Pewien znajomy opowiedział mi ostatnio taką oto historię. Na granicy Przemyśla, idąc raźnym krokiem w stronę miasta, zauważył przed sobą taksówkę. Nagle auto zatrzymuje się i wysiada z niego kobieta. Za nią wyskakuje, radośnie kręcąc ogonem, czarny labrador.
Chce jednak znaleźć tę wredną właścicielkę. Jeden z rozmówców odpowiada rzeczowo – przecież jeśli nawet ktoś to zrobił i tak się nie przyzna. Kamień w wodę. Znajomy, rozżalony, mówi mi, że taksówkarz to jednak zawód zaufania publicznego, a tu taki zły przykład. Trudno się z tym nie zgodzić. Wsiadając do taksówki, liczymy nie tylko na to, że ktoś nas dowiezie na miejsce. Znajomemu chodziło chyba o etykę zawodową. Inna sprawa, że nie można generalizować. Znam wielu taksówkarzy, którzy swój zawód wykonują rzetelnie i na poziomie, wiedząc, co się z tym łączy. Kiedy nadchodzą święta i nowy rok – ludzie porzucają psy. Często kupione – jako kaprys – na prezent pod choinkę. Prezent nietrafiony staje się kłopotliwy. Ludzie wyrzucają psy, bo ich nie chcą. Moralizowanie na ten temat to strata czasu. Mówi się, że ktoś jest kuty na cztery nogi. Jeśli ma do tego serce z kamienia, to biada tym, co mają cztery łapy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze