Reklama

Romanse z życia wzięte: Słoneczny piesek

31/08/2024 14:45

Siedziałem na ławce i czekałem na autobus. Jechałem do mechanika, który ma zakład w Dubiecku, żeby odebrać naprawiony samochód, bo u nas musiałbym zbyt długo czekać. Był początek marca 2022 roku. Pogrążony w myślach, nie zwracałem uwagi na ruch i hałas panujący na dworcu autobusowym. Ocknąłem się dopiero, kiedy usłyszałem pytanie skierowane do mnie, zadane męskim głosem:
– Możemy usiąść obok pana?


Przede mną zatrzymało się troje ludzi: wysoki mężczyzna w niebieskim, grubym kombinezonie, dźwigający olbrzymi plecak; kobieta w ocieplanym, ciemnozielonym dresie z kapturem, z trochę mniejszym plecakiem; i dziewczynka w zimowej kurtce, z małym plecakiem, ale i tak za dużym dla niej.

Reklama


– Oczywiście, że tak – odpowiedziałem, odsuwając się na skraj ławki.
W tym momencie przypomniałem sobie, że przecież trwa wojna, i zrozumiałem, że oni muszą być uchodźcami z Ukrainy.
Mężczyzna z trudem odstawił swój plecak, pomógł go zdjąć kobiecie, a potem spojrzeli w stronę dziewczynki, która kurczowo trzymała swój bagaż.


– Polinko, nie bój się, możesz na chwilę dać mi Reksia. Zaopiekuję się nim – powiedziała kobieta.
– Ja go nie dam, mamo. Chcieli mi go odebrać na granicy. Ja go nie dam – powiedziała dziewczynka i się rozpłakała.
– Ale nie zabrali, bo im nie pozwoliliśmy. To głównie twoja zasługa, Polinko. Stoczyłaś z nimi prawdziwy bój – ojciec wyciągnął rękę, by powoli zdjął plecak z ramion dziecka i podał go matce.

Reklama


Dopiero teraz dostrzegłem, że z plecaka wychyla głowę nieduży piesek. Kobieta ostrożnie wyjęła go. Był to maltańczyk, miał białe, gęste włosy i czarne jak węgiel, błyszczące oczy. Kiedy usiedli, kobieta oddała Reksia mężczyźnie, a sama wyjęła ze swojego plecaka reklamówkę pełną kanapek i termos. Jedli w milczeniu, dziewczynka przełknęła kilka kęsów, przytuliła się do mamy i prawie natychmiast zasnęła.


– Nie martw się kochanie, ta wojna się skończy. Wrócimy do domu, i będziemy żyć jak dawniej.
– Dokąd wrócimy? Przecież nasz dom zbombardowany. Nie mamy dokąd wrócić – powiedziała kobieta i jej ramiona zadrżały.
Widziałem ją z profilu. Po jej policzku, tym od mojej strony, powoli spływała łza, pozostawiając jaśniejszy ślad na skórze pokrytej prawie niewidoczną warstewką kurzu...

Płatny dostęp do treści

Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się

Pozostało 57% tekstu do przeczytania.

Wykup dostęp
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 31/08/2024 14:45
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama