Po odnalezieniu na ich terenie sztyletu sprzed 2,5 tysiąca lat, żelaznej siekierki tulejowej i kilku artefaktów nieco młodszych, na początku grudnia potwierdzono kolejne znalezisko – to znów przedmioty z brązu, tym razem nagolenniki.
Krzysztof Opic, członek Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego „Galicja” nie po raz pierwszy jest bohaterem naszych doniesień. Godziny spędzone na bezludziach z wykrywaczem w dłoni, przychylność Nadleśnictwa Sieniawa, nos szperacza, ale i sporo szczęścia sprawiają, że ma na swoim koncie kilka bardzo cennych znalezisk[paywall].
Ostatnie to brązowe nagolenniki. Choć z pozoru wyglądają dość niepozornie, a złośliwcy rozpoznają w nich pociętą sprężynę wspierającą zawieszenia niektórych modeli samochodów, to ich wartości trudno nie docenić. Przede wszystkim według wstępnych badań mają prawie 3 tys. lat i wykonane zostały prawdopodobnie we wczesnej epoce żelaza, a więc w VII – VI wieku p.n.e. Po drugie artefakty były w swoim czasie prawdziwym skarbem – do ich produkcji zużyto sporo surowca. Archeolodzy zastanawiają się teraz, dlaczego przedmioty znalazły się w miejscu, gdzie je znaleziono. Jak podejrzewają, nagolenniki mogły być darem wotywnym, elementem religijnego rytuału, którego sens jest dla współczesnych niejasny. Ciekawą zagadką jest też to, kto zdeponował skarb. Jego wartość każe zastanawiać się, czy była to na przykład bardzo zamożna osobistość, a może na tak cenny depozyt złożyło się kilka osób. To z kolei prowadzi nas do trzeciego powodu, dla którego znalezisko jest tak ważne. Coraz częściej bowiem przy okazji znalezisk podejmowanych w lasach nadleśnictwa Sieniawa powtarza się, choć nadal nieśmiało, że w okolicy w epoce brązu lub żelaza mogła funkcjonować całkiem duża osada. Mnogość cennych przedmiotów tu znajdowanych nie przesądza wprawdzie o niczym, bo dopóki nie zostaną przeprowadzone specjalistyczne badania, nie będziemy mieć żadnej pewności, ale jednocześnie alarmowe światełko powinno się zapalić. Trudno bowiem przypuszczać, że tak wiele wartościowych przedmiotów zdeponowano z dala od cywilizacji albo w miejscu mało znaczącym. Taki scenariusz podpowiada przede wszystkim rozpalona wyobraźnia. Na razie wiemy, że K. Opic zamknął kolejny rok fantastycznym znaleziskiem, a nagolenniki trafiły do konserwacji i naukowego opracowania do Instytutu Archeologii Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze