KRYMINAŁEK
Ciągle coś nowego. Zmiany nie oszczędziły nawet języka i od pewnego czasu obowiązuje tak zwana poprawność. Na przykład teraz pani, która przyszła nas odwiedzić, jest gościnią. Dobrze, że na razie na kobietę za kierownicą jeszcze nie mówimy kierowczyni. Teraz z innej beczki.
Kiedyś na obywatela, który uprzejmie donosił, mówiło się donosiciel albo kapuś, a teraz taki elegancko nazywany jest sygnalistą. W K. takim sygnalistą był sześćdziesięcioparoletni Andrzej. Nawet w listach słanych regularnie do gminy podpisywał się „Sygnalista”. Przyznać trzeba, że Andrzej najczęściej działał w dobrej wierze. Kiedy zauważył, że ekipa remontująca drogę gminną niezbyt starannie wykończyła podjazd, natychmiast dokładnie opisywał fuszerkę i wysłał to do wójta.
Innym razem w liście do dyrektorki szkoły napisał skargę na młodego nauczyciela, który na wycieczce z uczniami palił papierosa. Zdarzało mu się również donosić na mieszkańców, że odprowadzają ścieki do miejscowego strumyka albo że bezprawnie użytkują wiatę Ochotniczej Straży Pożarnej. Ubiegłej jesieni w wiosce jakiś nieznany sprawca postrzelił z broni pneumatycznej psa. Zwierzę przeżyło, ale zbulwersowało to mieszkańców i sprawa trafiła na policję.
Niestety, pomimo wysiłków, mundurowym nie udało się ustalić strzelca. Wtedy Andrzej postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, bo nie może tak być, żeby jakiś bandzior strzelał do zwierząt. Zaczął od ustalenia, kto w wiosce ma wiatrówkę. Rozpytywał znajomych i okazało się, że kilka osób ma wiatrówki, na które nie potrzeba zezwolenia. Najbardziej podejrzanym wydał mu się czternastoletni Marcin, syn miejscowego biznesmena. Któregoś dnia Andrzej zobaczył, jak chłopak razem z kolegą strzelają w sadzie do puszek. To wystarczyło. Do komisariatu dotarł list od sygnalisty, który nie tylko podejrzewał, ale był pewien, że biednego psiaka na pewno postrzelił Marcin. Policjanci donos potraktowali poważnie. Przepytali chłopaka w obecności rodziców i zabrali broń do badań.
Bardzo szybko okazało się, że to nie Marcin strzelał do zwierzęcia, gdyż jego karabinek miał kaliber 4,5 milimetra, a śrut wydobyty z ciała psa miał kaliber 5,5 milimetra. Ponieważ sprawa zrobiła się głośna i wszyscy dowiedzieli się, kto wskazał na chłopaka, jego ojciec zapowiedział, że odda sprawę do sądu i nie wiadomo, czy znajdzie się jakiś adwokat, który obroni sygnalistę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze