Reklama

Traktorzysta profesjonalista

22/09/2018 07:42

Kazimierz miał wszelkie podstawy, żeby nazywać się profesjonalnym traktorzystą. Miał uprawnienia, traktor z osprzętem, kilka maszyn i świadczył usługi z zakresu transportu i wszelakich prac polowych. Nie miał tylko zarejestrowanej działalności ani szyldu na płocie przed domem. Akurat taka reklama nie była mu potrzebna.

W wiosce wszyscy go znali i kiedy go potrzebowali, wiedzieli, gdzie trafić. Kazimierzowi taka robota bardzo odpowiadała, bo rodziny jeszcze nie miał na utrzymaniu i mieszkał z rodzicami. Jednak najważniejsze było to, że nie musiał zrywać się bladym świtem. Owszem, kiedy trzeba było, potrafił harować po piętnaście godzin bez przerwy, ale to zdarzało się rzadko. W polu, jak to w polu, godzina czy jeden dzień później nie robi różnicy. W lipcu pogoda wybitnie nie zachęcała do pracy, bo albo grzało niemiłosiernie, albo padało. Jednak żyć z czegoś trzeba i Kazimierz podjął się wykoszenia dwóch dużych łąk. Tym razem zabrał się do pracy bardzo wcześnie, kiedy jeszcze nie było upału. Podpiął kosiarkę do traktora i pojechał kosić. Po drodze zatrzymał się koło sklepu i przewidując, że będzie grzało, wypił piwo, a następnych pięć zapakował do kabiny. Kiedy dojechał na łąkę, słoneczko już było wysoko i po pół godzinie koszenia ociekał potem, a w kabinie było ponad pięćdziesiąt stopni. Piwo przezornie schował w cieniu pod krzakiem i co pół godziny skręcał i podjeżdżał w to miejsce. Ponieważ wybierał zawsze najkrótszą drogę i nie wyłączał kosiarki, na łące pojawiły się wykoszone esy floresy, a po kolejnych piwach wykoszone ślady coraz bardziej się plątały.

Zauważył to właściciel sąsiedniej łąki, którą Kazimierz też miał kosić i zapytał go, czemu tak jeździ, zamiast kosić jak przystało. Kazimierz odburknął, że tak mu się podoba i takie znaki widać nawet z kosmosu. Szybko się jednak zreflektował, że może stracić robotę i obiecał kosić drugą łąkę bez żadnych udziwnień. Żeby to zademonstrować, zawrócił i wjechał na sąsiednią łąkę. Właściciel biegł za traktorem, krzycząc coś i machając rękami, ale Kazimierz nie oglądał się, tylko kosił równo, jak leci. W tym rozpędzie wykosił sadzonki drzew w dwuletniej szkółce, o której właściciel nie zdążył mu powiedzieć. Nie ma się więc co dziwić, że – załamany szkodą – postanowił nie darować tego Kazimierzowi i powiadomił policję. Patrol zatrzymał Kazimierza już na drodze publicznej. Wydmuchał prawie półtora promila i teraz, nie mając uprawnień, Kazimierz już nie może mówić, że jest profesjonalistą. jot
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości