Reklama

Zaczęło się od zakrętu

01/08/2023 06:59

KRYMINAŁEK

Lato w pełni. Słoneczko świeci, ale nie dla wszystkich. Tylko dla tych, którzy sobie zasłużyli. Marcin sobie nie zasłużył i od dawna nie widział słońca. Okna jego celi wychodzą na północ i są przysłonięte blindami, a dodatkowo za złe zachowanie odebrano mu prawo do spacerów. W życiu mu się układało, ale – jak to często bywa – znalazł się na zakręcie. Dosłownie i w przenośni. W pogoni za kasą wyjechał do Anglii i załapał się na kierowcę w niewielkiej firmie transportowej. Wszystko szło dobrze, aż któregoś dnia podkusiło go, żeby służbowym autem pojechać do kolegów z sąsiedniej miejscowości.

Kiedy wracał, na zakręcie stracił panowanie nad pojazdem i wydzwonił w barierkę ochronną. Jemu nic się nie stało, ale auto nie nadawało się do jazdy. Gdyby nie parę szklaneczek „łyskacza”, które wypił z kolegami, pewnie by jakoś sobie z tym poradził, ale wpadł w panikę i nic nikomu nie mówiąc, postanowił prysnąć do ojczyzny.

Reklama

Po powrocie do swojej miejscowości kilka miesięcy żył w strachu i wtedy (jak sam potem przyznał) wpadł w złe towarzystwo. Skumplował się z niejakim Tadeuszem, niebieskim ptakiem, co to nie sieje, nie orze, a kasę zawsze ma. Jeździli razem tadkowym autem na długie wypady i wtedy Marcin poznał różne sposoby na dolce vita. Na przykład: późną nocą zatrzymywali się pół kilometra przed stacją paliw. Tadek wyjmował z bagażnika komplet blach z obcymi numerami i przyklejał na swoje tablice. Reszty można się domyślać. Kaptur na głowę, tankowanie pod korek i gaz do dechy. Kiedyś wracali nad ranem z jakiegoś wypadu i Tadek zauważył fajny rower oparty o siatkę. Zatrzymał samochód pięćdziesiąt metrów dalej, kazał Maćkowi złożyć tylne siedzenia, a sam poszedł po bicykl.

Dwa dni później pojechali kilkadziesiąt kilometrów dalej i rower od ręki sprzedali. Kiedy kasa zaczęła się kończyć, znowu ruszyli w rejs. Objeździli miejscowości w promieniu stu kilometrów i mieli niezłe rozpoznanie w terenie. Najpierw zatankowali swoim sposobem, następnie pojechali kilkadziesiąt kilometrów do małej wioski, w której wcześniej zauważyli przy sklepie punkt wymiany butli. Tadek rozciął klatkę z metalowej siatki, a Maciek ładował butle do auta. Wpadli, bo monitoring wprawdzie nie obejmował klatki z butlami, ale bardzo dokładnie zarejestrował tablice rejestracyjne, te prawdziwe. Natomiast fałszywe policjanci znaleźli w bagażniku. Sąd ocenił ich działalność i obu przywalił po dwa lata. 

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama