Włodzimierz Lubański w rozmowie z Życiem Podkarpackim opowiada o piłce nożnej, podpowiada, jak odnieść sukces sportowy, wspomina o rodzinnych związkach swojej żony Grażyny Lubańskiej ze Stanisławowem - obecnie Iwano-Frankowskiem, pomocy Ukrainie, przyjaźni z Grzegorzem Lato, łowieniu ryb i sportowych perspektywach takich miejscowości jak Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Lubaczów.
Kilka tygodni temu spotkałem Wojciecha Michałowskiego, pracownika cywilnego Straży Miejskiej w Przemyślu. Nie widzieliśmy się kilka lat, a od czasu, gdy młodsi o dobre kilkanaście kilogramów (myślę głównie o sobie) graliśmy w przemyskiej Halowej Lidze Piłki Nożnej, jeszcze dłużej. Od słowa do słowa i okazało się, że Wojtek niedawno wrócił z Belgii, konkretne z Lokeren. Jak Lokeren – to oczywiście Włodzimierz Lubański.
Wojtek nie tylko poznał osobiście jednego z najlepszych piłkarzy na świecie, ale – od czasu do czasu – przysiadał z nim na jednej z ławek rynku Lokeren. Rozmawiali głównie o piłce nożnej, ale nie tylko. Zapytałem Wojtka: – Może Włodzimierz Lubański udzieliłby wywiadu dla „Życia Podkarpackiego”? Po tygodniu dostałem informację: Włodzimierz Lubański zgadza się na rozmowę telefoniczną.
***
Przede wszystkim dziękuję za to, że zgodził się Pan porozmawiać z nami. Z nami, bo do rozmowy doprosiłem Wojtka. Przeszkadza to Panu?
– Nie, absolutnie.
Czy był Pan kiedyś w Przemyślu, Jarosławiu, Przeworsku, Lubaczowie lub innej miejscowości byłego województwa przemyskiego? Wojtek wspomniał, że był Pan w Rzeszowie.
– Tak. W Rzeszowie byłem. Kilka dni temu uczestniczyłem w Horyńcu w otwarciu odremontowanego boiska piłkarskiego, ale w miejscowościach, które Pan wymienił, nie.
Podobno zaangażowali się Państwo z małżonką w pomoc dla Ukrainy?
– Tak, to była zbiórka zorganizowana między innymi w Lokeren i pobliskich miastach. Braliśmy w niej udział. Przygotowaliśmy potrzebne rzeczy, które trzeba było wysłać w kilka miejsc na Ukrainie.
Pana małżonka, Grażyna, ma korzenie rodzinne w Stanisławowie, obecnie Iwano-Frankowsku?
– Zgadza się. Rodzice mojej małżonki są ze Stanisławowa. Tam mieszkali i związki ze Stanisławowem były bardzo bliskie, jeżeli chodzi o moją małżonkę.
Państwo się poznali w czasie, gdy Pan grał w Górniku Zabrze?
– To jest tajemnica, jak myśmy się poznali (śmiech). Koniec. Nie rozmawiam na ten temat (śmiech). Żarty żartami. Poznaliśmy się jako młodzi ludzie, a konkretnie w szkole.
Reklama

fot. Włodzimierz Lubański i Wojciech Michałowski pod stadionem w Lokeren, Belgia.
Dopytuję o tę lokalność, bo nie wiem, czy Pan wie, że Pana koledzy z najlepszego ataku w Polsce i kto wie, czy w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia także nie na świecie, mieszkają bardzo blisko Przemyśla.
– I bardzo dobrze. Widać, że tam jest dobre powietrze (śmiech).
A wie Pan o kim mówię?
– Jasiu Domarski w Rzeszowie i Grzesiu Lato w Mielcu, ale może coś mi umknęło. Może Pan mi podpowie dokładniej.
Podpowiadam. Z Janem Domarskim się zgadza, ale Grzegorz Lato mieszka w malowniczej miejscowości niedaleko Przemyśla, pod lasem, nad brzegiem Sanu.
– O kurcze blade, to ja nie wiedziałem (śmiech). Nie no, wiedziałem, bo z Grześkiem grałem. On mi mówił, że po ciężkich treningach tam wypoczywał i na rybki chodził.
Przekazuję Panu pozdrowienia od Jerzego Bandrowicza, legendy przemyskiej piłki nożnej. Pan Jerzy grał w latach siedemdziesiątych w Polnej Przemyśl, strzelając dla niej ponad sto bramek. Nigdy nie chciał zdjąć koszulki z numerem 10. Domyśla się Pan dlaczego?
– Chyba Grzesia Lato dobrze znał (śmiech). Oczywiście wiem dlaczego. Bardzo serdecznie dziękuję za życzenia. Proszę się ode mnie pokłonić temu piłkarzowi jak najniżej. To bardzo miłe i sympatyczne, że byli tacy ludzie, którzy z numerem 10 chcieli grać.
Reklama
W Lokeren jest Pan, podobnie jak w Polsce, legendą piłki nożnej. Lokeren to małe miasto. 40 tysięcy mieszkańców. Jednocześnie ma świetną bazę sportową, a dzięki takim piłkarzom, jak Pan, powstał tam klub o europejskim formacie. Czy takie miasta jak Przemyśl, Jarosław, Przeworsk, Lubaczów mają szansę na podobne sportowe sukcesy?
– Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Nie ma jednej drogi, że powiemy: okej, róbcie taki i tak, a odniesiecie sukces i będziecie grali na poziomie ligowym, czy międzynarodowym. Na pewno bardzo ważne są przykłady. Ja czerpałem inspiracje, gdy z ojcem chodziłem na mecze piłkarskie na Śląsku. Ta obecność motywowała mnie do tego, żeby nad sobą pracować i być dobrym piłkarzem. To jest rzecz, która w pierwszej kolejności powinna być brana pod uwagę.
Reklama
Czyli w Pana ocenie ważniejszy od najlepszej bazy treningowej jest talent i chęć doskonalenia umiejętności sportowych?
- Tak. Oczywiście zaplecze, szkolenie, profesjonalne prowadzenie piłkarza na różnych etapach jego rozwoju ma znaczenie, ale sukcesy tworzą konkretni sportowcy.
Czy w tym tkwiła tajemnica największych jak dotychczas sukcesów reprezentacji Polski i piłkarzy lat siedemdziesiątych i pierwszej połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia?
– Tu też nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Nasza generacja była generacją pana Kazimierza Górskiego. To bardzo ważne. On nas ukształtował i motywował. Chcieliśmy coś ważnego osiągnąć indywidualnie, ale i zespołowo. Tworzyliśmy niezwykle związaną, fajną grupę ludzi, którzy dążyli do tego samego celu. A naszym celem były osiągnięcia na arenie międzynarodowej. Ciężko pracowaliśmy nad tym indywidualnie w klubach i w reprezentacji.
Reklama
Wojtek zdradził mi jeden fakt z Pana biografii. Jak się to Panu nie spodoba, to będzie jego wina.
– Tak jest (śmiech).
Historia dotyczy Pana opinii na temat piłkarskiej przyszłości Axela Merckxa, syna Eddy’ego Merckxa, czterokrotnego medalisty rowerowych, szosowych mistrzostw świata.
– Syn Eddy’ego Merckxa – Axel – był piłkarzem Anderlechtu Bruksela. Przez pewien czas pracowałem w Anderlechcie. Trenowałem grupę zawodników, w której był też Axel. Axel był solidnym, wytrzymałym zawodnikiem, ale piłkarsko w swojej grupie wiekowej niczym szczególnym się nie wyróżniał.
ReklamaEddy Merckx w prywatnej rozmowie zadał mi pytanie „Włodek, słuchaj, czy mój syn będzie grał na wysokim poziomie?”, odpowiedziałem mu, że jeżeli miałby dotknąć szczytów piłkarskich, musiałby pokonać takie, takie i takie braki i dodałem: zastanów się nad tym, czy to jest dobra droga dla twojego syna?
Eddy Merckx po tej rozmowie zdecydował, że jego syn przesiądzie się na rower. Jak się okazało z powodzeniem, bo podobnie jak ojciec został szosowym rowerowym mistrzem świata.
W którym momencie młody sportowiec powinien zdecydować, czy stawiać na zawodowy sport?
– Każdy młody człowiek ma swoje marzenia. I tu pojawia się zasadnicze pytanie. Czy zadowolę się przeciętnością? Czy w każdym treningu będę miał motywację do tego, żeby się poprawiać, poprawiać, poprawiać. Doskonalić swoje umiejętności. Czy stawiam sobie jak najwyższe cele?
Ja jako trampkarz strzelałem bardzo dużo bramek, ale już wtedy myślałem, jak to będzie w juniorach. Będąc w każdej grupie wiekowej, pracowałem nad sobą. Poza normalnym treningiem poświęcałem dla siebie dziennie godzinę, półtorej, żeby poprawić technikę piłkarską. Doskonaliłem uderzenie prawą nogą, lewą. Poprawiałem grę głową. To wszystko były elementy, które szlifowałem sam. Talent nie wystarczy, trzeba pracy nad sobą.
Reklama
Skoro mam taką możliwość, to chciałbym Panu bardzo serdecznie podziękować za przeżycia sportowe, jakich Pan i Pana koledzy dostarczyli milionom fanom w Polsce i na świecie.
– Dziękuję. Ostatnio, będąc w Polsce, spotkałem się z młodymi ludźmi. Mile zaskoczyło mnie to, że oni także oglądają nasze mecze z tamtego okresu. Jak mówią, jesteśmy dla nich przykładem. Na spotkaniach fani futbolu często dziękują nam za tamten okres. Jest to dla nas oczywiście fajne, ale tak naprawdę nie mają za co nam dziękować. Tak, graliśmy w piłkę dla kibiców, ale też dla siebie. Chcieliśmy pokazać się jak najlepiej nie tylko w kraju, ale też w Europie.
Jak Pan będzie w okolicy, zajrzy pan na ryby do Grzegorza Laty?
– Jak będzie miał wędkę, to zajrzę (śmiech).
Trzymamy za słowo
Jeszcze raz dziękuję za rozmowę.
Artur Wilgucki
(ur. 28 lutego 1947 w Gliwicach) – polski piłkarz występujący na pozycji środkowego napastnika, reprezentant Polski, olimpijczyk, trener.
Wychowanek Sośnicy Gliwice, następnie reprezentował barwy GKS-u Gliwice, Górnika Zabrze (siedmiokrotny mistrz Polski, sześciokrotny zdobywca Pucharu Polski), oraz KSC Lokeren, Valenciennes FC, Stade Quimper i KRC Mechelen. Z reprezentacją Polski zdobył mistrzostwo olimpijskie (1972) oraz uczestniczył w mistrzostwach świata 1978. Najmłodszy zawodnik i strzelec reprezentacji Polski (16 lat i 188 dni), a także drugi (48 bramek) spośród najskuteczniejszych strzelców w historii narodowej kadry. Zasłużony Mistrz Sportu, członek Klubu Wybitnego Reprezentanta.
Źródo Wikipedia
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze