W zaledwie trzecim sezonie gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce futsaliści Texom Eurobusu Przemyśl zostali wicemistrzem Polski. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, nie jest niczym dziwnym, iż kolejnym celem jest zdobycie złotego medalu FOGO Futsal Ekstraklasy. O minionym sezonie, nadziejach, marzeniach i problemach oraz o planach na przyszłość…
– Oczywiście, choć marzeniem było złoto, więc wziąłbym z niepełnym przekonaniem.
– Powiem szczerze: kompletując taki a nie inny skład, liczyliśmy na medal. To był plan minimum. Jak już wspomniałem, marzyliśmy o złocie, ale ze srebra jesteśmy także bardzo szczęśliwi. Nigdy nie ma się pewności, że nawet jeśli sprowadzisz klasowych graczy, to masz gwarantowany sukces. Na to nie ma żadnej gwarancji. To jest tylko i aż sport. I dlatego sport kochamy. Bo jest najczęściej jedną, wielką niewiadomą.
– Tak naprawdę fazy play-off uczyliśmy się dopiero w tym roku. I jesteśmy dużo mądrzejsi. Pierwsze miejsce po fazie zasadniczej było fajne i potrzebne zespołowi, żeby przystąpić do play-offów z uprzywilejowanej pozycji. Ale jak się potem okazało, nie miało to większego znaczenia. Z perspektywy czasu wygranie fazy zasadniczej jest ważne, ale nie najważniejsze.
– Oj, dużo ich było. Były takie, kiedy nic nie szło, a jednak potrafiliśmy je rozstrzygnąć na swoją korzyść. Takie wygrane smakują znacznie lepiej niż te, kiedy wszystko jest na tak. Jednym z najlepszych był wygrany mecz z Piastem u siebie w fazie zasadniczej, to był mecz wyjazdowy z Rekordem Bielsko-Biała, tak w rundzie zasadniczej, jak i play-offie.
– Na pewno to przeszkadzało. I nie ma w tej kwestii żadnej dyskusji. Zawodnicy przyzwyczajeni byli do treningów i meczów w jednym obiekcie. Naraz muszą zmienić środowisko, klimat, miejsce. Nie pamiętam sezonu, abyśmy przeszli go bez tego typu problemów. A to nie sprzyja ani formie, ani koncentracji, ani taktycznym złożeniom. Tak naprawdę, grając w sali sportowej Szkoły Podstawowej numer 14, graliśmy niby u siebie. Byliśmy jak na wygnaniu.
– Tak. Musieliśmy, bo ten parkiet zupełnie nie nadawał się do gry. Ani sztab szkoleniowy, ani zawodnicy nie wyobrażali sobie gry na parkiecie, z którego wystają klepki. Zakup tej maty sporo nas kosztował.
– Play-offy zaczynają każdą ligę od zera. Faza zasadnicza zostaje w zasadzie wymazana z pamięci. Rozpoczyna się nowe rozdanie. To są dwie różne prędkości. Możesz być na pierwszym miejscu i jedna pomyłka może cię kosztować odpadnięcie z ósmym zespołem. Z kolei ósmy zespół może zostać mistrzem. Dla drużyn, które są na górze nie jest to sprawiedliwe, dla tych z dolnych rejonów tabeli – szansa na zrobienie wielkich rzeczy. Ale takie są zasady i nie ma co biadolić.
– Powiem tak: Piast może podziękować Rekordowi za ten półfinał. Ta ostra, czasami niesportowa, gra Bielczan wykluczyła nam w finale kilku graczy. A to znacznie ułatwiło grę Gliwiczanom w finale. Ale tego się spodziewaliśmy. Te kontuzje przerosły nas wszystkich. Zabierzmy Piastowi ze składu dwóch, trzech podstawowych graczy i każmy rywalizować w finale. Nie wiem, jaki byłby wówczas wynik.
– Może i tak, ale nie chcę tego tak komentować. Wiele czynników się na to złożyło. Także detale okołomeczowe. Także sędziowanie. Zostawię to bez komentarza.
– Trudno powiedzieć. W niektórych meczach zauważyłem nastawienie pod tytułem: bij mistrza. Bo przecież prowadziliśmy w tabeli niemal przez całą fazę zasadniczą. Ale tak jest w każdej dyscyplinie. Na pewno nie patrzą na nas już z góry. Czują respekt.
– To bardzo miło słyszeć takie słowa od Krystiana. Potwierdzam: współpraca jest doskonała. Większość kwestii konsultujemy, nim podejmiemy jakąkolwiek decyzję. Taką podjęliśmy choćby jeśli chodzi o nowego trenera zespołu. Ważne kwestie dotyczące zawodników akceptuje Krystian.
– Wiedziałem już o tym szybciej, ale nie ogłaszaliśmy tego przed finałami. Miałem nadzieję, że wszystko się jednak ułoży, ale się nie ułożyło. Doszliśmy więc do wniosku, że dla niego i jego rodziny będzie lepiej, jak wróci do Brazylii. Rozważaliśmy różne możliwości, jak choćby taką, aby częściej jeździł do domu. Ale ostatecznie stanęło na tym, że musimy szukać nowego trenera.
– Zawsze może być lepiej. Mam nadzieję, że ta pomoc będzie z roku na rok rosła. Współpraca jest dobra, ale jest kilka bolączek. Jak choćby hala. Ciągle musimy podróżować, ciągle musimy się gdzieś przenosić. Nie ma stabilizacji. Uważam, że takie miasto jak Przemyśl musi mieć i zasługuje na nową halę sportową. I nie mówię, że dla nas, ale dla koszykówki czy piłki ręcznej również. Jeśli chodzi o finansowanie… Mamy obiecane, że będzie rosło z roku na rok. Nie da się w dzisiejszych czasach zdobywać medali bez dużych pieniędzy. Są takie rzeczy, których na co dzień nie widać, a które kosztują. I to bardzo dużo.
– To prawda. W zeszłym roku dostaliśmy z miasta niecałe pół miliona złotych. Z czego musieliśmy oddać do miasta prawie sto tysięcy złotych za wynajem hali POSiR. W tym roku dostaliśmy prawie sześćset tysięcy złotych. Nie można oczywiście porównywać finansów miasta Gliwice i miasta Przemyśl. Dużo łatwiej się zarządza finansami, kiedy budżet takiego klubu jak Piast w 80 procentach zapewniony jest przez miasto. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nasze miasto nie może dać tyle, co Gliwice Piastowi, ale… Dziękujemy za to, co dostaliśmy i prosimy o więcej.
– Nie było łatwo. Trener Neto jest świetnym trenerem, znakomitym strategiem. Super człowiekiem. Znaleźć zastępcę nie było więc łatwo. Długo szukaliśmy. Mieliśmy kilka pomysłów. Walczyliśmy o podpis Sorato, bo to legendarny trener. I mam nadzieję, że jest najlepszym wyborem dla naszego zespołu.
– Konkurencja i rywalizacja nigdy nie jest zła. Ciężko jest wygrać ligę, grając w pewnym momencie sześcioma, siedmioma zawodnikami w polu. Przy takim natężeniu gry, przy takiej intensywności jest to niemożliwe. Dmuchając więc na zimne, zdecydowaliśmy, że lepiej mieć tych zawodników o dwóch więcej, niż mniej.
– Jak już powiedziałem wcześniej: nie było sezonu, w którym nie mieliśmy problemów z halą. To bardzo wybija z rytmu, ale nic na to nie poradzimy. Powiem tak: żeby było dobrze, najpierw musi być źle. Zdajemy sobie sprawę, że ten remont był potrzebny. Ma być nowy parkiet. Parkiet, jak zapewniają władze miasta, ma być najwyższej klasy. Jeszcze nie wiemy, jak to rozwiążemy. Z pewnością dwa, trzy mecze będziemy musieli znowu zagrać w SP 14. Czy rywale zgodzą się na zmianę gospodarza? Nie wiem.

– W niewielu sportowych zespołowych dyscyplinach sportu udaje się w tak krótkim czasie, tak wiele osiągnąć. A my to zrobiliśmy! A stąd już mały krok do mistrzostwa. Wiem, że wszyscy w Polsce zaczęli się nas bać. Widzą, że to nie są żarty, a Texom Eurobus Przemyśl to absolutna czołówka. Prestiż, renomę, szacunek buduje się przez lata. Chcemy pokazać najwyższą jakość. Wszystko jeszcze przed nami. Przed nowym sezonem przeprowadziliśmy kilka bardzo ciekawych transferów. Po 31 latach wróciło do Przemyśla wicemistrzostwo Polski, teraz czas na złoto. Jak się układa współpraca z prezesem klubu? Nie ma takich słów, aby to określić. Jest więcej niż wzorowo. Mariusz Franków jest wybitnym prezesem. Gdyby w innych klubach byli tacy prezesi, te funkcjonowałyby wspaniale. Przez kilka kolejnych lat chcemy zbudować taką markę, aby wszyscy nie tylko w Polsce, ale i Europie, mówili na nas: oto mistrzowie.
Reklama
Strzelcy:
Strzelcy bramek:
***
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze