Bliżej wygranej był Texom Eurobus Przemyśl, ale remis wydaje się chyba wynikiem sprawiedliwym. Pierwszy akt walki o finał Pucharu Polski w futsalu niczego nie rozstrzygnął. Drugi odbędzie się w Lubawie i tam przemyślanie muszą zagrać skuteczniej i być bardziej skoncentrowani.
To był bardzo elektryczny pojedynek. Pełen pasji z obu stron, wielkiej ambicji, woli walki i determinacji. Nikt nie zamierzał odstawiać nogi, a dramaturgii wystarczyłoby na kilka ligowych spotkań. Emocje trwały dosłownie do ostatniej sekundy. Przemyślanom ponownie w starciu z wicemistrzami Polski zabrakło zdecydowania pod bramką znakomicie spisującego się Brazylijczyka Gutty. Gdyby byli konkretniejsi, zespół z Lubawy wróciłby do domu z porażką.
Zaczęło się fantastycznie. Presja gospodarzy od pierwszych sekund sprawiła, że goście popełnili szkolny błąd w obronie. Ze złego podania skorzystał Artem Fareniuk, przejął piłkę i zagrał do Daniła Abakszyna, który trafił do pustej bramki. Gospodarze z prowadzenia nie cieszyli się długo. Po czterech minutach wyrównał Claudinho. Po akcji Pedrinho, który spokojnie wyprzedził Mateusza Wanata po linii bocznej, nastrzelił piłkę w kierunku bramki Romana Koltoka, a tam znalazł się niepilnowany Claudinho. Po kwadransie było już 1:2. Rzut różny wykonywał kapitan reprezentacji Polski Tomasz Kriezel, wrzucając lob w kierunku Pedro Pereiry. Ten uderzył z pierwszej piłki i zasłonięty R. Koltok nie miał żadnych szans. W samej końcówce do równowagi mógł doprowadzić A. Fareniuk, ale dwukrotnie kapitalnymi interwencjami popisał się Gutta.
Znamienna w tym meczu była, niestety, jedna kwestia. Spora dysproporcja między wyjściową „czwórką” Texom Eurobusu, a pozostałymi zawodnikami z ławki rezerwowych. Uwidacznia się to właśnie w pojedynkach z takim zespołem jak Constract. Kiedy na parkiecie przebywali ci pierwsi, zespół z Lubawy nie istniał. Jedyne co mógł zrobić, to się bronić. Dość często rozpaczliwie. Kiedy na parkiecie przebywali pozostali gracze gospodarzy, Constract zyskiwał sporą przewagę i to on był panem sytuacji. Bardzo dobrze w II połowie w przemyskiej bramce spisywał się R. Koltok, który kilka razy zatrzymał walczących jak lwy rywali.
Do wyrównania doprowadził ten, który dał przyjezdnym prowadzenie. Z autu Pedro Pereirę nastrzelił Leo Santana i w hali POSiR ożyły nadzieje na pierwsze, historyczne zwycięstwo Texom Eurobusu z Constractem. Naprawdę niewiele do tego brakowało. Większego zdecydowania pod bramką, ułożenia stopy o kilka centymetrów inaczej czy błędu loku defensywnego popularnych „konstruktorów”. Jak strzały w 34. min L. Santany czy w 35. min D. Abakszyna „wyciągnął” Gutta, wie on sam. W samej końcówce, przez 76 sekund, po czerwonej kartce dla Adriano, przemyślanie grali z przewagą jednego gracza. Nie wykorzystali tej szansy i spotkanie zakończyło się kompromisem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze