Reklama

American Day w Żurawicy. Niedźwiedzie pomagały Oli

FUTBOL AMERYKAŃSKI – Było to nasze największe przedsięwzięcie i sądząc po uśmiechach tych najmłodszych i tych starszych kibiców bardzo udane. Udało się połączyć emocje sportowe, aspekt charytatywny i rozrywkę na możliwie najwyższym poziomie – powiedział prezes Przemyśl Bears Bartosz Wardęga. Każdy kto w niedzielę, 23 sierpnia br., zjawił się w Żurawicy na pewno się nie nudził.

W trakcie pikniku pod hasłem „American Day – Pomagamy Oli”, prowadzona była zbiórka na rzecz 15-letniej mieszkanki Żurawicy Oli Wrony. Dzięki hojności uczestników imprezy,  udało się zebrać 3 tys. 595 zł 36 gr . W imieniu organizatorów serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przybyli na stadion Żurawianki. – Do końca tygodnia na konto Oli będą spływać darowizny od partnerów pikniku, a jest ich prawie dwudziestu, więc liczymy na zwiększenie tej kwoty – powiedział B. Wardęga.

Rywalizacja sportowa

Piknik to także rywalizacja sportowa, bo Przemyśl Bears rozpoczynał batalię o medale w rozgrywkach Polskiej Ligi Futbolu Amerykańskiego PLFA 8 (wersja ośmioosobowa). Pierwsze spotkanie pomiędzy Aviators Mielec a Rzeszów Rockets zakończyło się[paywall] wysokim zwycięstwem rzeszowian, którzy zaaplikowali przeciwnikom aż 36 punktów. W drużynie ze stolicy województwa najskuteczniejszym zawodnikiem był Paweł Cieślik.

Reklama

Kibice w Żurawicy czekali na drugi mecz turnieju, w którym Niedźwiedzie grały z gośćmi z Mielca. Początek był bardzo wyrównany i na 40 sekund do końca połowy to mielczanie cieszyli się z prowadzenia 14:8. Mimo kilku szans na wyrównanie, Niedźwiedzie schodziły na przerwę przy niekorzystnym rezultacie. W dalszej części spotkania Aviators zagrali koncertowo, zdobyli kolejne przyłożenie, nie tracąc przy tym żadnych punktów. Wynik 24:8 dla mielczan był sensacją.


fot.Łukasz Delmanowicz

Role się odwróciły

Drugi mecz dla wielu mógł być już tylko formalnością. Po porażce z Mielcem niewielu wierzyło w zwycięstwo z faworyzowanymi Rockets. Bears pokazali jednak charakter i od początku zaprezentowali futbol, z którego słyną. Przeplatane akcje biegowe Czarka Wołczyka, Tomka Rokitowskiego oraz rozgrywającego Bartosza Wardęgi zbliżały Niedźwiedzie do połowy przeciwnika. Tam Wardęga rozbrajał defensywę celnymi podaniami do bohatera tego spotkania, skrzydłowego Michała Makucha. Role się odwróciły, Niedźwiedzie nacierały, a Rakiety broniły się ostatkiem sił. W drugiej połowie gra się wyrównała, Dominowały głównie formacje defensywne. Na cztery minuty do końca Bears prowadzili 20:18 i zagrali swój najważniejszy drive (seria zagrań ofensywnych). Tytaniczną pracę wykonał duet Wołczyk – Wardęga, przesuwając co kilka jardów ofensywę w kierunku pola przeciwników. W krytycznych momentach piłkę łapał Maciej Ślęzak. Dzięki rozważnej grze Niedźwiedzie pozostały przy piłce do ostatniego gwizdka i mogły cieszyć się ze zwycięstwa nad Rockets 20:18.

Reklama

Wszyscy równo

– Nasza gra nie wyglądała dzisiaj najlepiej. Przebudzilismy się dopiero z Rzeszowem. Za trzy tygodnie trenerzy wreszcie będą mogli liczyć na pełny skład, a wtedy nie damy się już zaskoczyć – podsumował M. Makuch, zdobywca kluczywch przyłożeń dla Bears.

12 września br. na stadionie Resovii odbędzie się turniej rewanżowy. Do dalszej fazy rozgrywek zakwalifikuje się najlepsza drużyna z grupy oraz trzy najlepsze z drugiego miejsca z całej Polski. – Wszystkie zespoły mają równy bilans. Aby myśleć o powtórzeniu sukcesów sprzed lat, musimy wygrać dwa mecze. Nie będzie łatwo, ale czy kiedykolwiek było – zakończył B. Wardęga.
MG
Aplikacja na Androida

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo zycie.pl




Reklama