Robert Lewandowski pobił Włodzimierza Lubańskiego. Oczywiście nie dosłownie. Obaj panowie bardzo się lubią i szanują. Chodzi o rekord strzelecki w narodowej reprezentacji piłkarskiej. Dotychczas prym wiódł Pan Włodzimierz z wynikiem 48 goli. Ostatnio, kiedy w meczu z Armenią Pan Robert strzelił trzy bramki, wysunął się na prowadzenie z wynikiem 50 bramek.
Równie dobrze można to przeliczać na bułki i kostki masła i prowadzić takie rachunki na lekcjach matematyki w szkołach. Dzieci szybciej nauczą się liczyć. Lewandowski rozdaje autografy. Staje się wzorem do naśladowania i swymi sukcesami przyciąga najmłodszych na murawę. Kibice go kochają (kiedy strzela i wygrywa), komentatorzy sportowi podziwiają. Pamiętam, jak w radio cytowano wielokrotnie rosyjskiego sprawozdawcę. Robert grzał ławę, aż wreszcie wszedł do gry i zaczął strzelać bramki, jedna za drugą. Wreszcie Rosjanin, zdesperowany, jęknął do mikrofonu: – Boże ty moj. Piatoj gol. Tak dzieje się dalej. Nasz as strzela bez końca. Znowu trafił w meczu z Czarnogórą i podskoczył do 51 bramek. Rodacy się cieszą, władze państwowe również. Reklamodawcy ubijają swój interes, media biorą swoje za transmisje, kluby koszą kasę przy transferach, sam bohater też na tym nie traci. Wszyscy mają dobrze. Z wyjątkiem piłki, która ciągle jest kopana. Taki jej los. Polska piłka nie powinna mieć o to pretensji. Awans na mundial sprawia, że cena jej skutecznego kopania nadal rośnie.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze