Reklama

"Zawsze szedł Tadziu, nigdy duma". Wspomnienie o Tadeuszu Rucie

01/01/2016 11:40

Przeworska hala sportowa przy ulicy Misiągiewicza od 2004 r. nosi imię Tadeusz Ruta. O tym, jak wybitnym był sportowcem, wiedzą chyba wszyscy mieszkańcy. Nie każdy jednak wie, jakim był człowiekiem. O swoim starszym bracie opowiedziały nam jego siostry: Elżbieta i Halina.

Tadeusz Rut urodził się w Przeworsku w 1931 r. Miał ośmioro rodzeństwa. Najmłodsza spośród nich była Elżbieta Woźniak mieszkająca obecnie w rodzinnym domu w Przeworsku. W Przeworsku żyje również druga siostra sportowca – Halina Woźniak.

– Rodzice wyjechali z Przeworska na Dolny Śląsk w 1947 r. z szóstką dzieci, ponieważ tutaj były bardzo trudne czasy. Tata był stolarzem, tam znalazł pracę w cukrowni. My z Haliną urodziłyśmy się w Świdnicy – opowiada młodsza siostra Tadeusza, Elżbieta. Dzieliła ich duża różnica wieku, wynoszaca aż 22 lata.

Reklama

– Tadziu zaczął szkołę w Jarosławiu, a skończył Technikum Budowalne we Wrocławiu. Tam jego talent odkrył nauczyciel wuefu. Wtedy zaczęła się jego przygoda ze sportem – kontynuuje młodsza od niego o 17 lat Halina. – Jak sam przyznał w jednym z wywiadów, wcześniej sport w ogóle go nie interesował. Nikt go nie namawiał ani nie zachęcał, bo nawet nie było sprzętu, na którym mógłby trenować.

Tadeusz Rut kilkakrotnie uczestniczył w mistrzostwach Europy. W 1958 r. w Sztokholmie zdobył tytuł mistrza. Przeworszczanin był również ośmiokrotnym mistrzem Polski: siedem razy w rzucie młotem i raz w rzucie dyskiem. Trzykrotnie startował w igrzyskach olimpijskich, za każdym razem wchodząc do finału. W Melbourne w 1956 r. zajął czternaste miejsce. Największy sportowy sukces osiągnął na Olimpiadzie w Rzymie w 1960 r., podczas której zdobył brązowy medal rzutem na odległość 65,64 m. Podczas igrzysk w Tokio w 1964 r. był dziesiąty.

Reklama

Dumny z reprezentowania Polski

– W tej chwili pieniądze rządzą sportem, a wtedy, gdy ktoś dostał zegarek czy garnitur, to była dla zawodnika wielka nagroda. Dla niego olbrzymim wyróżnieniem był sam fakt, że mógł wyjeżdżać i oglądać świat. Był przede wszystkim dumny z tego, że może reprezentować Polskę – mówi Elżbieta.

– Kiedy rozbrzmiewał Mazurek Dąbrowskiego, sportowcy rośli w oczach. Oni bardzo to wtedy przeżywali. Tadziu w latach sześćdziesiątych był kapitanem Wunderteamu, na  mistrzostwach szedł z flagą Polski. Oglądaliśmy go w telewizji, wszystkim nam płynęły łzy – opowiada Halina. Brat wysyłał do rodziny pocztówki z krajów, do których wyjeżdżał. Siostry do teraz zachowują te pamiątki.

Reklama

Umiał rozmawiać z ludźmi

- Szedł zawsze Tadziu, nigdy duma, ani przed nim, ani za nim. Kiedy przyjeżdżał, zawsze do domu przychodziło pełno kolegów. On umiał z tymi ludźmi spędzać czas, widać było, że lgnęli do niego. Nie miał zbyt wiele czasu, ale kiedy mógł, to nas odwiedzał. Pamiętam, jak przywoził nam czekolady albo mandarynki – przypomina sobie dawne czasy Halina.

Tadeusz Rut po igrzyskach w Japonii zakończył swoją sportową karierę. Przez dwa lata prowadził jeszcze zajęcia z początkującymi miotaczami w klubie Legia. W 1966 r. ukończył studia na wydziale Inżynierii Sanitarnej i Wodnej na Politechnice Warszawskiej. Rozpoczął pracę jako inżynier w „Hydrobudowie” w Warszawie. Na rok wyjechał na kontrakt do Wietnamu.

Reklama

– Kiedy Tadziu skończył ze sportem, całkiem zaprzestał treningów. Być może to wpłynęło na jego zdrowie. Miał bardzo odpowiedzialną pracę, dlatego chciał się skoncentrować tylko na niej. Zawsze, gdy coś robił, to na sto procent – podkreśla Elżbieta.

Lekkoatleta dotknięty ciężką chorobą został inwalidą. Po 11 latach walki zmarł w 2002  r., mając 71 lat. Tadeusz Rut był dwukrotnie żonaty. Jego syn Tomasz mieszka w USA.

Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama