Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą. Pewnie dlatego dawno temu w zacnych rodach wysyłano synów (broń Boże córki) w podróż po Europie, żeby otrzaskali się z wielkim światem. Dzisiaj młodzi też wyjeżdżają za granicę, tyle że najczęściej wbrew woli rodziców i po to, by szukać tam pracy. Dawno temu z takich podróży przywożono znajomość opery, teatru, malarstwa i wstydliwą chorobę. Dzisiaj najczęściej tylko wypasione auto, co oczywiście nie jest regułą. Na przykład Mateusz z zagranicy, oprócz niekoniecznie wypasionego auta, przywiózł coś jeszcze.
Otóż przeszedł głęboką przemianę wewnętrzną i zewnętrzną. Wystarczył rok pobytu w Anglii, a konkretnie w Crawley pod Londynem i przyjechał całkiem inny człowiek. Teraz, kiedy zobaczył, co to wielki świat, na rodzinne miasteczko patrzył jak na zabitą dechami wiochę. Podobnie patrzył na ludzi i, co najgorsze, wcale się nie krył ze swoimi poglądami. Na przykład wchodził do baru i widząc starych znajomych, zapraszał ich na drinka i głośno się dziwił, że w barze nie ma Jasia Wędrowniczka, tylko jakaś berbelucha, której nie pije się w cywilizowanym świecie. Potem zwykle kończyło się na piwie, które u nas jest całkiem, całkiem. Podczas takich spotkań Mateusz snuł barwne opowieści o wielkim świecie, w którym wprawdzie musiał pracować, nieraz po dziesięć godzin dziennie, ale za to pozostały czas już miał dla siebie. Opowiadał, jak to orżnęli szefa, głupiego Angola i jak potem balowali w pubach przez cały weekend. Ot, typowe gadanie rodaków, którzy zjechali z robót do kraju. Zmienił się też Mateusz zewnętrznie. Na łydce miał wydzierganą myśl jakiegoś filozofa, oczywiście po angielsku, a w uchu trzy potężnych rozmiarów kolczyki.To właśnie przez nie Mateusz napytał sobie biedy. Któregoś dnia zaliczył więcej piw niż zwykle i zrobił się przewrażliwiony. Wtedy przysiadł się do niego pewien znajomy, znany mu z widzenia, i zaczął się rozwodzić nad biżuterią w uchu, przekonując, że takie coś noszą tylko cioty. Mateusza ruszyło, że tamten posądza go o odmienną orientację, więc rzucił się na niego z pięściami. Do rozlewu krwi nie doszło, ale niezbędna była interwencja policji i Mateusz wylądował w „żłobku”, czyli wytrzeźwiałce. Tam coś mu się odmieniło i zaczął bełkotać po angielsku. Miał szczęście, bo pielęgniarz dobrze znał ten język i posługując się nim, pomógł Mateuszowi się przebrać w przydziałową koszulę i położyć do łóżka.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.Szkoda ,ze jako "zwolennika " kolców w uchu , nie umieszczono go z tymi -jak to redaktorek napisał " o odmiennej orientacji seksualnej" w jednym pokoiku.
Szkoda ,ze jako "zwolennika " kolców w uchu , nie umieszczono go z tymi -jak to redaktorek napisał " o odmiennej orientacji seksualnej" w jednym pokoiku.