Minął kolejny słoneczny weekend. Pogoda zachęcała do spacerów, rodzinnych eskapad. Wyjazdów. Czarowi jesiennej aury uległem również i ja. Późnym popołudniem wracałem z niedzielnej, zmotoryzowanej wycieczki i niestety miałem wątpliwą przyjemność przyjrzeć się sposobowi jazdy motocyklistów, właścicieli tak zwanych ścigaczy.
Zdecydowana większość użytkowników takich jednośladów to bardzo młodzi ludzie. Kiedy patrzę, jak jeżdżą, siwy włos na głowie mi się jeży. Zawrotna szybkość nie wystarcza. Trzeba dla większej adrenaliny dodać wyprzedzanie na podwójnej ciągłej i pod górkę. Na przewężeniu drogi (remont mostu koło Birczy) pewna grupka wymusiła pierwszeństwo na jadących z naprzeciwka kierowcach. Jaką przyjemność z brawurowej jazdy czerpią pasażerowie ścigaczy, którzy z podwiniętymi pod brodę nogami kurczowo trzymają się króla szos? Nie wiem. Trzeba by zapytać specjalistów. Co dominuje? Młodość, brak wyobraźni, dostępność do szybkich motocykli, błąd w sztuce szkolenia adeptów motocyklowych, bezradność rodziców? Pewnie wszystko po trochu.
Przynajmniej kilka razy w roku piszemy o problemach niezgodnego z przepisami korzystania ze ścigaczy. Nie ma chyba złotej recepty. Ale pisać będziemy nieustannie, dopóki kroniki policyjne zapełniać się będą mrocznymi statystykami.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze