Reklama

Jestem szkolnym dziadkiem. Rozmowa z Krzysztofem Mazurem

19/07/2026 16:24

Rozmowa z Krzysztofem Mazurem – pedagogiem, wychowawcą, nauczycielem wychowania fizycznego w Zespole Szkół Salezjańskich im. bł. ks. Augusta Czartoryskiego w Przemyślu, człowiekiem wielu pasji.


Może kawy?

– Nie dziękuję. Wystarczy woda. Kawę piłem ostatni raz ponad trzydzieści lat temu, na studiach, przed egzaminem z anatomii. Po dwóch mocnych kawach mój organizm kiepsko zareagował, ale egzamin zdałem. Od tamtej pory preferuję kawę zbożową z mlekiem i miodem. Przypomina mi smak dzieciństwa. Polecam.

Mimo sprężystej postawy i młodzieńczego usposobienia mówi pan o sobie: szkolny dziadek. Dlaczego?

– Odpowiem zabawną historią z minionego Rajdu Gucia…

Czyli rajdu im. patrona szkoły bł. ks. Augusta Czartoryskiego, który organizuje pan dla całej szkoły.  

Reklama

– Tak, to nasza już ponad dwudziestoletnia tradycja. Jak zwykle szedłem z przodu z pierwszą klasą SP, prowadząc „szkolny tramwaj”. Po pierwszych dwóch kilometrach byliśmy z dzieciakami super kumplami. Nagle podchodzi do mnie jedna z uczestniczek, ośmioletnia Gosia i mówi: „a pan uczył moją mamę. Był pan jej wychowawcą”. – A jak mama miała na imię – pytam. – Ala. Okazało się, że Ala, którą doskonale pamiętam, była uczennicą klasy, w której debiutowałem w Salezjanach w roli wychowawcy. Stąd ten szkolny dziadek.    

25 lat temu powstało pierwsze w województwie podkarpackim Niepubliczne Gimnazjum Salezjańskie. W czerwcu tego roku społeczność, obecnie Zespołu Szkół Salezjańskich im  bł. księdza Augusta Czartoryskiego w Przemyślu, świętowała okrągłą rocznicę. Pan jest jedną z trzech osób, która pracuje od początku. Oprócz pana z pierwszego grona pedagogicznego i administracji pracują panie Marzena Czekierda i Barbara Cieślińska. Jak pan trafił do Gimnazjum Salezjańskiego?

Reklama

– Przypadki niekiedy kształtują nasze życie, tak było i tym razem. W 2001, w styczniu był u mnie ksiądz po kolędzie. Od niego dowiedziałem się o powstającym Gimnazjum Salezjańskim. Z marszu poszedłem do księdza Wiktora Ślęzaka, pierwszego dyrektora gimnazjum i powiedziałem: jestem nauczycielem wf–u i chętnie podejmę się pracy w nowej szkole. Ksiądz Wiktor najpierw zasięgnął opinii na mój temat w środowisku. Widocznie była ok., bo pracę dostałem. I tak od dwudziestu pięciu lat przekazuję moim uczniom wiedzę, serce, zainteresowania, pasję. Jednocześnie od nich otrzymuję bardzo dużo. Są ciągłym i niewyczerpanym źródłem młodzieńczej energii, radości i zabawy. Staram się też zawsze służyć pomocą i radą w ich słabszych chwilach.

To była pana pierwsza praca?

Reklama

– Nie. Zaczynałem w Zespole Szkół Technicznych na Bakończycach, potem Szkoła Podstawowa nr 2 przemianowana na Gimnazjum nr 1w Przemyślu i Salezjańskie.         

Jednym z kluczowych punktów jubileuszu szkoły była wyjątkowa pamiątka. Pana książka zatytułowana „Wspólna droga. 25 lat Szkoły Salezjańskiej w Przemyślu.” Książkę pisał pan wspólnie z żoną Iwoną. Korzystał pan z własnych wspomnień i archiwum, ale i z kronik prowadzonych przez Barbarę Brożyniak. Obecny dyrektor Zespołu Szkół Salezjańskich w Przemyślu ks. Zenon Latawiec napisał we wstępie: „dobro wyniesione z tej szkoły wraca”. Odczuwa Pan to powracające dobro?

Reklama

– Po ćwierćwieczu pracy w „Salezjance”  mogę śmiało stwierdzić iż znam ją na wskroś i dla mnie jest to nie tylko miejsce pracy. Jestem z nią związany emocjonalnie. 25 lat mojej pracy pedagogicznej oddałem tej szkole. Jest to także więź familijna. Gimnazjum Salezjańskie kończyły moje dzieci. Byłem nawet wychowawcą mojego syna. Gdy teraz, po latach wspominamy z synem tamten czas, to stwierdza, że była to istotna cześć jego życia i fajna przygoda. Choć jak pamiętam, jego zdanie w trakcie nauki w gimnazjum nie zawsze było podobne. Staram się wyposażyć uczniów w to, co w życiu wartościowe, cenne. Praktycznie zawsze, gdy spotykam absolwentów, pojawia się uśmiech, chwila rozmowy i pozytywne wspomnienia związane ze szkołą. Najpiękniejszym dowodem na to że „dobra wraca” są chwile, gdy absolwenci odwiedzają nas po latach, by pochwalić się sukcesami lub powierzają  nam własne dzieci w edukacyjnej przygodzie. Uczę więc dzieci moich byłych uczniów. To jest wielki dowód zaufania. To właśnie jest powracające dobro. Jeżeli mowa o wydanej jubileuszowej książce. Cóż, była to dla mnie sentymentalna  podróż w czasie i niesamowite doświadczenie. Przeżywałem  na nowo 25 lat Szkoły Salezjańskiej. Niejednokrotnie pojawiał się uśmiech na twarzy, ale i wzruszenie wspominając fakty, zdarzenia i sytuacje z przeszłości. Były także i chwile zwątpienia. Czy się uda ją wydać na czas? Czy spełni oczekiwania? Finalnie to co miało być na początku broszurką, „roztyło” się do pokaźnych rozmiarów blisko trzystu stron. Mierzyłem się także z dość dużą presją czasu, by zmieścić się w terminie. Na szczęście miałem ogromne wsparcie i wiarę w powodzenie przedsięwzięcia ze strony księdza dyrektora Zenona Latawca, za które jestem bardzo wdzięczny. Pisanie zajmowało mi większość dnia, a planowanie następnych rozdziałów, skutkowało tym iż szkoła mi się pojawiała nawet we śnie. Na kilka tygodni przed oddaniem do druku pozostawało mi jeszcze mnóstwo pracy. Całe szczęście wówczas z pomocą przyszła piękniejsza połowa mojego małżeństwa – żona Iwona. Bez jej udziału  książki by nie było, a przynajmniej nie w takim kształcie. Powinna śmiało być współautorką i mimo usilnych namów, uznała że zostanie wymieniona jako pomoc redakcyjna. Książka nosi tytuł: „Wspólna droga”. Odnosząc się metaforycznie do procesu powstawania wolumenu można stwierdzić, że o ile ja stworzyłem drogę, która była surowa, z szutrową nawierzchnią, to Iwona nadała temu traktowi pełną infrastrukturę i  zmieniła w rozświetloną promenadę. Wspólna droga dotyczy więc również naszej pracy. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny.           

Reklama

Na pewno trudno wymienić wszystkich, którzy przyczynili się do powstania Szkoły Salezjańskiej w Przemyślu, ale gdyby pan miał się pokusić o wskazanie osób kluczowych, kogo by Pan wymienił?

– Pomysły na szkołę salezjańską były różne. Łącznie z reaktywacją słynnej, prowadzonej przez przemyskich Salezjanów jeszcze do 1963 Szkoły Organistowskiej, ale górę wzięła idea powołania Gimnazjum Salezjańskiego. Głównymi orędownikami jej powołania byli ówczesny ks. proboszcz Leszek Leś  i przełożony salezjańskiej Inspektorii Krakowskiej ks. inspektor Tadeusz Rozmus, a zadanie tworzenia gimnazjum powierzono ks. Wiktorowi Ślęzakowi. Najdłużej urzędującemu pierwszemu dyrektorowi Gimnazjum Salezjańskiego. W organizacji szkoły ogromne zasługi mieli ówczesny dyrektor SP 10 Janusz Mazurek i nauczycielka biologii Anna Bartnicka. Ich wiedza na temat struktury szkolnej, pedagogicznej była ogromna i bardzo ważna przy tworzeniu od podstaw nowej szkoły i zespołu nauczycielskiego. A ciągłość zarządzania zapewniała i zapewnia pani Marzena Czekierda. pełniąca od początku funkcję zastępcy dyrektora. A i każdy z 14 nauczycieli, tworzących kadrę na starcie szkoły, dołożył swoją cegiełkę.      

Reklama

A najbardziej kluczowe momenty w historii szkoły?

– Najbardziej kluczowym momentem było oczywiście powstanie Gimnazjum Salezjańskiego w Przemyślu w 2001 roku. Potem transformacja i powstanie Zespołu Szkół Salezjańskich wraz z Liceum Ogólnokształcącym w 2007. W 2012 roku szkoła otrzymała ważny symbol – sztandar szkoły. Każda zmiana dyrektora tez była istotna. Przynosiła nowe wizje i formy funkcjonowania szkoły. Niestety reforma oświaty z 2017 roku i likwidacja gimnazjum nieco namieszała w strukturze funkcjonowania. Nasza szkoła przypominało wówczas rozpędzoną lokomotywę. Świetnie funkcjonowała. Uczniowie po gimnazjum kontynuowali naukę w liceum. Powrót do ośmioklasowej szkoły podstawowej był nie lada wyzwaniem i  wymagał od nas na ogromu pracy organizacyjnej. Ale kto jak nie my. Bardzo trudnym momentem była pandemia i czas po pandemii, ale z tym musieli sobie radzić wszyscy. Mam nadzieję, że nigdy się to nie powtórzy. No i teraz 25.lecie.       

Reklama

Jedną z legend szkoły jest wspomniana już Barbara Cieślińska, dbająca o porządek w szkole, zdrobniale nazywana Panią Basią. Jest osobą niezwykle lubianą przez uczniów i absolwentów. Dlaczego?

– Pani Basia  pracuje od początku powstania szkoły. Z uśmiechem wspominam mój pierwszy kontakt z Basią. Wchodzę do sekretariatu, a tam pani z marsową, poważną miną. Pomyślałem: oho, będzie ciężko. Cóż za charyzma! Szybko jednak okazało się, że to osoba o gołębim sercu, pomocna, pogodna, traktująca uczniów jak swoje dzieci. To pierwsze wrażenie osoby stanowczej i surowej. Za tą powagą kryje się postać niezwykle ciepła i życzliwa.  

Reklama

Szkoła ma katolicki profil. Opiera się na Triadzie św. Jana Bosko: Rozum, Religia, Miłość. Jak w realiach szkolnych można realizować te wartości? I jaką rolę odegrało w tym kontekście słynne: słówko na dzień dobry?

– Poranne apele, poranna modlitwa przed lekcjami, czyli słynne słówko na dzień dobry to znak rozpoznawczy naszej szkoły. Na kilka minut spotyka się cała społeczność. To ważny moment wychowawczy, organizacyjny, integrujący. Ale też pełen refleksji, zadumy a niekiedy i  humoru, ciekawostek i anegdot szkolnych. Słówko na dzień dobry kontynuowałem także na koloniach letnich i zimowych, które organizowałem dla naszych podopiecznych. Nie zawsze był z nami ksiądz, więc czasem podczas modlitwy musiałem go zastępować (śmiech). Tak, szkoła ma profil katolicki, więc kwestie wychowawcze, formacyjne są w niej bardzo ważne. Wspomniana triada jest dla naszych wychowanków system zasad i wartości, które próbujemy jako pedagodzy im przekazać. W salezjańskim systemie edukacja i wychowanie idą ramię w ramię. Wierzę, że wartości i doświadczenie wyniesione ze szkoły pozwolą im podejmować właściwe decyzje  i mądrze kształtować własny los.

Reklama

Jest Pan absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Łączy pan wiele pasji: od nauczania przedmiotu po żeglarstwo, kulturystykę, ale też turystykę. Słynne są organizowana przez pana Rajdy Gucia. Od początku swojej pracy w salezjańskim wymykał się pan rutynie i schematom. Na jubileuszu wcielił się pan w rolę konferansjera. Po reakcji uczestników widziałem, że z powodzeniem. Jak pan rozumie zawód nauczyciela?

– Hmm … zawód nauczyciela to możliwość dawania uczniom z siebie tego, co uważamy za ważne i godne przekazania. Wiedzy, pasji, zainteresowań, zaangażowania, możliwość oferowania moralnego kompasu. Poprzez codzienną obecność wychowywać, służyć radą i pomocą. Uczniowie to czyste tablice do zapisania. Jestem zwolennikiem działania własnym przykładem. Jako nauczyciel wychowania fizycznego nigdy nie polecę wykonania uczniom ćwiczenia, jeżeli go wcześniej sam nie zademonstruję. Gdy szliśmy na rajd, mające skalę: trudny lub bardzo trudny, zawsze szedłem pierwszy, żeby uczestnicy rajdu wiedzieli, że jest bezpiecznie, że można mi zaufać. Po dwóch dniach wędrówki w niełatwych warunkach, jeżeli nawet jak ktoś udawał, że jest kimś innym, pokazywał prawdziwy charakter, autentyczność. Po rajdach relacje z uczniami przechodziły na zupełnie inny poziom. To wymaga także ode mnie szczerości. Nauczyciel jest i powinien być, dla uczniów wzorcem. Odnajduje siebie w swoich absolwentach. Bycie nauczycielem jest dla mnie zostawianiem swojego śladu w wychowankach.        

Reklama

Najfajniejszy moment w pana dotychczasowej karierze zawodowej, najbardziej wzruszający, najbardziej zabawny?

– Tych jest bez liku. Mógłbym rozpocząć przy ognisku gawędę o takich chwilach  i zapewne trwałaby całą noc, a może nawet dłużej. Przypomina mi się  jedno szczególne. Takie z kategorii – „dla takich chwil warto być nauczycielem”.  Na zakończenie kolonii w Dąbkach w 2010 roku ówcześni już absolwenci gimnazjum, ale równocześnie uczestnicy kolonii  przygotowali na pożegnanie program artystyczny. To była miła niespodzianka, a to co usłyszałem, będę pamiętał do końca życia.

Z okazji jubileuszu czego życzyć panu, całej społeczności szkolnej Zespołu Szkół Salezjańskich w Przemyślu?

–  Co najmniej następnego dwudziestopięciolecia. Dyrektorzy, nauczyciele, rodzice, uczniowie, pracownicy administracji, wszyscy oni tworzą szkolną społeczność. Bez nich nic by się nie udało, a udało się tak wiele. Życzę im wszystkim i sobie, by serce przemyskiej Szkoły Salezjańskiej biło równie mocno, albo jeszcze, mówiąc po sportowemu – dynamiczniej.

Dziękuję za rozmowę

Artur Wilgucki

Ciekawostka 

Pierwsza kadra "Salezjanki:

  • dyrektor: ks. mgr Wiktor Szlęzak.
  • biologia: mgr Anna Bartnicka
  • matematyka: mgr Marzena Czekierda, 
  • historia: mgr Jarosław Dyrda,
  • język angielski: mgr Maciej Peszko,
  • język niemiecki: mgr Ewa Kalnicka,
  • fizyka: mgr Czesław Kondro,
  • język polski: mgr Bożena Łobos, 
  • wychowanie fizyczne: mgr Krzysztof Mazur,
  • technika, plastyka: mgr Janusz Mazurek,
  • muzyka: mgr Teresa Menet, 
  • wychowanie fizyczne: mgr Iwona Urbaniak,
  • geografia: mgr Ewa Zapałowska, 
  • chemia: mgr Irena Zasadny. 

Dyrektorzy placówki:

  • ks. mgr Wiktor Szlęzak: 2001-2012,
  • ks. mgr Mirosław Gajda: 2012-2018,
  • ks. mgr Wojciech Strzelecki: 2018-2020,
  • ks. mgr Zenon Latawiec: 2020-obecnie. 
Aplikacja na Androida

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 19/07/2026 16:24
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości