Pierwszy śnieg, pierwszy mróz i jak co roku z początkiem zimy służby, oprócz normalnych zadań, muszą zwracać szczególną uwagę na bezdomnych, najbardziej zagrożonych kaprysami pogody.
W poniedziałek, 4 grudnia, o czternastej pięćdziesiąt dyżurny Straży Miejskiej w Przemyślu odebrał zgłoszenie, że pod mostem Orląt jest jakiś bezdomny.
– Nie mogliśmy go znaleźć. Aż wreszcie się okazało, że pod przyczółkiem mostu, od zasańskiej strony, w załomie betonowej półki leży jakiś mężczyzna. Miał sine usta i był już wyziębiony tak bardzo, że nie mógł samodzielnie się ruszać. Trudno było do niego dotrzeć, ale jakoś udało się nam wydostać go stamtąd wydostać i przekazaliśmy czterdziestoletniego mieszkańca Przemyśla załodze karetki. W takim stanie, przy tym mrozie, nie miał szans, żeby przeżyć do rana
Reklama
– mówi strażnik.
Trzy godziny później w Schronisku Brata Alberta rozpoczęła się trzecia edycja akcji „Talerz gorącej zupy”, zorganizowana z inicjatywy radnych: Macieja Kamińskiego, Janusza Zapotockiego i Andrzeja Beresteckiego, przy wsparciu przemyskiego koła Towarzystwa Pomocy im. św. Brata Alberta. Celem akcji jest zapewnienie bezdomnym ciepłych posiłków i niezbędnej opieki. Pan Jan, naczelny kucharz schroniska, wiedząc dobrze, czego potrzebują bezdomni, przygotował kocioł pożywnej zupy kartoflanej, do której – oprócz serca – dołożył niezbędne składniki, które zapewnili sponsorzy akcji.
Kolejnym zadaniem było dostarczenie zupy potrzebującym. Tym zajęli się strażnicy. Z gorącą zupą w styropianowych kubkach, zabezpieczonych przed wychłodzeniem w termoizolacyjnym pojemniku, ruszyli w miasto, w znane sobie miejsca, gdzie mogą przebywać bezdomni. Pierwszego wypatrzyli na skrzyżowaniu przy ulicy Rogozińskiego. Starszy mężczyzna szedł wolno, ciągnąc wózek z całym swoim dobytkiem.
– Niczego nie potrzebuję. Dajcie mi święty spokój
– odburknął strażnikowi, który zaproponował mu gorącą zupę. No cóż, są też tacy. Zupa pojechała dalej. W zrujnowanym baraku przy Czarnieckiego nie było nikogo. Na terenie parku Lubomirskich ślady na śniegu świadczyły, że ktoś korzysta z pustostanu, ale legowisko w stercie śmieci było puste. Podobnie było w innych lokalizacjach, doskonale znanych strażnikom.
– To dopiero początek zimy, jeszcze nie mamy pełnego rozpoznania, bo bezdomni, których w mieście jest około dziesięciu, zmieniają swoje miejsca. Niektórzy już umarli, ale na ich miejsce pojawiają się nowi. Naszym zadaniem jest ustalić miejsca, w których koczują i zapewnić im niezbędną pomoc, jak choćby ten kubek gorącej zupy, która czasem może uratować im życie
– wyjaśnia strażnik.
Służby apelują do wszystkich mieszkańców, by szczególnie w okresie zimowym nie byli obojętni na osoby leżące na przystankach, koczujące w piwnicach, na klatkach i strychach, albo kręcące się w okolicy pustostanów, czy na działkach. W przypadku zauważenia takich osób należy powiadomić straż miejską lub policję. Taki jeden telefon może uratować komuś życie.
J.S
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze