Siedziałem na ławce i czekałem na autobus. Jechałem do mechanika, który ma zakład w Dubiecku, żeby odebrać naprawiony samochód, bo u nas musiałbym zbyt długo czekać. Był początek marca 2022 roku. Pogrążony w myślach, nie zwracałem uwagi na ruch i hałas panujący na dworcu autobusowym. Ocknąłem się dopiero, kiedy usłyszałem pytanie skierowane do mnie, zadane męskim głosem:
– Możemy usiąść obok pana?
Przede mną zatrzymało się troje ludzi: wysoki mężczyzna w niebieskim, grubym kombinezonie, dźwigający olbrzymi plecak; kobieta w ocieplanym, ciemnozielonym dresie z kapturem, z trochę mniejszym plecakiem; i dziewczynka w zimowej kurtce, z małym plecakiem, ale i tak za dużym dla niej.
– Oczywiście, że tak – odpowiedziałem, odsuwając się na skraj ławki.
W tym momencie przypomniałem sobie, że przecież trwa wojna, i zrozumiałem, że oni muszą być uchodźcami z Ukrainy.
Mężczyzna z trudem odstawił swój plecak, pomógł go zdjąć kobiecie, a potem spojrzeli w stronę dziewczynki, która kurczowo trzymała swój bagaż.
– Polinko, nie bój się, możesz na chwilę dać mi Reksia. Zaopiekuję się nim – powiedziała kobieta.
– Ja go nie dam, mamo. Chcieli mi go odebrać na granicy. Ja go nie dam – powiedziała dziewczynka i się rozpłakała.
– Ale nie zabrali, bo im nie pozwoliliśmy. To głównie twoja zasługa, Polinko. Stoczyłaś z nimi prawdziwy bój – ojciec wyciągnął rękę, by powoli zdjął plecak z ramion dziecka i podał go matce.
Dopiero teraz dostrzegłem, że z plecaka wychyla głowę nieduży piesek. Kobieta ostrożnie wyjęła go. Był to maltańczyk, miał białe, gęste włosy i czarne jak węgiel, błyszczące oczy. Kiedy usiedli, kobieta oddała Reksia mężczyźnie, a sama wyjęła ze swojego plecaka reklamówkę pełną kanapek i termos. Jedli w milczeniu, dziewczynka przełknęła kilka kęsów, przytuliła się do mamy i prawie natychmiast zasnęła.
– Nie martw się kochanie, ta wojna się skończy. Wrócimy do domu, i będziemy żyć jak dawniej.
– Dokąd wrócimy? Przecież nasz dom zbombardowany. Nie mamy dokąd wrócić – powiedziała kobieta i jej ramiona zadrżały.
Widziałem ją z profilu. Po jej policzku, tym od mojej strony, powoli spływała łza, pozostawiając jaśniejszy ślad na skórze pokrytej prawie niewidoczną warstewką kurzu...
Przeczytałeś tylko fragment tekstu. Chcesz przeczytać całość i inne artykuły premium? Nieograniczony dostęp do pełnych tekstów od 19 groszy dziennie! Masz już wykupiony dostęp? Zaloguj się
Pozostało 57% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze