–W Polsce nie ma już dla Matyldy pomocy. Jedyną szansą jest operacja w Bostonie. Jej koszt to ponad milion złotych. Dla nas suma nierealna. Bez wsparcia i pomocy ludzi dobrego serca nie jesteśmy w stanie tego udźwignąć... Przeraża nas, że możemy nie zdążyć uratować naszego jedynego dziecka. Błagamy o pomoc– mówią Joanna i Mateusz Momotowie- rodzice niespełna dwuletniej Matyldy.
– Gdy badania prenatalne wykazały wadę serca u naszej wyczekanej córeczki, najpierw byliśmy przerażeni. Dowiedzieliśmy się jednak, że po operacji Matyldzia będzie mogła normalnie żyć – to nas uspokoiło. Ale najgorsze miało dopiero nadejść… Nie sądziliśmy, że za rok rozpoczniemy walkę o jej życie, o zebranie gigantycznej kwoty na operację w USA, bo tylko ona ocali naszą córeczkę! I że będziemy prosić o pomoc, bo sami jej nie uratujemy– rozpoczynają historię walki o dziecko rodzice dziewczynki.
Pierwszą wadą, którą wykryli lekarze było VSD, czyli ubytek przegrody międzykomorowej. Wówczas specjaliści uspokajali– wystarczy operacja. Gdy dziewczynka się urodziła, neonatolog wykrył zwężenie zastawki mitralnej.
To zdecydowanie poważniejszy problem, z którym w polska medycyna jeszcze sobie nie radzi.
Pierwszą operację, Matylda przeszła mając 3 miesiące. Rozwiązała problem VSD. Nad problemem zastawki mitralnej, lekarze pochyli się nieco później, bo gdy dziewczynka miała roczek.
– Operacja odbyła się w krążeniu pozaustrojowym i hipotermii ogólnej. Organizm córeczki został maksymalnie wychłodzony, by uniknąć niebezpiecznych powikłań. Dostaliśmy informację, że takich operacji w Polsce robi się bardzo mało i szansę jej powodzenia są 50:50…
Drżeliśmy ze strachu, ale udało się! Lekarz powiedział nam, że dostaliśmy więcej czasu, ale główny problem nie zniknął. Niestety – w Polsce dla Matyldzi nie ma ratunku. Jedynym rozwiązaniem tutaj jest wszczepienie sztucznej zastawki, która nie rośnie wraz z dzieckiem, dlatego konieczne są częste reoperacje. Każda z nich obarczona jest gigantycznym ryzykiem, tak samo, jak czas między operacjami… Lekarz powiedział, że znał 3 dzieci, które były leczone takim sposobem. Wszystkie zmarły… – opowiadają państwo Momotowie.
Na obecną chwilę, rodzina Momotów opiera się na konsultacjach, badaniach kontrolnych i częstych wizytach u specjalistów. To jednak nie wystarczy.
Jedyną szansą dla Matyldy jest operacja w bostońskim ośrodku specjalizującym się w takich operacjach. Na nią potrzeba jednak pieniędzy.
Rodzice dziewczynki założyli zbiórkę środków na portalu https://www.siepomaga.pl/matylda-momot. Zachęcamy do wsparcia Matyldy. 20 miesięcy życia to dopiero początek.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze