Reklama

Nasza chata

20/07/2023 06:20

KRYMINAŁEK

Pewnego kwietniowego dnia słoneczko przygrzało i tak pachniało wiosną, że trzej uczniowie drugiej klasy jednej z ponadpodstawowych szkół postanowili odpuścić sobie lekcje i pójść na wagary. W galerii mógł ich zobaczyć ktoś znajomy, więc postanowili wyskoczyć za miasto, żeby zwiedzić zniszczony radziecki bunkier z drugiej wojny. Cztery przystanki i byli w innym świecie, w którym można odpocząć od szkolnych trudów. Militarny zabytek okazał się zarośniętą chaszczami betonową ruiną. Na dokładną eksplorację nie byli przygotowani, więc pozaglądali tylko pod betonowe bloki i poszli się powłóczyć po wiosce. Już na skraju zainteresowało ich gospodarstwo, które wyglądało na opuszczone.

Wyszczerbiony parkan, mały drewniany domek, pusta psia buda i stara studnia na korbę aż zachęcały do dokładniejszego oglądnięcia. Pajęczyny w oknach trochę utrudniały zajrzenie do środka, ale któryś z nich odkrył, że jedno okno da się otworzyć. Weszli do wnętrza i ostrożnie rozglądali się po miniaturowej kuchni i dwóch niewielkich izdebkach. Pusta szafa, dwa łóżka równo zaścielone kocami, kilka kartonów z jakimiś szpargałami. Wszystko było takie tajemnicze i ciekawe. Do spenetrowania został jeszcze strych, ale jak na jeden dzień wystarczyło wrażeń, a poza tym niedługo mieli autobus.

Reklama

Dwa tygodnie później nasi bohaterowie znowu prysnęli z lekcji. Któryś zaproponował: – Jedziemy do naszej chaty. W domu od ostatniego razu nic się nie zmieniło, więc byli pewni, że nikt tu nie zaglądał i śmielej sobie poczynali. Jeden sprawdził zawartość szuflad, drugi wdrapał się na strych, a trzeci krzątał się po kuchni i w nieczynnej lodówce znalazł butelkę z czerwonym płynem. Odkręcił, powąchał i zawołał kolegów. Wspólnie doszli do wniosku, że to nic innego, tylko wiśniowa nalewka. Oprócz aromatu miała też swoją moc, bo kiedy skończyli degustację, horyzont zaczął się chwiać. Któryś z nich otworzył od wewnątrz drzwi wejściowe, wyszedł i stanął oko w oko z jakimś starszym mężczyzną.

To był sąsiad, który na prośbę właściciela doglądał gospodarstwa i przyszedł zaniepokojony hałasem. Chłopcy dali dyla przez okno, a sąsiad zadzwonił na policję. Patrol zatrzymał sprawców włamania na przystanku. Przyjechał właściciel i stwierdził, że nic nie zginęło, tylko sprawcy nieźle nabałaganili. Całe szczęście, bo sąd rodzinny nie będzie musiał karać chłopców za kradzież, tylko za włamanie.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama