Ministerstwo Obrony Narodowej planuje zakupić 1000 długopisów za niebagatelną kwotę 83 tysięcy złotych, czyli – jak łatwo policzyć – każdy z nich będzie kosztował podatnika 83 zł. Dużo? Chyba nie, jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie będą to pierwsze lepsze jednorazówki.
Ze specyfikacji zamówienia wynika bowiem, że resort kierowany przez Antoniego Macierewicza chce nabyć długopisy wyposażone w latarkę ledową, zbijak do szyb i nożyk. Dodatkowo, jak przystało na charakter służby, mają pisać w niemal każdych warunkach atmosferycznych, na przykład w temperaturach od minus 37 stopni do 120 stopni Celsjusza. I jeszcze jedno: powinny być wykonane ze „wzmocnionego aluminium lotniczego, anodowanego”. I tu już wreszcie wiemy, o co konkretnie chodzi. Skoro polska armia ciągle jeszcze nie ma nowoczesnych śmigłowców, których – jeśli wierzyć ministrowi – miała mieć przynajmniej kilka, to chociaż wybrani piloci – żołnierze , a niewykluczone, że także tzw. specjaliści, szeregowcy z piechoty i urzędnicy resortu dostaną po długopisie. I nie ma się z czego śmiać! Wszak słowem, zwłaszcza tym przelanym na papier, za pomocą takiego pancernego długopisu można ranić równie skutecznie, jak amunicją. Ba, słowem można zabić. Stąd też urlopowany obecnie rzecznik ministra resortu obrony Bartosz Misiewicz już przystąpił do ataku. Na razie ćwiczebnego.
W oczekiwaniu na długopis od szefa, chwycił za myszkę komputera i założył portal do walki z dezinformacją. Postanowił, że najpierw przy jego pomocy oświeci nieoświeconych i wytnie z korzeniami wszelkie kłamstwa i kłamstewka, choćby te o jego rychłym odejściu z MON.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Przed opublikowaniem tak ciężko sprawdzić tę bujdę?Przecież już kilka dni temu oficjalnie MON powiadomiło, że rezygnuje z tego zakupu.Jakiś chłopaczek myślał, że sobie zabaweczki załatwi za nasze pieniądze.Na szczęście jeszcze nie wszyscy w MON-e z....... .
Dzisiejszy MON to pole bitwy różnych formach uniżoności i służalczości.Najbardziej preferowany rodzaj to uniżoność w stylu bizantyjskim zbliżona do stylu rosyjskiego.Występują oczywiście elementy/trofiejne/ jak długopisy i gadżety tak uwielbiane przez zdobywców.U nas jak szli ruscy to jako trofiejneje zabrali z domu dwa zegarki budziki i maszynę do szycia.
Suweren innymi pisania nie zrozumiałby :)PISoBOLSZEWIA również stan umysłu.
Panie Delmanowicz, uważam ,że sprawą powinna zając się Prokuratura . I nic tu nie ma do rzeczy tzw."wolność dziennikarska'. Bo ona również ma swoje granice. Rozumiem ,że pan nie cierpi obecnego , legalnie wybranego w legalnych wyborach przez Polaków rządu , ale niech w pana czerepie wreszcie zaświta choć na moment degresja ,że pana uwielbieńcy , czyli wrogowie legalnie wybranego w legalnych wyborach polskiego rządu rozbijali , resztki polskiego przemysłu, stwierdzający ,że 'POLSKOŚĆ TO WSTYDLIWOŚĆ" , RZĄDZILI , A RACZEJ ZBÓJOWALI PRZEZ DUGIE 8 [ OSIEM ' LAT] , I JAKOŚ TO TOWARZYSZOWI , LIBERAŁOWI NIE PRZESZKADZAŁO
SZKODA,ŻE PAN REDAKTOR ZAPOMNIAŁ JAK W 2012r MSZ ZAKUPIŁO FOTELE ZA PRZESZŁO 300tyś.
Przed opublikowaniem tak ciężko sprawdzić tę bujdę?Przecież już kilka dni temu oficjalnie MON powiadomiło, że rezygnuje z tego zakupu.Jakiś chłopaczek myślał, że sobie zabaweczki załatwi za nasze pieniądze.Na szczęście jeszcze nie wszyscy w MON-e z....... .
Dzisiejszy MON to pole bitwy różnych formach uniżoności i służalczości.Najbardziej preferowany rodzaj to uniżoność w stylu bizantyjskim zbliżona do stylu rosyjskiego.Występują oczywiście elementy/trofiejne/ jak długopisy i gadżety tak uwielbiane przez zdobywców.U nas jak szli ruscy to jako trofiejneje zabrali z domu dwa zegarki budziki i maszynę do szycia.
Suweren innymi pisania nie zrozumiałby :)PISoBOLSZEWIA również stan umysłu.