W przeddzień rozpoczęcia roku szkolnego na sesji rady miasta dyskutowano o kształcie edukacji w Jarosławiu. Opozycyjny radny Mariusz Walter twierdził, że popularna „jedynka” jest systematycznie niszczona i prowadzona co najmniej nieudolnie. Opcja rządząca sugerowała, że radny załatwia prywatne interesy.
Wszystko zaczęło się od pisma przeczytanego przez radnego Mariusza Waltera, dotyczącego polityki rekrutacyjnej panującej w SP1. Radny wykazywał, że dyrektor tej placówki nie stworzył szkoły kształcącej w siedmiu rocznikach, do czego był zobligowany prawem lokalnym i krajowym. Sugerował, że jest to planowe wygaszanie jedynki[paywall], z obejściem prawa oświatowego i jako takie należy je traktować jako szkodliwe dla Jarosławia.
Nie był to pierwszy raz, kiedy radny Walter wypowiadał się o szkołach i nie pierwszy raz w podobny sposób odpowiadał mu ratusz. Renata Chlebowska, odpowiedzialna w UM za edukację, odparła mu, że o kształcie SP1 decydowali w istocie rodzice, bo to oni wybierali dla swoich dzieci najlepsze szkoły, że polityka urzędu wyklucza przenoszenie dzieci na siłę czy rozbijanie klas. Podkreślała też, że jarosławski system oświaty dotknęła też reforma edukacji, za którą ratusz nie może brać odpowiedzialności.
– Dzieci przeszły do szkół średnich, zamiast 9 roczników mamy 8, te godziny i ludzie, którzy za tymi godzinami stali, gdzieś muszą być – odpierała zarzuty, wyrażając przy tym nadzieję, że okres trudnych decyzji się skończył. Z ust R. Chelbowskiej padła też deklaracja, że jej wydział za zgodą burmistrza będzie otwierał klasy, jeśli zgłosi się 15 chętnych dzieci – To jest właśnie dobra wola – puentowała.
– Patrzę na tę panią jak na nauczyciela i myślę, że nie ma sytuacji bez wyjścia – twierdziła radna, sugerując, że może dałoby się utworzyć jakiś mniejszy oddział lub znaleźć inne rozwiązanie po to, by jednak małżonkę kolegi z klubu PiS do pracy przywrócić. Strona miejska odpowiadała jednak pięknym za nadobne.
Burmistrz stwierdził na przykład, że żona radnego Waltera otrzymała propozycję godzin, ale w kilku szkołach, i jej nie przyjęła. Niezasadnym uznał także zarzuty adwersarza o tym, że miasto robi zbyt mało, by utrzymać szkoły na właściwym poziomie. – Robimy wszystko, co w naszej mocy, żeby utrzymywać szkoły, przypomnę tylko, że wydajemy na edukację 55 milionów, ale subwencja oświatowa to tylko 26 milionów – przekonywał burmistrz. Z dyskusji, jak zwykle na jarosławskich sesjach rady miasta, nikt nie wyszedł bez szwanku.
O tym, czy radny Walter załatwiał własne interesy, muszą zadecydować mieszkańcy. Podobnie zresztą jak o tym, czy uważają, że burmistrz zapewnia odpowiedni poziom edukacji w mieście. Natomiast kwestię tego, czy zwolnienie z pracy nauczyciela na kilka lat przed emeryturą, w dodatku przewodniczącego zakładowego związku zawodowego, jest dopuszczalne – jak informował na sesji M. Walter – rozstrzygnie sąd pracy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze