i codziennie odbiera dzieciom resztę sprawności i zdrowia. Pomagamy, jak umiemy. Jeśli ktoś zechce nas w tym wesprzeć, będziemy niezmiernie wdzięczne – deklaruje Kasia. Kontakt do autorki katarzyna.depczak@gmail.com.

fot.ze zbiorów własnych
SMS na numer 75365 o treści 0259655
Siepomaga https://www.siepomaga.pl/wiktoria-wrobel
SMS na numer 75365 treść 0146878
Siepomaga https://www.siepomaga.pl/aleks
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze