Końcówka 2018 roku bardziej niż sielski obrazek betlejemskiej szopki przypominała sagę o Kargulach i Pawlakach. Sparafrazowany cytat z tego filmu dał zresztą tytuł niniejszemu tekstowi. To, co się działo pod koniec grudnia, wypisz wymaluj przypominało bowiem scenę, w której nestorka rodu z niezapomnianymi słowami o sprawiedliwości po właściwej stronie ładowała do odświętnego garnituru Pawlaka kilka granatów zaczepnych.
Niezłomna wiara w słuszność własnych racji i bezwzględne realizowanie własnych celów – niezależnie od okoliczności – rodem z Samych swoich przyświecała grudniowym ruchom na scenie politycznej Jarosławia. Najpierw „prezent” pod choinkę zrobił W. Paluch swojej skarbnik miasta, wręczając jej wypowiedzenie po 25 latach pracy w urzędzie. Kilka dni później przed tym samym losem uchronili radni powiatowi swojego kolegę Z. Piskorza, dyrektora w UM, który także utracił zaufanie burmistrza. Po tym fakcie starosta całą procedurę określił mianem obrzydliwego politycznego ataku. Wreszcie obrazu jarosławskich świąt w krzywym zwierciadle dopełniła miejska wigilia, na której w zależności od punktu widzenia radni z drużyny Palucha integrowali się ze społeczeństwem lub lansowali, mizdrząc się do elektoratu. Symptomatyczne, że wydarzenie to zbojkotowali radni PiS, żaden z nich koncertu kolęd w wykonaniu frakcji rządzącej nie wysłuchał, że o przełamaniu się opłatkiem nie wspomnę. A może trochę szkoda, bo jakkolwiek swoje powody do zignorowania tej wigilii mieli, to jednak szły święta, było nie było, miłości i pokoju. Ta końcówka grudnia pokazała jednak, że granica pomiędzy politycznymi opcjami zamieniła się w systematycznie przez obie strony pogłębianą przepaść, przez którą kładki nie było w stanie przerzucić nawet Boże Narodzenie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Oby kiedyś tak było :)