Prawdziwa czekolada w czterech kolorach i kilku smakach, praliny, brownie, batoniki, a w przyszłości… słodkie gadżety. Od trzech tygodni w Dworze Wapowce działa jedyna w naszym regionie fabryka czekolady.
Są czekolady i „czekolady”. Te drugie, robione hurtowo przez wielkie firmy mają tylko posmak prawdziwości. W produkcję tych pierwszych trzeba włożyć znacznie więcej czasu, pomysłów, precyzji i serca. Doskonale wiedzą o tym osoby, które własnymi rękoma wyrabiają słodkie cymesy w podprzemyskich Wapowcach. Do tej pory tamtejszy „Dwór” znany był przede wszystkim z gigantycznych owadów, które stanowiły atrakcję dla najmłodszych[paywall]. Pomysł na rozpoczęcie wyrobu prawdziwej czekolady zrodził się w głowie właścicielki Joanny Matery już dawno, epidemia zatrzymała jednak otwarcie fabryki. Miała ruszyć już od kwietnia, ale udało się dopiero trzy tygodnie temu. – Kolega robi praliny ręcznie. Pojechaliśmy do niego, zobaczyliśmy, uczyliśmy się i zdecydowaliśmy, że spróbujemy – tłumaczy pani Asia.
Swój początek ma gdzieś na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Afryce. Tam rośnie kakaowiec. Trzeba go zebrać, obrać i poddać procesowi fermentacji. To wszystko odbywa się na plantacjach. Potem kakaowiec jest suszony, nadpalany i mielony. Pakowany w woreczki jako kakaowa miazga, trafia między innymi do Wapowiec. – Od nas zależy, co z niego chcemy zrobić. Jeśli czekoladę ciemną, to mieszamy go z cukrem w wysokiej temperaturze, wytrącając tłuszcz. Jeśli białą – nie wytrącamy tłuszczów, przez co jest znacznie mniej kakaowego pyłu. Zaś jeśli mleczną – dodajemy mleko. Kolejnym procesem jest temperacja, czyli dodawanie w odpowiedniej kolejności cukrów. To sprawia, że czekolada jest chrupka i łamliwa. Czasami w sklepach znajdujemy czekoladki z białym nalotem. Większość uważa, że są przeterminowane. Ale to nieprawda. Roztemperowały się, co znaczy, że przeleżały chwilę w cieple, lekko roztopiły, a potem znowu ścięły. Finalnym momentem jest formowanie, wylewanie czekoladowej masy i czekanie za ścięcie. Zrobienie jednej tabliczki czekolady zajmuje około pół godziny. Są jeszcze czekolady malowane. Można na nich napisać, co tylko dusza zapragnie – wyjaśniła J. Matera.
Za moment w Choco Factory zaczną wyrabiać różową czekoladę. Bez barwników i innych sztuczności. Wyrabia się ją z kakaowca, którego nie poddaje się procesowi fermentacji. Tylko z surowych ziaren, które potem są pasteryzowane i mielone.
Na razie w podprzemyskiej fabryce wyrabiane są czekolady ciemne i białe. I praliny. – Najpierw musimy odlać tak zwane korpusy, czyli formy. Na formę wlewamy ztemperowaną czekoladę, potem trzeba całość wyszejkować, czyli sprawić, aby wyszło powietrze. Kolejno ścinamy korpusy, aby wytworzyła się na nich warstwa cukru. Następnie wszystko musi chwilę poleżeć. Kiedy korpus zastygnie, dajemy do niego ganaż, czyli farsz do praliny. Ganaże robi się przeważnie z białej czekolady i śmietanki. Jeśli chcemy na przykład kokosowy smak, dodajemy kokosową pastę – tłumaczy pani Joanna. – Podobnie powstają na przykład smak truskawkowy, wiśniowy czy burakowy. Tak. Robimy także praliny o smaku buraków. Wlewamy taką pastę do środka, ale musimy pralinę jeszcze zamknąć od góry. Całość zalewamy więc ztemperowaną czekoladą i czekamy, aż zastygnie. Wówczas pralina jest gotowa – dodała.
Niebawem w fabryce Choco Factory rozpocznie się wyrób czekoladowych gadżetów. Szkatułek, samochodów, par młodych itp., itd. Co się komu zamarzy. Będzie można sobie zamówić.
Efekty czekoladowego rękodzieła można już kupić i zachwycać się smakiem. Ceny? Dostosowane są do lokalnego rynku. Nie są wygórowane, jak choćby w czekoladowych manufakturach w Krakowie czy Warszawie. Wszystko zależy od wagi. Bo wyrabiane tabliczki nie są takie same. – Liczymy, że to się u nas przyjmie. Jesteśmy jedyną firmą w tym regionie, która wszystko robi własnoręcznie – podsumowała szefowa Choco Factory.Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Zyczę sukcesu
ahhh czekolada kto jej nie uwielbia ?