Wojciech Działo, 13-latek z Szówska, miesiąc temu został brązowym medalistą w wędkarstwie spławikowym podczas Mistrzostw Świata w Serbii, osiągając tym samym najwyższy wynik spośród reprezentantów Polski. Nam opowiada, jak przygotowuje się do zawodów i co go urzekło w tym sporcie.
Jak to się stało, że zakwalifikowałeś się do kadry narodowej w dyscyplinie spławikowej?
– Na początku zaczynałem od mistrzostw koła, potem przeszedłem na wyższy stopień. Rok temu zakwalifikowałem się na mistrzostwa Polski i tam zająłem 9. miejsce na 42 możliwych. Zostałem zauważony przez trenera i powołany do kadry narodowej. Przełomowym momentem były zawody w Skierniewicach, po których trener podszedł do mojego taty i zapytał, czy wyraża zgodę na mój udział w Mistrzostwach Świata w Serbii, na co oczywiście przystał.
Jak wspominasz te zawody?[paywall]
– Zawody odbywały się w dniach 3 –8 sierpnia. W I turze nie wystartowałem, trener wystawił mnie dopiero w drugi dzień zawodów. Walczyłem z najlepszymi i na dodatek osiągnąłem rewelacyjny wynik. Na samych treningach przed mistrzostwami byłem spokojny, ale pamiętam, że podczas ostatniego wieczoru zgrupowania mieliśmy spotkanie z trenerem, który poinformował nas o zmianie taktyki o 360 stopni. Na treningach łowiliśmy duże ryby, a później okazało się, będziemy łowić małe ryby i wszystko trzeba było od początku przerabiać. Podczas tych zawodów poznałem innych wędkarzy: z Włoch, Portugalii i nawet na koniec symbolicznie wymieniliśmy się koszulkami.

Reprezentacja Polski w wędkarstwie spławikowym w Serbii. Jednym z członków reprezentacji jest członek Okręgu PZW w Przemyślu z koła Jarosław Miasto Wojciech Działo. Jego trenerem jest Sergio Vettori.
Skąd u Ciebie takie hobby?
– Tę pasję odziedziczyłem po tacie, odkąd pamiętam jeździłem z nim na różnego rodzaju zawody, imprezy wędkarskie. Poza tym mój straszy brat też trenuje i osiąga sukcesy, więc – jak widać – to rodzinne. To z jednej strony hobby, z drugiej osiągam już jakieś poważne wyniki, więc ten sport traktuję też poważnie. Wędkarstwo to nie jest tylko łowienie ryb, to jest też nauka ekologii, tego, jak zachować się nad wodą, w jaki sposób wypuścić rybę. Jak wiadomo, nie jest to sport olimpijski, ale dla mnie jest to ciekawa forma spędzania czasu wolnego i w pewnym sensie odpoczynku od nauki. Niektórzy traktują to jak zwykłe zarzucenie wędki, ale to coś więcej niż tylko wędka i wiadereczko. Trzeba przygotować zanęty, sprzęt. Na to poświęcamy około dwóch godzin, 4 godziny zajmuje samo łowienie. Poza tym nasze Koło Jarosław Miasto w ubiegłym roku zdobyło praktycznie wszystkie nagrody za najważniejsze mistrzostwa w okręgu, także mamy się czym pochwalić, a reprezentować koło ze 140-letnią tradycją to sama przyjemność. Poza tym bez wsparcia prezesa i władz nie bylibyśmy w stanie sfinansować wszystkich zawodów, w których bioręTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze